środa, 24 października 2012

Zanzibar II: Koza, spalone bananowce i ryż z goździkami

Dzień na Zanzibarze zaczyna i kończy się wcześnie. Po dwóch tygodniach pobytu wpadliśmy w rytm życia naszej wioski, stając się elementem łańcucha pokarmowego. Dosłownie. Żony naszych czarnoskórych kompanów zajmowały się ozdabianiem mojego ciała, Kongwe przynosił  złowione przez siebie owoce morza, Mbaraka jeździł na targ po świeże owoce, Dula wspinał się na palmy i częstował mnie kokosem prosto z drzewa. 

Po takim czasie człowiek się przyzwyczaja, adaptuje do otaczających go warunków. Nie było już dla mnie dziwne widzieć wioskowych mieszkańców siedzących przed czarnym ekranem laptopa wpatrujących się w niego jak zaczarowani. Ani kiedy chodzili w t-shirtach należących do nas. Przestało mnie również dziwić, że żaden z nich nie ma butów ale wszyscy mają telefony komórkowe. 

Zdziwiło mnie natomiast, kiedy pewnego razu przyjechaliśmy zmęczeni z całodniowego wypadu w głąb wyspy i okazało się, że nie ma prądu, który dostarczany nam był za pomocą agregatu. Jeden z rolników wypalał bananowce i przez przypadek ogień strawił jedyne słupy dostarczające prąd do wioski. "Pole Pole" - powiedział Mbaraka i razem z Kongwe wyciągnęli grilla, na którym usmażyli kraby, krewetki i rybę mierzącą ponad metr długości. Kiedy zapach dymu rozniósł się po plaży, moje ślinianki zwariowały! Było to najlepsze przeżycie kulinarne w moim życiu. Jeszcze nigdy nie jadłam tak idealnie grillowanych owoców morza z zanzibarksim "bredi" i orzeźwiającym sosem z limonki. Jak dla mnie, już do końca wyjazdu, słupy dostarczające elektryczność mogły pozostać spalone. Osiągnęłam zen, "pole pole", stałam się oceanem spokoju. 

Szaszłyki z krewetek z sosem z limonki:



- krewetki
- 2 łyżki trawy cytrynowej 
- 1 papryczka chili drobno posiekana
- 1 ząbek czosnku drobno posiekany
- 1 łyżeczka nasion z kolendry
- skórka i sok z 1 limonki
- 2 łyżki oliwy z oliwek 
- 1 łyżka octu ryżowego
- łyżka cukru
- sól, pieprz
- patyczki do grillowania 

Wszystkie składniki drobno posiekane łączymy ze sobą w rondelku. Dolewamy oliwę z oliwek, ocet ryżowy i sok z limonki. Gotujemy około 5 minut aż sos zgęstnieje. Krewetki natrzeć czosnkiem i zmiażdżoną kolendrą. Nadziać na patyczki (najlepiej wcześniej zamoczone w wodzie) krewetki, zaczynając od ich grubszej części. Grillować w piekarniku nastawionym na 200 stopni przez 3 minuty, następnie odwrócić je na drugą stronę i grillować jeszcze 1-2 minuty aż krewetka będzie różowa. Podajemy polane sosem z limonki. 







Innym razem, siedząc sobie spokojnie w ogrodowej piaskownicy :) i oddając się kąpieli słonecznej, znienacka pojawił jeep z kozą na pace. Wieść o tym, że "Mzungu" czyli w języku suahili "biały człowiek", cieszy się ze wszystkiego co mu wioska przyniesie, rozeszła się szerokim łukiem zahaczając o gospodarstwa hodujące bydłem. Za owym jeepem pojawili się również policjanci z karabinami. Wszyscy zaczęli na wszystkich krzyczeć, wymachiwać rękami a koza meczeć. Trzeba było zapłacić policji mandat, ponieważ nie wolno wozić kóz na pace, a kozę odkupić. I oto staliśmy się posiadaczami białej kozy, chociaż wcale tego nie planowaliśmy. Nasz kucharz ucieszył się, że oprócz jego białych przyjaciół, kolacje zje dzisiaj cała wioska. 

Koza w curry:

- sok z jednej limonki
- 2 kg łopatki kozy
- 3 łyżki curry
- 2 cebule
- 4 pomidory
- 1 papryka
- 125 ml mleczka kokosowego
- oliwa do smażenia
- woda

Mięso umyć i pokroić na kawałki. Z pozostałych składników zrobić marynatę. Dokładnie pokryć mięso i usmażyć go na oliwie aż będzie miało złoty kolor. Dodać wodę i marynatę, dusić na wolnym ogniu przez 1-2 godzin, na około 15 minut przed podaniem dodać mleczko kokosowe. 




 


W podróżowaniu na własną rękę najbardziej lubię odkrywać miejsca, których nie ma w przewodnikach. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o miejsca z jedzeniem. Tak też trafiłam do pewnego Zanzibarczyka, który w swoim mieszkaniu w Stown Town przyjmował turystów na prawdziwą, lokalną ucztę. Miejsce to poleciła mi właścicielka, od której wynajęliśmy dom na plaży. Pomyślałam sobie, że będzie to bardzo ciekawe doświadczenie - zjeść w typowym zanzibarskim domu. Nie uwierzycie, jak bardzo osobliwe było to przeżycie. 


Był wieczór, podjechałam pod drzwi domu położonego na obrzeżach miasta. Zapukałam. Zamiast drzwi otworzyło się okno gdzieś na wysokości drugiego piętra. Wyjrzał z niej ciemnoskóry mężczyzna.    Zdziwiona powiedziałam, że jestem z polecenia i chciałabym u niego zjeść. "Tomorrow evening" - usłyszałam i okno zamknęło się z trzaskiem. No dobra jutro ale gdzie? Tu? O której to jest "evening"? O tej samej co dzisiaj? Czy później? Ile to kosztuje? Jakie menu? Kurcze chyba każdy z Was zadałby takie pytania. Sama nie wiedziałam czy w końcu jestem umówiona czy nie, czy będzie to jedzenie, czy to był dobry adres. Jednak ciekawość zwyciężyła i dokładnie następnego dnia po zmroku stałam pod tymi samymi drzwiami. Z uśmiechem otworzył mi ten sam Zanzibarczyk. Wyciągnął rękę w geście pokazując, że chce zapłatę i po wręczeniu banknotu, zadowolony wypuścił mnie do środka. Do kuchni szło się po schodach do góry długim korytarzem, na końcu którego znajdował się duży pokój. W pokoju siedziała matka lub teściowa oglądająca zbyt głośno telewizor, dziecko bawiące się na dywanie i żona, która akurat wieszała pranie. Uśmiechając się kiwały głowami zapraszając do środka. Przy kuchni znajdowała się dobudówka służąca za jadalnie. Z ulgą zobaczyłam, że siedzą przy stole również inni turyści, z Niemiec i Australii - jak się okazało w rozmowie. Mieli dokładnie takie same miny jak ja, więc byłam przekonana, że trafiłam w dobre miejsce. Kolacja składała się z trzech dań, jednak najbardziej zapadł mi w pamięć aromatyczny ryż z goździkami. Jak się czułam podczas tej uczty? Wyobraź sobie, że wybierasz przypadkowy adres, pukasz do drzwi i zasiadasz do stołu. Właśnie tak. 

Ryż z goździkami:

- 2 porcje ryżu
- 2 łyżki cukru
- szczypta szafranu
- 1/4 kostki masła
- 1 łyżeczka cynamonu
- kilka goździków (ok 6-9)
- 1 łyżeczka kardamonu

Gotujemy ryż w wodzie z cukrem (około 1 łyżki na jedną porcję) i szczyptą szafranu przez 30 minut. Warto ryż wyjąć z torebek i gotować go bezpośrednio w wodzie. W drugim rondelku rozgrzewamy masło, dodajemy cynamon, goździki i kardamon, wsypujemy ryż i podsmażamy mieszając przez 4 minuty. Dolewamy wody i gotujemy aż ryż będzie miękki. Przed podaniem trzeba wyjąć goździki. Jeżeli ryż jest dla Was za mało aromatyczny to należy podwoić ilość składników, jeżeli za bardzo to zmniejszyć. 

Trzy tygodnie spędzone na Zanzibarze przenoszą cię w zupełnie inny wymiar. Zapominasz o cywilizacji, nie potrzebujesz Internetu, telefonu, nie przejmujesz się, że chodzisz bez makijażu i ekstra fryzury. Tęsknisz za bieżącą, ciepłą wodą, szybami w oknach, domu bez piasku i świetle, przy którym wieczorem możesz poczytać książkę. Jest to miejsce sprzeczności, niezrozumiałych zasad, pięknych krajobrazów i bogactwa kulinarnego, z którego korzystam po dziś dzień. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz