poniedziałek, 5 listopada 2012

Stromboli - Śniadanie mistrzów!

Uwielbiam śniadania! To mój najważniejszy posiłek w ciągu całego dnia, bez którego nie jestem w stanie funkcjonować. Uwielbiam je jeść, dostawać do łóżka, najbardziej lubię chodzić na nie do knajpki. Lubię kiedy są obfite, na słodko, słono, gorąco - pod każdą postacią! Niestety nie lubię ich robić. Sam fakt wstania i pojechania do sklepu po składniki ( nie mogę kupić wcześniej bo zazwyczaj nie jestem w stanie się obejść bez świeżych bułeczek) jest dla mnie nie do przeskoczenia. Dlatego śniadania w naszym domu robi mój mężczyzna. Śniadania są u nas taką kartą przetargową we wszystkich zakładach. Kiedy tylko mój mężczyzna może, zakłada się o ich nie robienie. I tak dzisiaj, padło na mnie po przegranym zakładzie z wczoraj. Możecie sobie wyobrazić moją mękę kiedy wstałam i zobaczyłam jak leje i wieje za oknem. Zwlokłam się do kuchni i po otwarciu lodówki przekonałam się, że w niej też wiatr hula i jedyną pewną rzeczą jaką w niej zastałam - jak mawia mój mężczyzna - jest światło. Hm, co by tu zrobić żeby nie musieć wystawiać nosa z domu. Mam do dyspozycji: ser żółty, kabanosy, pomidora, resztki sałatki, cebulę i drożdże. Ha! Stromboli! Włoska kanapka, od której na pewno przytyje się w biodrach ale dzisiaj jest moim kołem ratunkowym!



Składniki na ciasto:

- 1/4 drożdży 
- mąka
- woda
- oliwa z oliwek
- sól

Do miski wkładam drożdże, dodaję wodę, ugniatam aż się rozpuszczą. Dodaję sól, oliwę i mąki tyle aby uformowało się ciasto. Ciasto wałkuje na prostokąt i umieszczam na papierze do pieczenia. Na środek ciasta kładę co mam w lodówce, więc w moim przypadku była to warstwa sera, sałatki, kabanosy, pomidory, cebula i znowu ser. Boki ciasta kroję na paski i zawijam je na górę. Smaruje oliwą i wkładam na 15 minut do piekarnika nagrzanego na 200 stopni. 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz