piątek, 25 listopada 2016

Vegebook od Savory or Sweet!

Jeżeli mnie czytacie lub znacie osobiście, to wiecie, że uwielbiam mięso, zwłaszcza w postaci tatara. Niemniej jednak, kiedy trafiam na naprawdę dobre, wegetariańskie jedzenie - dzielę się z Wami czym prędzej. Kiedy jest dobre? Kiedy jem i dopiero po zakończeniu posiłku orientuje się, że nie było w daniu mięsa! Albo kiedy oglądam Vegebook mojej koleżanki po fachu - Karoliny z bloga Savory or Sweet i dosłownie ślinka mi cieknie.



Pięknie zrobiony! Cudowne zdjęcia, fantastyczne pomysły na przepisy i niesamowita kreatywność. Karolina przygotowała 30 roślinnych, wegańskich przepisów ale oprócz tego, dzieli się wiedzą i doświadczeniem jakie sama zdobyła w tej dziedzinie. Z nią dieta wygląda zdecydowanie smaczniej a na jej talerzu znajdziecie samo zdrowie. 

Śniadania, obiady, desery - w każdej kategorii znalazłam coś, co chętnie spróbuje w swojej kuchni. Was zachęcam do zakupu Vegebooka bo naprawdę zmienia on kulinarny pogląd na kuchnię roślinną. 

Kupicie go klikając tu: http://ebook.savoryorsweet.pl


wtorek, 15 listopada 2016

ShusiRolls Grab & Go czyli bierz sushi w łapę i w nogi!

Kuurcze ale fajne miejsce! Przypomniały mi się mini bary z sushi podczas mojego pobytu w Tokio. Rolki do ręki albo kanapki. Świeże i smaczne! Nie musicie jechać jednak do Tokio, wystarczy się wybrać na Miodową 34 a znajdziecie właśnie takie miejsce. ShusiRolls Grab & Go



Lokal jest niewielki, stworzony dokładnie po to aby wejść, zamówić i wyjść. Bardzo przyjemny, cieplutko, nowocześnie. Można też usiąść przy "wiszącym" barze jeżeli taką formę lubicie. W ofercie znajdziecie sushi świeże. Nie jest robione na miejscu więc ilość rolek z danego smaku jest ograniczona. W ofercie znajdziecie również wspomniane wcześniej kanapki oraz... burgery sushi! Fantastyczna sprawa! 

Jest pysznie, ryż naprawdę dobrze jest zrobiony a rolki są olbrzymie. Może nie znajdziecie jakiś wariacji na temat sushi ale dobrze to rozumiem, większość z Was lubi standard i przyznam się, że ja też. Jadłam: Grillowanego łososia (15 zł), ostrego tuńczyka (15 zł), surimi z avocado (15 zł), ostrego łososia (15 zł), tuńczyka z mango (15 zł), krewetkę w tempurze ( 13 zł) i burgera z serkiem Philadelphia z łososiem i avocado (15,50 zł). Zaskoczył mnie sos: wasabi zmieszany ze sprite - na słodko. Fajnie, że można napić się również zielonej herbaty (wziąć na wynos) lub napoju z Lychee. 




Fajnie jest złapać rolkę w łapkę i pójść dalej. Można też zamówić na dowóz ale dla mnie cały urok drzemie w tym, że wreszcie sushi przestało być ceremoniałem a może stać się codzienną, zdrową przekąską! 

poniedziałek, 7 listopada 2016

Aries. Mistrzowie detalu.

Z przyjemnością wracam myślami do tego miejsca. Wszystko w nim się zgadzało. Położenie - Zakopane. W samym Centrum, tuż przy Krupówkach. Towarzystwo - najlepsze, na luzie, ze znajomością bez słów. Wnętrze. Wypieszczone... w każdym detalu. Uderzyło mnie to, bo jeżdżąc po różnych hotelach zwracam uwagę nawet na najdrobniejszy szczegół. W Aries Hotel & Spa zaskoczyło mnie umiłowanie do drobnych rzeczy.

Lampy w korytarzach, uchwyty na ręczniki w łazience, zdobienia, kolejka linowa po przekroczeniu progu, wielki kamienny kominek, nawet żele i szampony pod prysznic - nic nie jest zostawione przypadkowi. Cały dzień można poświęcić na "wyłapywaniu" tych elementów i ciągle jest coś, co zaskakuje. Mieszanka Zakopanego, trochę Alp i ręczne zdobienia. W odrestaurowanym, starym Domu Turysty nie spotkamy już wspólnych sal, gdzie śpiwór przy śpiworze gnieździli się miłośnicy Tatr. Spotkamy za to kolejkę do rezerwacji pokojów i wcale mnie to nie dziwi. Bo Aries Hotel & Spa to zdecydowanie najlepsza odsłona Zakopanego. 

Wszystko mówi o tym, że jesteśmy w Zakopanem. Tu tradycja miesza się z nowoczesnością. Na dodatek to jesień, magiczna pora roku szczególnie wyjątkowa w górach, pełna ciepłych kolorów i bajkowych widoków. Nie sposób się nudzić. Wręcz brakuje dni na to by wszystko zobaczyć, wszędzie być a potem wrócić do przytulnego - chociaż dużego hotelu i zaszyć się w SPA lub na wyśmienitej kolacji. Pomyślałam, że tu u nas w górach, można odpocząć i poczuć się jakby świat nie istniał.

Przestronny apartament z sypialnią na antresoli, przytulny, ciepły, wygodny. Ciężko było z niego wyjść. Takie uczucie nie zdarza mi się często, są takie miejsca, w których dużo fajniej spędza się czas na zewnątrz. A tu? Naprawdę trzeba się postarać aby zamknąć za sobą drzwi i poddać się fali "bycia turystą". Z ciekawostek - materace w łóżkach są z firmy Hypnos - na takich samych sypia Królowa Elżbieta II. Bardzo ale to bardzo wygodne! 

Przegrały jednak ze SPA - przytulnym, z jacuzzi na zewnątrz (genialne, świeże powietrze i gorąca, buzująca woda to jest to, co tygryski lubią najbardziej). Z łożami solarnymi, na których można złapać parę promieni UV,  saunami (solną, brzozową, finśką i parową), prysznicem z olejkiem zapachowym (prawdziwy hit, najlepszy gadżet jaki był w SPA) i basenem z masażami wodnymi. Wszystko to okraszone jest niezwykłymi detalami, piękną grą świateł i relaksującym zapachem. 


Jeśli już nacieszyliście oczy to czas na kubki smakowe. Absolutnie zakochałam się w śniadaniach! To, czego brakowało mi w różnych hotelach tej klasy co Aries Hotel & Spa, to stół regionalny. Możecie sobie wyobrazić moją radość kiedy zobaczyłam rodzime sery, wędliny, smalec i dodatki na syto zastawionym stole. Było w czym wybierać! 

Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, śniadaniowa restauracja zamieniała się w wykwintną, pełną smaków, tekstur i aromatu wieczorną restaurację HALKA. Może to dziwne co teraz Wam powiem ale Szef Kuchni jak na moje odczucie jest wariatem. Widać to w każdym daniu, w każdym jego szczególe. Niczym szalony malarz, serwuje obrazy na talerzu pełne ekspresji i niebywałych połączeń. Kiedy ma się takiego Szefa Kuchni trzeba albo mu zaufać albo nie da się żyć. I ciszę się, że Aries Hotel & Spa postawił na zaufanie. Co jadam? Krem z raków z nutką koniaku (18 zł), Jagnięcinę z pudrem z oscypka (46 zł), Przepiórkę z pianką z oscypka (35 zł). Z jesiennej wkładki owoce pod kruszonką (śliwki z lodami - pycha!). To wszystko okraszone znakomitym winem i obsługą, która wprawia cię w doskonały nastrój. Czego chcieć więcej? Jak zadecydować o tym, czego zjeść a co nie? Z czego skorzystać a co odpuścić? Nie da się, no nie da się a na usta ciśnie się prześmiewcze pytanie: JAK ŻYĆ!? ( z takimi dylematami). 

Zwłaszcza, że w podziemiach hotelu znajduje się klub La Scandale. Nawet nie wiecie, jak wygodnym jest zejście te pare pięter niżej i nie musieć się martwić o to, że zimno, że do domu daleko, tylko usiąść przy barze i podziwiać lokalny, nocny folklor. Do białego rana. Barmani odgadują Wasze upodobania co do drinków praktycznie bez zbędnych słów. Management zadba o to, by wieczór był niezapomniany, wszystkie trudy tygodnia zostają tam gdzieś za drzwiami. 

Nic dziwnego, że Aries Hotel & Spa otrzymuje same główne nagrody i wyróżnienia. Jest wysoko pozycjonowany na TripAdvisor i zgarnia najlepsze opinię gości. Dla mnie stał się kolejnym miejscem na mapie moich TOP 10, w których czuję, że świat jest naprawdę piękny. 
























środa, 26 października 2016

Skandalicznie kalorycznie! Garden Le Scandale

To chyba były piąte urodziny? Nie pamiętam dokładnie (wybaczcie - starość, nie radość) ale zakochałam się w tym miejscu na zawsze. Wchodząc tam mam wrażenie, że uruchamiam wehikuł czasu bo emocje z nim związane wracają niczym Powrót do przeszłości. 

Co prawda Garden Le Scandale powstało trochę póżniej niż Le Scandale na ale do dzisiaj pamiętam walkę o stolik żeby zjeść nachos, kiedy melanż poniósł nas na Kazimierz. Od tego czasu wiele się zmieniło - ku mej uciesze - dziś już nie trzeba walczyć o stolik i można zjeść coś więcej niż nachos. 

To jedno z takich miejsc, na którym wychowują się pokolenia i chociaż dzisiaj można przeżyć tam niejedną przygodę z jedzeniem czy też drinkami, to na szczególną uwagę zasługuje deser. 


Zazwyczaj nie jadam bo jeżeli mam do wyboru coś słodkiego a na przykład kiszone ogórki, to wolę to drugie, niemniej jednak "Gardeny" są jedynym takim miejscem, w którym daje się ponieść niezliczonym ilością kalorii. Profiteroles z musem z białej czekolady oblane gorzką czekoladą (17 zł) absolutnie made my LIFE! To jest jakieś szaleństwo, na dodatek nie można się temu oprzeć pomimo wielokrotnie powtarzającego się słowa CZEKOLADA. 

Wybierzcie się koniecznie a dla pewności zarezerwujcie stolik przez Gastrobooking.pl Aha, można tam zjeść również dużo tapas, popić koktajlem lub  zatopić kły w mięchu - zostanie więcej słodkości dla mnie :D 







wtorek, 20 września 2016

Gdzie żeś Ty bywał czarny baranie... Hotel Kopieniec Fizjo-Med SPA.

Niedziela. Przyjazd. 

Mijając po drodze tabliczki z napisami „pokoje, apartamenty, pokoje, apartamenty” modliłam się o odrobinę przestrzeni. I nie rozczarowałam się bo Hotel Kopieniec Fizjo-Med SPA położony jest na wzniesieniu a wokoło łąki, pastwiska, lasy i szemrzący strumyk. I chociaż Tatry tonęły we mgle to ten krajobraz, niezależnie od pogody, jest najpiękniejszy w całej Polsce.




Nie wiem co góry mają takiego w sobie. Przytłaczają, są ponure, kanciaste i generalnie wieją grozą a jednak człowiek nie może przestać chłonąć ich majestatyczności. Tak samo, jak wdychać powietrza. Boże jak ono pachnie! I chociaż brak jeszcze charakterystycznego dla tego regionu zapachu palonego drewna w kominku, to słodycz mieszająca się z zapachem lasu i owiec łagodnie płynie do płuc.

Na pierwszy rzut oka Hotel Kopieniec Fizjo-Med SPA nie robi wrażenia dużego obiektu. Dlatego tym bardziej zastanawiałam się stojąc przed drzwiami i podziwiając charakterystyczny dla tej zabudowy, góralski styl, gdzie on mieści te 29 pokoi. 

Ku mojemu zdziwieniu… no dobra, nie będę Was czarować. Nie uwierzycie jak bardzo odetchnęłam z ulgą, kiedy wnętrze okazało się cudnie proste, dizajnerskie, dosłownie z akcentami świadczącymi o tym, że hotel zbudowany został przez rodzinę od Dziada, z Pradziada pochodzącą z Podhala. Duże, czarno-białe zdjęcia przedstawiające członków owej rodziny, motywy góralskie rzeźbione w drewnie, szarość stanowiąca tło dla czerwonych akcentów. Delikatnie, bez popeliny. 




Jest przytulnie ale zaskakująco przestronnie. Do pokoju prowadzą korytarze i winda, którą zjeżdża się piętro w dół a mimo tego, widok z balkonu jest przecudny i wznosi się nad skarpę. Bo właśnie w nią wbudowany jest Kopieniec. I będzie się jeszcze rozrastał ale w dół. Wrażenie jest dość ciekawe bo z początku nie można się przyzwyczaić do tego co widzi się z zewnątrz a co po wejściu. A potem jest jeszcze lepiej. Dawno nie podobał mi się tak pokój hotelowy. Ma dokładnie wszystko to, czego można spodziewać się po pokoju wypoczynkowym (póki co z biznesowego punktu widzenia, nic nie przebije Warsaw Plaza). Jest duży. Ma wbudowaną, przeszkloną, dużą łazienkę. Duże łóżko bez dzielenia (nie cierpicie pewnie kiedy na środku łóżka łączą się materace co?), wysokie, wygodne dla kręgosłupa - w końcu nie bez powodu hotel ma w nazwie Fizjo-Med. Olbrzymi balkon z przecudnym widokiem. Usiadłam i zasłuchałam się w strumyk - chociaż po sile jego rażenia to nie wiem czy jest to najodpowiedniejsza nazwa. Jeszcze piwko nie smakowało tak dobrze jak w tą niedzielę. 



Zanim jednak całkowicie utknęłam na balkonie poszłam pozwiedzać. W restauracji przyjemnie pachniała kolacja, serwowana a’la bufet lub a’la carte. Jak kto woli. Przyjemne miejsce. Niewielki stylizowany na beton bar, ściana z winami, przyciągające wzrok lampy. Zastanawiałam się co mnie czeka w karcie bo patrząc na stylistykę miejsca, wiedziałam, że nie będzie to góralska strawa jaką znam z Krupówek. Przyjemność przekonania się o tym zostawiłam sobie na dzień następny. 

Tak się składa, że jeżdżę konno i rok temu miałam niefortunny terenik. Po nim przeszłam rekonstrukcje stawu skokowego oraz nabawiłam się przepukliny kręgosłupa. W związku z tym raz na jakiś czas wypada mi dysk, co zdarzyło się całkiem niedawno. Jednak nie o tym będę pisać co mi dolega ale o koncepcji na Kopieniec Fizjo-Med SPA. Bo jest słuszna. Tak naprawdę w tym hotelu możecie przejść pełną rehabilitacje. Posiada on sporo sprzętu, który takie osoby jak ja znają bardzo dobrze. Mogą się poszczycić jedną z dwóch na Podhalu metod leczenia falą uderzeniową. Mają też odpowiednio przeszkolony personel, konsultantów, lekarzy. Dodatkowo dobrze rozwinięty jest pakiet SPA  i są to dwie najmocniejsze strony tego miejsca. W pięknych okolicznościach przyrody i architektury można wrócić do zdrowia. Kogo boli ten wie, że będzie warto tu przyjechać. 

Poniedziałek, rano, południe, wieczór.

Wstałam wyspana. Otworzyłam balkon i wyszłam na zewnątrz. Mgła wydawała się wdzierać na skarpę.Tonęliśmy w białej zasłonie. Piękny widok. 



Śniadanie w formie bufetu bardzo fajne. Nie za dużo, nie za mało, kuchnia serwuje ciepły posiłek na życzenie - w tym jajka na miękko. Zauważyłam ostatnio, że coraz częściej odchodzi się od serwowania ciepłych posiłków (jajecznica, naleśniki) na bufecie i chwała za to Szefom Kuchni. Nie przepadam za taką formą jedzenia ale rozumiem jej potrzebę występowania w hotelach. Pojadłam, umówiłam się na masaż i prądy żeby postawić na nogi mój kręgosłup i oddałam się całkowitemu chillingowi. W skład niego wchodziła m.in zupa z oscypka - danie flagowe restauracji. Pyszne! Gdybyście mogli mnie teraz zobaczyć to wyglądam jak ta ikonka z FB z sercami w oczach. A z lampką wina to już w ogóle moje sercowe oczy wyszły z orbit. 





Masaż poprzedziłam wizytą w saunach. Uwielbiam! Zwłaszcza kiedy siąpi na zewnątrz i to jeszcze w poniedziałek. Jakoś człowiekowi od razu życie się wydaje milsze. Dawno też nie miałam takiej przyjemności z masażu. Delikatne ale stanowcze dłonie nieśmiałej Pani Marysi odstresowały moje ciało i rozluźniły plecy. Poprawiłam potem tensami bo przecież w Hotel Kopieniec Fizjo-Med SPA o to chodzi: odnowę!

Wieczór w miłym, męskim towarzystwie w akompaniamencie cudownego Rieslinga i bardzo dobrej kuchni, utwierdził mnie w przekonaniu, że ten niewielki hotel ma w sobie ogromny potencjał, który widać na każdym kroku. Torcik z kaszanki w nakryciu z rukoli podany na karmelizowanym jabłku z musem chrzanowym rozłożył mnie na łopatki. Puszysty sernik podany z sosem czekoladowym i karmelizowanymi pomarańczami był zwieńczeniem wieczoru i absolutnie fantastycznie komponował się z winem. Fajna kuchnia, z dozą regionalizmu ale nie przeładowana - zupełnie jak wnętrza. 




Wtorek..

To prawdziwa przyjemność gościć w tym miejscu. Pasja z jaką jest prowadzony Hotel Kopieniec Fizjo-Med SPA, zaangażowanie obsługi, profesjonalizm w SPA i MED sprawia, że nie chce się z niego wyjeżdżać. W podróżowaniu niesamowite jest to, że kiedy myślisz, że już wszystko widziałaś i nic cię nie zaskoczy, pojawia się kolejny kawałek miejsca, które jest inne, zachwyca inaczej. Dlatego lubię podróże. Lubię hotele. Lubię dla Was o nich pisać.