środa, 7 grudnia 2016

Fic. Grzegorz Fic. I Albertina Restaurant & Wine!

Wybranie potraw z menu w Albertina Restaurant & Wine to trochę jak misja specjalna. Multum niebanalnych opcji, okrutnie ciężki wybór, prawie niemożliwy  do zrealizowania a do tego szalenie niebezpieczny. Bo co jeśli coś się pomylisz? I przegapisz jakąś pozycję, która wpłynie na całe Twoje życie i co gorsza - życie ludzkości?? (tej po drugiej stronie bloga). Uff, dobrze, że tym razem nie ja pełniłam rolę Agenta 007 a zdałam się na niego - Grzegorza Fica - Szefa Kuchni. Bezwarunkowo i bezsprzecznie było warto. 

Wyobraźcie sobie jakąś ulubioną scenę z filmu mrożącego krew w żyłach. Bardziej mam tu na myśli Matrix, tudzież Jamsa Bonda niż Dziecko Rosemary więc wczujcie się w klimat. Widzicie ją? Tą scenę? No to teraz sobie wyobraźcie, że trzymacie w ręku menu, oczy kelnera napierają z każdej strony - "co wybierze, co wybierze..." ... żarcik. Jedynym elementem łączącym Jamsa Bonda, mnie i Albertina Restaurant & Wine były: szyk, elegancja i szalenie przystojny mój partner (dobra, napisałam tak bo mi kazał).



Wnętrza są piękne, menu jest smaczne, wszystko się zgadza. Bo Albertina Restaurant & Wine to takie miejsce, w którym albo może być wykwintnie albo możecie się naprawdę świetnie bawić, jednocześnie zajadając jeden z fajniejszych posiłków ostatnich czasów. Bo trzeba przyznać, że kuchnia jest pełna nowatorskich rozwiązań, szaleństwa smaków, otwartych umysłów i niebanalnych technik. Co polecam? Absolutnie rozwalające sytem przegrzebki! Jedliście? Nie, takich nie. Nie jedliście? No to tu jest najlepsze miejsce. Słowo, które przychodzi mi na myśl to.. maślane. Delikatne, soczyste, maślane. Podane z czarną truflą (55 zł) nadają im jeszcze większej szlachetności. Danie wyrafinowane do granic możliwości. Tatar z siekanego combra jeleniego (45 zł), połączony z musem z ostryg robi niesamowite wrażenie na podniebieniu. No nie da się nie zachwycić. 



Zjadłam krem z homara i zapłakałam (34 zł). Zapłakałam bo Grzegorza znam z poprzedniej restauracji i wiecie, co jest najpiękniejsze w takich "znajomościach".    Że jesz coś, co kiedyś przyprawiło cię o zachwyt, jesz to nie bagatela... parę lat później i masz flash back! Wtedy był to krem z raków. Nigdy później nie jadłam lepszego. Dziś, nadal nigdy później nie jadłam lepszego kremu z homarów! To dla mnie świadczy o Szefie Kuchni. Rozwinął skrzydła, czego dziś jest konsekwencją Albertina Restaurant & Wine. Nie wspominałam, że ów Szef Kuchni jest współwłaścicielem? O to przepraszam, mój błąd. Wiecie czemu? Bo w takich sytuacjach słowo kompromis nie działa. Pozostaje czysty obłęd!


Czuć go w daniach głównych - gęsinie z okazji św. Marcina (przy okazji, Marcinek wszystkiego najlepszego),  delikatnej, gotowanej metodą sou vide oraz w policzkach z jałówki (48 zł) z obłędnym, ale naprawdę obłędnym sos found i w deserach... O jeju, toż to czysty obłęd. Nie wiem już, czy z gatunku sensacji lądujemy w "Alicji z Krainie Czarów" ale na "Drzewko szczęścia" ( 32 zł): nugat i zacytuje..  Mus z palonej czekolady / Kawior z jabłka / Tymianek / Galaretka z owoców dzikiej róży / Orzechy laskowe... -  absolutnie musicie wstąpić. No nie da się przejść obok drzwi Albertina Restaurant & Wine i tego nie zjeść. Za to z deseru o nazwie Parafait gruszkowe ( 24 zł) z UWAGA: Gruszka karmelizowana / Galaretka perry / Lody tymiankowe / Crumble maślane... ukradniemy crumble i lody tymiankowe. No na bank będę to robiła w lato!


Wiecie, dużo ostatnio jem. I bywam. Jednak prawda jest taka, że tęskniłam za miejscem, w które wzięłabym kogoś bo: kocha, lubi, szanuje. A Albertina Restaurant & Wine jest takim miejscem. 


piątek, 25 listopada 2016

Vegebook od Savory or Sweet!

Jeżeli mnie czytacie lub znacie osobiście, to wiecie, że uwielbiam mięso, zwłaszcza w postaci tatara. Niemniej jednak, kiedy trafiam na naprawdę dobre, wegetariańskie jedzenie - dzielę się z Wami czym prędzej. Kiedy jest dobre? Kiedy jem i dopiero po zakończeniu posiłku orientuje się, że nie było w daniu mięsa! Albo kiedy oglądam Vegebook mojej koleżanki po fachu - Karoliny z bloga Savory or Sweet i dosłownie ślinka mi cieknie.



Pięknie zrobiony! Cudowne zdjęcia, fantastyczne pomysły na przepisy i niesamowita kreatywność. Karolina przygotowała 30 roślinnych, wegańskich przepisów ale oprócz tego, dzieli się wiedzą i doświadczeniem jakie sama zdobyła w tej dziedzinie. Z nią dieta wygląda zdecydowanie smaczniej a na jej talerzu znajdziecie samo zdrowie. 

Śniadania, obiady, desery - w każdej kategorii znalazłam coś, co chętnie spróbuje w swojej kuchni. Was zachęcam do zakupu Vegebooka bo naprawdę zmienia on kulinarny pogląd na kuchnię roślinną. 

Kupicie go klikając tu: http://ebook.savoryorsweet.pl


wtorek, 15 listopada 2016

ShusiRolls Grab & Go czyli bierz sushi w łapę i w nogi!

Kuurcze ale fajne miejsce! Przypomniały mi się mini bary z sushi podczas mojego pobytu w Tokio. Rolki do ręki albo kanapki. Świeże i smaczne! Nie musicie jechać jednak do Tokio, wystarczy się wybrać na Miodową 34 a znajdziecie właśnie takie miejsce. ShusiRolls Grab & Go



Lokal jest niewielki, stworzony dokładnie po to aby wejść, zamówić i wyjść. Bardzo przyjemny, cieplutko, nowocześnie. Można też usiąść przy "wiszącym" barze jeżeli taką formę lubicie. W ofercie znajdziecie sushi świeże. Nie jest robione na miejscu więc ilość rolek z danego smaku jest ograniczona. W ofercie znajdziecie również wspomniane wcześniej kanapki oraz... burgery sushi! Fantastyczna sprawa! 

Jest pysznie, ryż naprawdę dobrze jest zrobiony a rolki są olbrzymie. Może nie znajdziecie jakiś wariacji na temat sushi ale dobrze to rozumiem, większość z Was lubi standard i przyznam się, że ja też. Jadłam: Grillowanego łososia (15 zł), ostrego tuńczyka (15 zł), surimi z avocado (15 zł), ostrego łososia (15 zł), tuńczyka z mango (15 zł), krewetkę w tempurze ( 13 zł) i burgera z serkiem Philadelphia z łososiem i avocado (15,50 zł). Zaskoczył mnie sos: wasabi zmieszany ze sprite - na słodko. Fajnie, że można napić się również zielonej herbaty (wziąć na wynos) lub napoju z Lychee. 




Fajnie jest złapać rolkę w łapkę i pójść dalej. Można też zamówić na dowóz ale dla mnie cały urok drzemie w tym, że wreszcie sushi przestało być ceremoniałem a może stać się codzienną, zdrową przekąską! 

poniedziałek, 7 listopada 2016

Aries. Mistrzowie detalu.

Z przyjemnością wracam myślami do tego miejsca. Wszystko w nim się zgadzało. Położenie - Zakopane. W samym Centrum, tuż przy Krupówkach. Towarzystwo - najlepsze, na luzie, ze znajomością bez słów. Wnętrze. Wypieszczone... w każdym detalu. Uderzyło mnie to, bo jeżdżąc po różnych hotelach zwracam uwagę nawet na najdrobniejszy szczegół. W Aries Hotel & Spa zaskoczyło mnie umiłowanie do drobnych rzeczy.

Lampy w korytarzach, uchwyty na ręczniki w łazience, zdobienia, kolejka linowa po przekroczeniu progu, wielki kamienny kominek, nawet żele i szampony pod prysznic - nic nie jest zostawione przypadkowi. Cały dzień można poświęcić na "wyłapywaniu" tych elementów i ciągle jest coś, co zaskakuje. Mieszanka Zakopanego, trochę Alp i ręczne zdobienia. W odrestaurowanym, starym Domu Turysty nie spotkamy już wspólnych sal, gdzie śpiwór przy śpiworze gnieździli się miłośnicy Tatr. Spotkamy za to kolejkę do rezerwacji pokojów i wcale mnie to nie dziwi. Bo Aries Hotel & Spa to zdecydowanie najlepsza odsłona Zakopanego. 

Wszystko mówi o tym, że jesteśmy w Zakopanem. Tu tradycja miesza się z nowoczesnością. Na dodatek to jesień, magiczna pora roku szczególnie wyjątkowa w górach, pełna ciepłych kolorów i bajkowych widoków. Nie sposób się nudzić. Wręcz brakuje dni na to by wszystko zobaczyć, wszędzie być a potem wrócić do przytulnego - chociaż dużego hotelu i zaszyć się w SPA lub na wyśmienitej kolacji. Pomyślałam, że tu u nas w górach, można odpocząć i poczuć się jakby świat nie istniał.

Przestronny apartament z sypialnią na antresoli, przytulny, ciepły, wygodny. Ciężko było z niego wyjść. Takie uczucie nie zdarza mi się często, są takie miejsca, w których dużo fajniej spędza się czas na zewnątrz. A tu? Naprawdę trzeba się postarać aby zamknąć za sobą drzwi i poddać się fali "bycia turystą". Z ciekawostek - materace w łóżkach są z firmy Hypnos - na takich samych sypia Królowa Elżbieta II. Bardzo ale to bardzo wygodne! 

Przegrały jednak ze SPA - przytulnym, z jacuzzi na zewnątrz (genialne, świeże powietrze i gorąca, buzująca woda to jest to, co tygryski lubią najbardziej). Z łożami solarnymi, na których można złapać parę promieni UV,  saunami (solną, brzozową, finśką i parową), prysznicem z olejkiem zapachowym (prawdziwy hit, najlepszy gadżet jaki był w SPA) i basenem z masażami wodnymi. Wszystko to okraszone jest niezwykłymi detalami, piękną grą świateł i relaksującym zapachem. 


Jeśli już nacieszyliście oczy to czas na kubki smakowe. Absolutnie zakochałam się w śniadaniach! To, czego brakowało mi w różnych hotelach tej klasy co Aries Hotel & Spa, to stół regionalny. Możecie sobie wyobrazić moją radość kiedy zobaczyłam rodzime sery, wędliny, smalec i dodatki na syto zastawionym stole. Było w czym wybierać! 

Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, śniadaniowa restauracja zamieniała się w wykwintną, pełną smaków, tekstur i aromatu wieczorną restaurację HALKA. Może to dziwne co teraz Wam powiem ale Szef Kuchni jak na moje odczucie jest wariatem. Widać to w każdym daniu, w każdym jego szczególe. Niczym szalony malarz, serwuje obrazy na talerzu pełne ekspresji i niebywałych połączeń. Kiedy ma się takiego Szefa Kuchni trzeba albo mu zaufać albo nie da się żyć. I ciszę się, że Aries Hotel & Spa postawił na zaufanie. Co jadam? Krem z raków z nutką koniaku (18 zł), Jagnięcinę z pudrem z oscypka (46 zł), Przepiórkę z pianką z oscypka (35 zł). Z jesiennej wkładki owoce pod kruszonką (śliwki z lodami - pycha!). To wszystko okraszone znakomitym winem i obsługą, która wprawia cię w doskonały nastrój. Czego chcieć więcej? Jak zadecydować o tym, czego zjeść a co nie? Z czego skorzystać a co odpuścić? Nie da się, no nie da się a na usta ciśnie się prześmiewcze pytanie: JAK ŻYĆ!? ( z takimi dylematami). 

Zwłaszcza, że w podziemiach hotelu znajduje się klub La Scandale. Nawet nie wiecie, jak wygodnym jest zejście te pare pięter niżej i nie musieć się martwić o to, że zimno, że do domu daleko, tylko usiąść przy barze i podziwiać lokalny, nocny folklor. Do białego rana. Barmani odgadują Wasze upodobania co do drinków praktycznie bez zbędnych słów. Management zadba o to, by wieczór był niezapomniany, wszystkie trudy tygodnia zostają tam gdzieś za drzwiami. 

Nic dziwnego, że Aries Hotel & Spa otrzymuje same główne nagrody i wyróżnienia. Jest wysoko pozycjonowany na TripAdvisor i zgarnia najlepsze opinię gości. Dla mnie stał się kolejnym miejscem na mapie moich TOP 10, w których czuję, że świat jest naprawdę piękny. 
























środa, 26 października 2016

Skandalicznie kalorycznie! Garden Le Scandale

To chyba były piąte urodziny? Nie pamiętam dokładnie (wybaczcie - starość, nie radość) ale zakochałam się w tym miejscu na zawsze. Wchodząc tam mam wrażenie, że uruchamiam wehikuł czasu bo emocje z nim związane wracają niczym Powrót do przeszłości. 

Co prawda Garden Le Scandale powstało trochę póżniej niż Le Scandale na ale do dzisiaj pamiętam walkę o stolik żeby zjeść nachos, kiedy melanż poniósł nas na Kazimierz. Od tego czasu wiele się zmieniło - ku mej uciesze - dziś już nie trzeba walczyć o stolik i można zjeść coś więcej niż nachos. 

To jedno z takich miejsc, na którym wychowują się pokolenia i chociaż dzisiaj można przeżyć tam niejedną przygodę z jedzeniem czy też drinkami, to na szczególną uwagę zasługuje deser. 


Zazwyczaj nie jadam bo jeżeli mam do wyboru coś słodkiego a na przykład kiszone ogórki, to wolę to drugie, niemniej jednak "Gardeny" są jedynym takim miejscem, w którym daje się ponieść niezliczonym ilością kalorii. Profiteroles z musem z białej czekolady oblane gorzką czekoladą (17 zł) absolutnie made my LIFE! To jest jakieś szaleństwo, na dodatek nie można się temu oprzeć pomimo wielokrotnie powtarzającego się słowa CZEKOLADA. 

Wybierzcie się koniecznie a dla pewności zarezerwujcie stolik przez Gastrobooking.pl Aha, można tam zjeść również dużo tapas, popić koktajlem lub  zatopić kły w mięchu - zostanie więcej słodkości dla mnie :D