czwartek, 1 listopada 2012

Cielęcina pod chrupką bułką tartą z ziołami, puree ziemniaczane i słodka marchewka

1 listopada przez lata spotykaliśmy się u Babci na obiedzie. Teraz, kiedy rodziny się powiększyły o nowe wnuki, bratowe, zięciów i synowe, to każdy rozjechał się w swoją stronę. I Babcia bogatsza o te kilkanaście lat stała się gościem. Aby tradycji stało się zadość, zaprosiliśmy na obiad rodziców. Długo myślałam "co by tu". Jagnięciny niestety nie znalazłam ale wpadło mi w oko mięso o nazwie "Górka cielęca". Powiem Wam, że nie miałam pojęcia jak to się "je" ale postanowiłam spróbować. A co mi tam, rodzice wybaczą jak nie wyjdzie ;)

Mięso dzień wcześniej zamarynowałam w oliwie z oliwek marki Bertolli i czosnku. Wybrałam tą właśnie oliwę ponieważ jest uważana przez koneserów za numer jeden na świecie, jeżeli chodzi o oliwy tłoczone na zimno. Oliwa pochodzi z Włoch a konkretnie z Toskanii, wnosi śródziemnomorską nutę do potraw. Ładnie pachnie, troszkę ziołami, będzie się więc idealnie nadawać do mojego dania.


Składniki:

- górka cielęca
- 4 łyżki oliwy
- 4 ząbki czosnku 
- 1 łyżka musztardy francuskiej 
- zioła prowansalskie szczypta
- szklanka bułki tartej
- cebula
- 1/4 kostki masła
- sól, pieprz

Przygotowanie:

Po zamarynowaniu mięso solę i pieprzę, smażę na patelni z dwóch stron na złocisty kolor. Wkładam do piekarnika nagrzanego na 230 stopni i piekę  60 minut. Po 60 minutach smaruje górkę musztardą z obu stron i piekę kolejne 60 minut w 180 stopniach. W między czasie mieszam bułkę tartą z czosnkiem, masłem, ziołami, solą, pieprzem i cebulką pokrojoną w drobną kostkę. Wałkuje z tego płaski placek (najlepiej przez folię, nie rozwala się wtedy) i nakładam na górkę na 10 minut przed końcem pieczenia. Dzięki temu, że mięso ma przy kości tłuszcz, nie powinno się wysuszyć. Mięso ogólnie potrzebuje dobre 2 godziny.

Do mięsa zrobiłam puree ziemniaczane i marchewkę na słodko. Zamiast kompotu podałam 100% sok "Premium Fresh & Cool" bo cielęcina kocha cytrusy. Mandarynkowy sok idealnie pasuje do cielęcina a przede wszystkim jest taki delikatny, gładki, pyszny. Na deser zrobiłam tartę cytrynowa. Przepis na tartę znajdziecie tu: http://abitepl.blogspot.com/2012/11/tarta-cytrynowa.html

Puree:

- kilka ziemniaków (tyle ile zje jedna osoba, ja np: zjem 2 ale mój tata 4)
- śmietanka 18% 3 łyżki
- 1 ząbek czosnku
- 2 łyżki masła
- sól

Ziemniaki gotuję aż będą miękkie. Do miksera wrzucam masło, czosnek, sól i ucieram razem z odcedzonymi ziemniakami. Dodaję 3 łyżki śmietany.

Marchewka:

- kilka marchewek ( po 1 na osobę plus jeszcze jedna "gdyby miał ktoś przyjść" )
- 2 łyżki masła
- 1 łyżka mąki 
- 4-5 łyżek cukru
- kilka kropel magi

Marchewki obieram i trę ta tarce na dużych oczkach. Gotuję w rondelku aż będzie miękka. Na patelni robię zasmażkę z masła i mąki. Dodaję marchewkę, mieszam. Na samym końcu dodaję cukier jeżeli marchewka jest za mało słodka. 















O matko! Ten obiad to jakaś masakra. Z rozpędu dodałam do marchewki kwaśną śmietaną 18% więc wyszedł zupełnie inny twór. Żeby nie było zbyt mdłe to dolałam soku z cytryny. Moja mama jak zobaczyła marchewkę w śmietanie to złapała się za głowę mówiąc "olaboga!". Tata zjadł i orzekł, że bardzo interesujący smak, inny dom, inna kucharka i o ile buraczki są wyśmienite tak marchewka dobra. Mięso sprawiło mi sporo kłopotu - naprawdę musicie mu poświęcić minimum 2 godziny. Jak już się upiecze to jest miękkie, soczyste i naprawdę aromatyczne. Tata obgryzł do kości! Ale ile mam włosów siwych przez to mięso to Wam mówię! Ech!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz