sobota, 3 listopada 2012

W rymskim zamku jest ok! Tamtaradej, Tamtaradej!


"Byłem w Rio, byłem w Bajo, miałem bilet na Hawaje. Byłem na wsi, byłem w mieście, byłem nawet w Budapeszcie..." a na Mazury dotarłam po przekroczeniu trzydziestki :) Tak, nad polskim morzem byłam - bez jaj! 
Na Mazury wybraliśmy się w lipcowy weekend.  Co mnie uderzyło podczas jazdy z Warszawy na Mazury? Krowy. Całe stada krów. Krowa na lewo, krowa na prawo. Krowa w lesie i na łące. I jest tak zielono. Mazury są piękne! Już pierwszego wieczoru poczułam klimat wakacji, kiedy po otwarciu okna przywitała mnie "Lambada" z pobliskiej dyskoteki. Mój cały stres związany z pracą, rozmył się w tafli jeziora, które było tuż na wyciągnięcie ręki albo raczej w butelce wina - ale kto by tam się nad tym rozwodził. Zanim jednak wylądowaliśmy na balkonie naszej "Willi pod Zamkiem" tańcząc "Lambadę", zjedliśmy kolację w Zamku Ryn. Przyjechaliśmy późno, około 22, więc ciężko było znaleźć cokolwiek do jedzenia w tej małej miejscowości. Obeszliśmy nawet całe jezioro na około w poszukiwaniu jakiejś knajpki z rybami albo pizzą. Było nam obojętne. Niestety nawet w wakacje wszystkie miejsca zamykają się przed 22. Nie mając wyboru udaliśmy się na Zamek gdzie cudem było to, że jeszcze działała restauracja. 





Ja zdecydowałam się na dania z karty, mój W opcje "jesz ile chcesz" ze szwedzkiego stołu. Nie był to nasz najbardziej udany posiłek. Ładnie udekorowane talerze skrywały "maliznę", mięsa ze szwedzkiego stołu były mało doprawione a całość nie prezentowała się zbyt apetycznie.  Gdyby nie Creme Brule, było by to najgorzej wydane 160 zł  w moim kulinarnym życiu ( moje danie z karty, dwa Creme Brule, dwa piwa i szwedki stół). Opinię o tym miejscu uratowały śniadania, które celebrowaliśmy przez kolejne dwa dni oraz Zamkowa Uczta, którą jak się okazało mieliśmy w cenie pobytu. 
Zamek Ryn to jeden z największych zamków Krzyżackich w Polsce. Jest duży i genialnie zaadaptowany na **** hotel. W jego podziemiach znajduje się wellness z niewielkim ale robiącym wrażenie basenem. W części zamkniętej dziedzińca organizowane są imprezy i właśnie o tej imprezie chciałam Wam opowiedzieć. 





Zanim przyszliśmy na kolację, trzeba było się udać do zbrojowni i wybrać strój na okoliczność uczty. Panowie mieli do wyboru szaty Krzyżackie a Panie - jak na damy przystało - suknie dam dworu. Może się Wam wydać to śmieszne ale cała sala przebrana (ok 200 osób uczestniczących w imprezie) w stroje z tej samej epoki robi wrażenie. I łatwiej było wczuć się w klimat. Kolacja trwała trzy godziny, była zakrapiana napitkiem o bardzo drożdżowym smaku ale nie wiem co to było. Podano smalec i ogórki, zupę i placek ziemniaczany z gulaszem dużo piwa. Jednak punktem kulminacyjnym był pieczony prosiak i deska mięs. Albo raczej decha! Kiełbasy, świniak, szynka, kurczak! Każde danie poprzedzała przyśpiewka: "W rymskim zamku jest ok! Tamtaradej, Tamtaradej!" i pokaz walk, konkurencje z udziałem publiczności i konkursy. Nawet nie wiem kiedy zleciały te trzy godziny! Wyszliśmy, a raczej wytoczyliśmy się z komnaty zamkowej i padliśmy o 21 jak muszki - z przejedzenia i opicia! Tak, naprawdę przeżyliśmy zamkową ucztę pełną gębą i to stwierdzenie pasuje tu dosłownie. 





Wracając do Warszawy nie mogliśmy przejechać obojętnie obok Mrągowa, gdzie właśnie odbywał się Piknik Country. Odwiedziliśmy wioskę, zjedliśmy wędzoną rybę nad jeziorem i kiedy właśnie postanowiliśmy, że zostaniemy na wieczorny koncert, rozpętała się nawałnica. Pioruny trzaskały z każdej strony, łamały drzewa, zniszczyły scenę i całe nagłośnienie. To był taki mały koniec świata. 
Ja zakochałam się w Mazurach. W zieleni, ciszy, klimacie wakacji z mojego dzieciństwa - bez komputerów, telefonów, cywilizacji. Na pewno będziemy tam wracać a Wam polecam przygodę i Zamek Ryn jako weekendowy wypad. 


Pstrąg pieczony na patelni:

- 2 pstrągi
- przyprawa do ryb
- 2 ząbki czosnku
- mąka
- olej
- sól, pieprz
- cytryna

Oporządzone pstrągi nadziewam plastrami cytryny i  ząbkami czosnku. Nacieram solą i pieprzem. Mąkę mieszam z przyprawą do ryb i panieruje w niej pstrąga. Piekę na głębokim gorącym oleju po 3-4 minuty z każdej strony aż ryba się zarumieni. Po upieczeniu wyjmuje cytrynę i podaję z sosem czosnkowym (czyli jogurt zmieszany ze zmiażdżonym czosnkiem, z solą i kilkoma kroplami cytryny). Idealne do zimnego piwa!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz