wtorek, 31 grudnia 2013

Szczęśliwego Nowego Roku!


Top 10 restauracji na niekonwencjonalną randkę w Krakowie!

Stare przysłowie brzmi "przez żołądek do serca" i nie znam osoby, która by się z tym nie zgodziła. Ze wszystkich restauracji, które odwiedziłam wybrałam dla Was top 10, do których chciałabym zostać zabrana na randki. 

Piszę randki, ponieważ te miejsca są bardzo różne od siebie, część nadaje się na typowo, filmową scenę miłosną, jednak niektóre z nich są niebanalne a takie powinny być Wasze randki. Oto top 10 miejsc w Krakowie, gdzie zabrać naszą drugą połowę aby ją zaskoczyć! 

Yellow Dog. Dla osób lubiących odkrywać nieodkryte, niebojących się przełamywać barier. Podróżników ciekawych świata bo to miejsce na pewno otworzy przed Wami kulinarne okno. Po wyjściu z YD jeszcze długo będziecie dzielić się swoimi wrażeniami z randki w tym miejscu. 

Zakładka. Nie tylko kulinarna rozkosz dla Waszego podniebienia ale przede wszystkim klimatyczne miejsce przy kładce zakochanych, wieczorami wyglądającej bajecznie a w dzień cieszącej oko otaczającymi widokami. Udana randka gwarantowana, wyciskacz łez, slow motion z Frankiem Sinatrą i "Moon  River" w tle jak nic. 

Tao by Zen. Teppanyaki może być świetną formą spędzenia randkowego czasu na luzie, casualowo. Bardzo spektakularne i smaczne doznania zapewnione a w okolicy dużo zakamarków do całowania. 

Bal. Jeżeli jesteście już po spacerze nad Wisłą, zaliczyliście lot balonem i kończą Wam się pomysły na przesiadywanie na Bulwarach Wiślanych to warto wybrać się do alternatywnej dzielnicy naszego miasta. Spacer można zacząć od Mocak-a a skończyć na leżakach przed Balem. Polecam to miejsce na letnie randki o każdej porze dnia.

Corleone. Kiedy myślę o tym miejscu mam w głowie muzykę z Ojca Chrzestnego - "El Padrino" w wykonaniu Orquesta Alhambra (klik). Jest w niej coś przejmującego ale zarazem doniosłego i wyciskającego łzy. Doskonała oprawa do wyznań miłosnych w akompaniamencie wykwintnego jedzenia, no i w końcu jecie u Don Corleone na Boga! 

Vanilla Sky. Może zabranie drugiej połowy do restauracji hotelowej wyda Wam się zbyt sugestywne ale jak usiądziecie na balkonie z odcinającą Was od świata kaskadą kwiatów, nieskazitelnymi, białymi obrusami i dyskretną obsługą to zmienicie zdanie. A kto wie, w co przeobrazi się wieczór przy jedzeniu w tak namiętnej scenerii. 

Shake and Bake. Świetny początek randki! Chyba nie ma nic fajniejszego, niż zabrać drugą połówkę do miejsca, na którego niewielkiej płaszczyźnie znajdują się wszystkie najulubieńsze słodkości na świecie. I na dodatek mieć możliwość dowolnego zmieszania ich ze sobą. Tu przełamiecie lody na pewno i na dodatek zrobicie z nich shake!

BonJour Cava. Jeżeli miała by to być randka do południa, to polecam Wam to miejsce ze względu na pyszne tarty (zwłaszcza cytrynową) i klimatyczne śniadanie w niewielkiej sali o prowansalskim klimacie, gdzie przez chwile może się Wam wydawać, że jesteście sami na świecie. 

Jak za dawnych czasów. Nie ma chyba fajniejszej randki niż ta w plenerze. Zwłaszcza w tak osobliwym miejscu, z odjazdowym gospodarzem i swojskim jedzeniem. Sprawdzony przepis na udaną randkę.


Mięta Resto Bar. Zimą można zaszyć się w ciepłych wnętrzach z widokiem na piec opalany drzewem. W lecie kusi przytulny, duży ogród ukryty w środku miasta. Pochyleni nad włoskimi specjalnościami poczujecie się jak w "Zakochanym kundlu". 













poniedziałek, 30 grudnia 2013

Top 10 restauracji w Krakowie na spotkanie rodzinne

Często pytacie mnie, gdzie wyskoczyć na kolację z rodzinką. Czasami niezobowiązująco, czasami z powodu jakiejś okazji. Mam nadzieję, że ten Top 10 ułatwi Wam nieco sprawę.

Trezo - z okazją
Malinowy Anioł - niezobowiązująco i z okazją
Resto Illuminati - z okazją
C.K Browarniezobowiązująco
Tradycyja - z okazją
Konfederacka 4niezobowiązująco
Zakładkaniezobowiązująco i z okazją
Vintage - z okazją
Kamoniezobowiązująco
No 7 - z okazją




Top 10 restauracji w Krakowie, które zaskakują

No właśnie to dość ciekawe Top 10, które wzięło się z mojej ostatniej rozmowy z Małżem. Otóż doszliśmy do wniosku, że były takie miejsca przez nas odwiedzane, które zaskoczyły nas nie tylko pysznym jedzeniem ale na przykład pomysłem na siebie, jakąś innowacyjnością, wyglądem, charakterem czy po prostu - mieliśmy jakiś utarty stereotyp w głowie a owa restauracja okazywała się zupełnie inna. Oto subiektywny ranking takich miejsc, nie będę Wam pisać dlaczego te miejsca znalazły się na tej liście, musicie sami iść się przekonać. Jeden wspólny mianownik dla tych miejsc, to naprawdę dobre jedzenie. 



niedziela, 29 grudnia 2013

Top 10 najlepszych potraw z krakowskich Restauracji

Przed Wami subiektywny ranking potraw, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Warto wybrać się do tych miejsc chociażby właśnie po to, żeby je spróbować. 




Cafe Młynek - zupa cebulowa
El Toro - zupa kastalijska
Trattoria MiaFrutti di bosco
Grande Grill stek z sarny marynowany w czerwonym winie stek z combra w sosie żurawinowym
Mięta Resto Bar - wątróbka w miodzie i winie
Morela - nalewki i kasza
Papryczki 5 - Marsylska zupa rybna
Pod Sokołem - sernik na zimno z białej czekolady podany z malinami
Illuminati Kaczka w cieście filo ze słodkim sosem Chili 
Tratoria Pergamin - Krem ze szpinaku z grisini i szynką parmeńską






sobota, 28 grudnia 2013

Top 10 najlepszych restauracji w Krakowie

Już ponad rok recenzuje dla Was krakowskie restauracje. Odwiedziłam ich wiele, o niektórych Wam nie pisałam starając się raczej przykuć Waszą uwagę do tych miejsc, które warto odwiedzić. Posumowanie i wybranie top 10 było niezwykle trudne ponieważ każda z odwiedzonych przeze mnie restauracji była inna, fascynująca i naprawdę z dobrym jedzeniem. Warto odwiedzić każdą z nich. Niemniej jednak, mam swoją dziesiątkę, która moim subiektywnym całkowicie zdaniem, zasługuje na skosztowanie w pierwszej kolejności. Są to:


Jaja przepiórcze na wędzonym łososiu z majonezem i kawiorem

Sylwester za pasem więc dla tych, co imprezują w domu mam kilka fajnych sprawdzonych, swoich przepisów. Jeżeli bawicie się na domówkach to polecam Wam kilka moich perełek imprezowych.

Składniki:

- jajka przepiórcze
- majonez dekoracyjny Winiary
- kawior
- łosoś wędzony

Przygotowanie:

Jaja gotuję na twardo pozwalam im przestygnąć. Kroję delikatnie na pół, układam na plastrze łososia wędzonego, na wierzch daję majonez i kawior. Oto cała tajemnica!



Inne propozycje:




wtorek, 24 grudnia 2013

Wesołych Świąt!


Marmolada z czerwonej kapusty - mój świąteczny zwyczaj

Ludzie pytają mnie, czy po ślubie coś się u nas zmieniło. Pomijając formalności, które pochłaniają mnóstwo czasu i pieniędzy (nie uwierzycie ile kosztuje zmiana nazwiska na dokumentach), to zmieniło się to, że ma się ochotę na tworzenie swoich własnych tradycji zwłaszcza podczas Świąt Bożego Narodzenia. 

My mam ich trochę. Wspólnie ubieramy choinkę zaraz po dniu Świętego Mikołaja. Pijemy przy tym grzane wino i słuchamy kolęd. Mój Mąż przystraja dla mnie naszą sypialnię w lampki gwiazdki, która nabiera fantastycznego nastroju, zwłaszcza wieczorem. Wieszamy nasze skarpety i przystrajamy drzwi. 

Ja w tym roku postanowiłam dodać do dań wigilijnych i bożonarodzeniowych mały dodatek, który zachwycił mnie podczas wizyty w Zakładce, a który idealnie będzie pasował do panierowanego karpia i królika w pierwszy dzień świąt - marmoladę z czerwonej kapusty. Tak, udało mi się wydobyć przepis od Szefa Rafała Targosza - za co bardzo dziękuję jego żonie Renacie! Metodą prób i błędów, uzyskałam efekt, który zamierzam przekazywać z pokolenia na pokolenie: Marmoladę z czerwonej kapusty Targoszów! 

Składniki:

1/2 małej główki czerwonej kapusty
- 4 czerwone cebule
- 1 duże jabłko (Champion)
- kawałek świeżego, posiekanego imbiru
- ok. 150-200 g cukru kryształu
- 1 łyżka miodu
- 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
- 1/2 laski wanilii
- 2-3 goździki
- 300-400 ml czerwonego, wytrawnego wina
- skórka z 1/2 pomarańczy
- 2 łyżeczki octu balsamicznego
- sól
- pieprz biały
- 50 g masła

Przygotowanie:

Kapustę poszatkować, cebulę czerwoną pokroić w piórka. 
Masło roztopić, dodać cebulę, przyprawić solą i pieprzem, zeszklić. Wlać wino i zagotować. Dodać czerwoną kapustę, obrane i pokrojone jabłko oraz wszystkie pozostałe składniki i przyprawy. Dusić powoli pod przykryciem. W razie potrzeby podlewać wodą. Pod koniec gotowania odkryć aby odparować i wyciągnąć skórkę z pomarańczy, wanilię oraz goździki.

Uwagi: 
  1. Cukier można całkowicie zastąpić miodem.
  2. Smak regulować cukrem, solą i pieprzem.
  3. Kapusta powinna mieć konsystencje marmolady, można ją też zmiksować na gładko.
  4. Aby zlikwidować ewentualną kwasowość wina należy je wcześniej zagotować i podpalić.
  5. Najlepiej smakuje dwa dni po przygotowaniu. 




Barszcz czerwony

Składniki:

- 2 kg buraków
- wywar warzywny z włoszczyzny 
- garść suszonych grzybów
- zakwas z tego przepisu
- 2 łyżki majeranku
- 6 ziaren ziela angielskiego 
- 8 ziaren czarnego pieprzu
- 2 ząbki czosnku 
- sól, świeży czarny pieprz

Przygotowanie:

Grzyby zalewam 2 szklankami wody dzień wcześniej i pozwalam im się namoczyć przez 24 godziny. Buraki dokładnie myje i zawijam w folię. Wkładam na godzinę do pieca w 190 stopniach. W tym samym czasie gotuję wywar warzywny z dodatkiem majeranku, ziela, pieprzu a grzyby gotuję w wodzie, w której się moczyły z dodatkiem 1 ząbku czosnku. Po upieczeniu buraki obieram ze skórki i trę na średnich oczkach. Dodaję do wywaru i zagotowuje, dodaję zmiażdżony ząbek czosnku a następnie gotuje przez 3-4 minuty. Tak przygotowany wywar przecedzam, dodaję zakwas i wodę z grzybów (tą, w której się gotowały). Przyprawiam solą i pieprzem do smaku. 

Najlepiej smakuje na drugi dzień. A grzyby można wykorzystać do nadzienia uszek.




Szynka gotowana czyli domowej roboty wędlina

Nie ma chyba większej satysfakcji niż własna wędlina na stole. No dobra jest. Mąż myszkujący w lodówce i co chwila krojący sobie właśnie ugotowaną szynkę. Robi się ją prosto, praktycznie nie poświęca się jej czasu a wychodzi soczysta, aromatyczna, mięsista i delikatna. 

Zrobiona z przepisu mojej Mamy ale oczywiście trzy grosze ode mnie bo nie była bym sobą. 

Składniki:

- 1,8 kg szynki
- 10 ziaren ziela angielskiego
- 10 ziaren pieprzu
- 2 liście laurowe
- mała garść świeżego rozmarynu
- 1/2 łyżeczki cząbru


Gdyby ktoś nie mógł się doczytać to robi się tak. Do dużego garnka daje się wszystkie przyprawy. Zalewa wodą i gotuje. Jak woda wrze, wkłada się szynkę i gotuje 30 minut w takiej wrzącej wodzie. Po tym czasie gotujemy szynkę na małym ogniu, woda ma "pyrkać". A szynkę gotujemy tak długo ile waży minus 30 minut. Czyli jeżeli szynka waży 2,5 kg to gotujemy 2 godziny. 


poniedziałek, 23 grudnia 2013

Kapusta z grzybami i kapusta z grochem

Pod czujnym okiem Mamy i ku uciesze mojego Taty, powstała kapusta na Wigilię. W sumie nie dziwie się Tacie, że chce jeść tylko to, co Mama przyrządzi, bo Ona gotuje najsmaczniej na świecie. Skorzystałam więc z okazji i podpatrzyłam jak przygotować najlepszą kapustę jaką jadłam w życiu - nawet wtedy, kiedy nie cierpiałam grzybów (tak, tak miałam taką fazę). 

Zanim zabrałam się za gotowanie, poszperałam w szafkach i znalazłam kilka skarbów. W między czasie Tata ubierał choinkę odkurzając moje ukochane ozdoby - niektóre dorównują mi wiekiem. Fajnie jest w domu na Święta! 




Składniki:

- 1 kg kapusty
- 1 płaska łyżeczka cukru
- dużo grzybów suszonych
- 1/2 kostki masła
- 3 duże cebule
- 4 łyżki oleju
- groch łuskany
- sól, pieprz do smaku

Zasmażka:

- 1/4 kostki masła
- 2 łyżki oleju
- 2 łyżki mąki

Przygotowanie:

Kapustę najlepiej przygotować trzy dni przed Wigilią. 

1. Kapustę wyciskam i kroję na kawałki.
2. Sok przelewam do kubka - będzie jeszcze potrzebny, a kapustę zalewam wodą tak, żeby lekko ją przykryła i gotuję (w sumie około 1 godziny).
3. Cebulę obieram i kroję na drobną kostkę. W rondelku rozpuszczam masło z 4 łyżkami oleju i dodaję jedną cebulę. Pozostałe dwie cebule wrzucam do kapusty.
4. Kiedy cebula zeszkli się już na maśle, dodaję ją do garnka z kapustą, słodzę jedną łyżeczką cukru, mieszam.
5. Kapusta się gotuje a ja w tym czasie kroję namoczone wcześniej grzyby w paseczki.
6. Grzyby razem z zalewą, która powstała z namoczenia wrzucam do kapusty, mieszam i gotuję aż będzie miękka. Jeżeli jest za mało kwaśna dolewam do niej pozostały sok z kubka. 
7. W rondelku rozpuszczam ćwiartkę masła z dwoma łyżeczkami oleju. Dodaję dwie łyżki mąki szybko mieszam na jednolitą masę i taką zasmażkę przelewam do kapusty. Mieszam dokładnie. 
8. Po około godzinie kapusta jest już gotowa.

Tak przygotowana kapusta stanowi bazę do drugiej opcji czyli kapusty z grochem.

1. Z ugotowanej kapusty oddzielam około 1/3.
2. Groch gotuję do miękkości, zostawiam kilka ugotowanych większych ziaren a pozostały rozcieram  na pure. 
3. Do kapusty dodaję pure z grochu. Mieszam. Na koniec dorzucam kilka nieroztartych ziaren. 







niedziela, 22 grudnia 2013

Piernik staropolski część trzecia

Dziś trzeci i ostatni etap przygotowania piernika staropolskiego. Kiedy odwijałam swoje blaty z folii pomyślałam, że warto było się tak natrudzić. Pachnie cudownie, jest miękki, słodki z nutką skórki pomarańczowej. 

Czas na wykończenie dzieła. Będę przekładać go powidłami i masą migdałową oraz polewać czekoladą. 



Składniki:

- 250 g mielonych migdałów (lub orzechów włoskich)
- 200 g cukru pudru
- 125 g śmietanki kremówki 30%
- kilka kropel aromatu waniliowego EMIX
- słoiczek powideł
- pół tabliczki gorzkiej czekolady 70%
- torebka do przechowywania żywności Jan Niezbędny

Przygotowanie:

Blaty odwijam z folii. Obcinam równo każdy z boków, piernik będzie się ładniej prezentował. "Ścinki" pakuje do torebki do przechowywania żywności Jana Niezbędnego i wrzucam do zamrażalki - wykorzystam je później do czegoś innego. Następnie blaty kroję na dwie równe części. Nie musicie tego robić jeżeli  będziecie przekładać go tylko jedną masą. Ja swoje blaty podzieliłam na dwie równe części. Pierwszą posmarowałam powidłem a wierzch posmarowałam grubo roztopioną w kąpieli wodnej czekoladą.

Drugi blat przełożyłam masą migdałową. Do miksera wrzuciłam mielone migdały i cukier puder. Śmietankę podgrzałam w rondelku z aromatem wanilii a następnie wlałam ją do migdałów i cukru pudru. Miksowałam tak długo aż masa ostygła i zgęstniała. Wysmarowałam nią blaty wewnątrz na górę wylałam pozostałą czekoladę.

Piernik najlepiej przechowywać w chłodnym miejscu. Mam nadzieję, że Wasz staropolski piernik wyszedł również pulchny jak mój i będzie cieszył podniebienia  gości w Święta.



Tradycje świąteczne

Już od ośmiu lat spotykamy się z przyjaciółmi zawsze w sobotę poprzedzającą Wigilię aby wspólnie zjeść świąteczne przysmaki i obdarować się prezentami. Co roku spotykamy się u kogoś innego, co roku mamy określony budżet na prezenty rzędu 30 zł i temat przewodni. Czasami są one bardzo kreatywne - raz Marcin dostał 1 kg ziemniaków (tematem przewodnim było coś do jedzenia), czasami śmieszne a w tym roku pozwoliły się nam dowiedzieć więcej o sobie. Mieliśmy za zadanie przygotować prezent z kraju, o którym marzy lub lubi wylosowana osoba. Okazało się, że chociaż znamy się tyle lat, to temat nas zaskoczył. Wywiad jednak zadziałał i nawet takie marzenia jak Polinezja Francuska mojej przyjaciółki czy podróż koleją transsyberyjską mojego męża zostały doskonale sprezentowane. Udało mi się wygrzebać zdjęcia z poprzednich naszych spotkań, nie wszystkich ale śmiesznie jest patrzyć jak się zmieniamy z roku na rok. 

Oprócz prezentów stół to istna rozkosz dla podniebienia. Jest barszcz z uszkami, paszteciki na cieście drożdżowym z grzybami, pierogi ruskie, ze śliwką i grzybami, kapusta, ryba i piernik. Tego ostatniego przygotowałam dzięki przesyłce od EMIX. Ich piernik korzenny robi się ekspresowo: dodaje trochę wody, oleju i zawartość pudełka a otrzymuje zawsze bardzo dobry rezultat - wyrośnięty, aromatyczny piernik!    

A jakie są Wasze tradycje świąteczne? 

2013 


2012

2011


2010

2009

2008 

2007

2005






piątek, 20 grudnia 2013

Piernik staropolski część druga

Myśleliście, że zapomniałam o naszym pienriku? Nic z tego. Nie wiem jak Wasze ciasto ale moje zgęstniało i przypomina trochę krówkę ciągutkę. Spróbojcie go. Słodkie i piernikowe, coś pysznego. Teraz najważnijeszy moment. Pieczemy piernik.

Piekarnik nastawiam na 160 stopni na grzanie górne i dolne. Blachę o wymiarach 35 x 20 wykładam papierem do pieczenia od Jana Niezbędnego. Dziś Jan też dzielnie towarzyszy mi w kuchni.

Ciasto wyjmuje z garnka, oprószam przy tym ręce mąką ponieważ trochę się klei. Dodaję skórkę pomarańczową maki HELIO zagniatam je i dzielę na dwie równe części. Dla pewności ważę ciasto żeby naprawdę było równe. Teraz obie części wałkuje tworząc z nich prostokąt a robię to na papierze do pieczenia - dzięki temu ciasto nie będzie się aż tak kleiło. 

Każdą z części wykładam blachę i piekę przez 20 minut. Kiedy spody już wystygną, układam jeden na drugim i zawijam szczelnie folią aluminiową jana Niezbędnego ponieważ jest wyjątkowo wytrzymała, obciążam deską do krojenia chleba. Odstawiam do 22 grudnia. Będziemy wtedy przekładać je masą orzechową i powidłami. 

Widzimy się przy masie orzechowej 22 grudnia!


Święta okiem badaczy z TestMeToo

Dzięki Zuzie z TestMeToo i przeprowadzanych badań na 6 122 respondentach, wyłonił nam się całkiem nowy obraz Świąt. Co Wy na to?


Jestem załamana. Zrobienie zakwasu to góra 10 minut, ugotowanie barszczu max 40!


Coś w tym jest. Mój Małż też ma traumę skarpetek świątecznych. 


Chłopaki z SOLOVINO się ucieszą!


U nas jest zawsze.


Tak i to bardzo mądry sposób kiedy nie pisze się już listów do św. Mikołaja ;)


Ciasto marchewkowe

Kolejne, świetne ciasto na Święta. Pysznie korzenne, pachnie cynamonem, wilgotne i zdrowsze bo z dodatkiem marchewki. Akurat ciasto marchewkowe ma to do siebie, że warzywo nadaje mu korzennego posmaku, jest wyczuwalne w przeciwieństwie do buraków w moim czekoladowym cieście. Aczkolwiek jeżeli od razu nie zakomunikujecie tego, że w cieście jest marchewka, trudno będzie się w pierwszej chwili zorientować.


Składniki:

- 2 szklanki startej marchewki
- 2 jajka
- 1 łyżka miodu
- 200 g mąki
- 3 kieliszki (50 g) oleju lub oliwy z oliwek
- garść posiekanych orzechów włoskich marki Helio
- 1 łyżeczka cynamonu mielonego marki Emix
- 1 łyżeczka sody
- szczypta soli
- kilka kropel aromatu rumowego marki Emix 

Przygotowanie:

Marchewkę trę na drobnych oczkach. Jajka ubijam aż powstanie puszysta masa. Dodaję do nich miód, olej delikatnie mieszając i startą na drobnych oczkach marchewkę. Następnie przesiewam mąkę, cynamon, sól i sodę. Mieszam delikatnie łyżką. Na koniec dodaję orzechy i kilka rumowych kropel. Piekę w tortownicy o średnicy 20 cm w 160 stopniach przez około 1 godzinę. Kiedy ciasto już wystygnie posypuję cukrem pudrem. Smacznego! 

środa, 18 grudnia 2013

Zakwas do barszczu na Wigilię

Każdy robi inaczej, każdy lubi inaczej i Ja jak każdy uważam, że mój jest najlepszy! 



Składniki:

- 1 kg buraków
- 2 duże ząbki czosnku
- 2 liście laurowe
- kilka ziaren ziela angielskiego
- 1 łyżeczka cukru
- 1 łyżeczka soli
- 1 łyżeczka kminku 
- 1 litr przegotowanej wody
- 1 kromka chleba żytniego

Przygotowanie: 

Buraki kroję w plastry. Czosnek obieram i kroję w grubsze plastry. W słoiku lub glinianym garnku układam buraki, dodaję czosnek i pozostałe przyprawy. Zalewam wodą, na wierzch kładę kromkę chleba żytniego i odstawiam w ciepłe miejsce gdzie będzie się kisił 4-5 dni pod przykryciem z gazy lub chusteczki. 

Jeżeli podczas kiszenia zrobi się piana, zdejmijcie ją łyżeczką. Zazwyczaj kiedy daj się chleb piana nie powstaje. 

Na obiedzie u Ojca Chrzestnego w Corleone.

Złożę Wam propozycje nie do odrzucenia. Nie do odrzucenia bo kto nie chciałby się wybrać do włoskiej restauracji w Krakowie, która nieprzerwanie od 15 lat króluje na rynku gastronomicznym. Podziwiam w niej nie tylko wykwintne jedzenie ale również kulturę pracy. Bo ona, dla klienta oznacza, że może się spodziewać najlepszego: tego samego kucharza gotującego nieprzerwanie pysznie od piętnastu lat (!!), tej samej obsługi znającej nawyki stałych klientów i oferującą profesjonalną obsługę nowym, tego samego managera, który  przez lata wypracował przepis na sukces.

Corleone. Restauracja włoska, serwująca bardzo urozmaicone menu i wspaniałe owoce morza. Miejsce tak zwany pewniak. Tam kolacja, spotkanie, lunch zawsze są udane. Stylizowane na domowe wnętrze, dość ciężkie ale na pewno klimatyczne, wita przy drzwiach Ojcem Chrzestnym - synonimem tradycji i dobrego jedzenia.

Bo jedzenie naprawdę jest dobre. Przede wszystkim menu jest bardzo obszerne i trudno zdecydować, czym zadowolić podniebienie. Po drugie, dania są tak pyszne, że mogę wyobrazić sobie przychodzenie przez lata na te same pozycje. A po trzecie dodatkową propozycją jest wkładka sezonowa, która również wabi szaleństwami Szefa Kuchni. 

Wieść gminna o Corleone głosi, że to jedno z najlepszych miejsc z owocami morza. Dlatego na przystawkę zamówiłam zapiekane małże św. Jakuba (28 zł) i carpaccio z ośmiornicy (29 zł). Mogę podpisać się pod tym stwierdzeniem obiema rękami bo owoce morza są kruche, świeże, doskonale przyrządzone i pięknie podane. Jeżeli ktoś z Was nie lubi ośmiornicy, to powinien spróbować carpaccio żeby zmienić swoje zdanie. Delikatne, skropione sokiem z cytryny i przyprawione ziołami jest prawdziwą morską ucztą. Nie spotkałam się jeszcze z tak niebanalnym podaniem tego owocu morza. Małże gorące, zapieczone w aromatycznym sosie, coś nieprawdopodobnie pysznego. 


Czekadełko w postaci tapenady z oliwek to jeden z lepszych dodatków do pieczywa, w tej formie przyswajalny nawet dla mojego męża. Zanim przeszliśmy do zup, spróbowałam jeszcze foie gras z sałatą i ciepłą bułeczką (45 zł). Ja uwielbiam pasztety każdego rodzaju, ich delikatność, smak - często zaskakujący. Foie gras w Corleone jest aksamitne i stanowi sporą porcję, jak zresztą wszystko, co pojawia się na stole. 


Zupy były zapowiedzią zbliżających się dań głównych oraz braku miejsca na deser. Z dwojga, zdecydowanie stawiam na zupy dlatego nie zawahałam się zjeść całego talerza kremu z dyni z gorgonzolą i pieczoną gruszką (12 zł). Gruszka, gorgonzola i dynia to połączenie idealne samo w sobie. W asyście prażonych płatków migdałów nic nie stanowi dla niej konkurencji, dlatego zupa rybna (16 zł), choć zaskakująca bo kremowa i esencjonalna, pozostała nieco w tyle. 

Wśród dań głównych królują owoce morza, mięsa i makarony. Te ostatnie robione na miejscu jako specjalność Corleone. Ja wybrałam Conchiglioni z cielęciną, pieczarkami porto (27 zł). Rozpływająca się w ustach cielęcina w kremowym sosie zatopiona w muszlach i pietruszce. Poezja na talerzu. Kotleciki jagnięce z pieca z borowikami i kozim serem (58 zł) zostały obgryzione do kości!  Na koniec zamówiliśmy małą porcję owoców morza z grzankami (35 zł), bo te są tutaj naprawdę wybitne. Na talerzu znajdziecie krewetki, małe ośmiornice, małże i kalmary. Wszystko podane w sosie własnym, bez ulepszaczy bo w prostocie leży smak i aromat. 


Przez tyle lat swojej działalności Corleone znalazło wielu fanów, którzy przychodzą tu by rozkoszować się włoską kuchnią, niepospolitą i wykwintną. Znalazło też fanów w nas i znajdzie w każdej jednej osobie, która szuka nowej odsłony jakże lubianej kuchni w połączeniu z dobrą obsługą i niezmienne świetnym standardzie jakości i usług. 

wtorek, 17 grudnia 2013

Paluchy serowe

Omnomnomn ale to jest dobre i fajne. Robi się w 15 minut, spala całą noc ale jako przekąska niezastąpione. Paluchy z ciasta francuskiego i sera żółtego. Nie, nie moje kulinarne zachwianie jeszcze nie doprowadziło mnie do przygotowywania ciasta francuskiego domową robotą, wolę sposób Nigelli - idę i kupuje :)



Składniki:

- 2 ciasta francuskie
- 1 jajko
- 0,5 kg sera żółtego
- papier do pieczenia

Przygotowanie:

Ciasto francuskie rozdzielam na dwie części. Jajko roztrzepuje i smaruje nim jedną część ciasta, następnie rozkładam ser lekko przyklepując aby dobrze przylgnął. Nakładam drugą część ciasta francuskiego. Kroję je w połowie w poprzek a następnie na paski po całej jego długości i każdy z pasków skręcam w drugą stronę jak sprężynę. Piekę w 180 stopniach przez około 15 minut.  



poniedziałek, 16 grudnia 2013

Ryba w sezamie z pistacjowym ryżem.

Składniki:

- 2 filety z ryby (dowolnej jaką lubicie)
- 2 jajka
- mąka do oprószenia ryb
- 1 papryczka chili
- 2 ząbki czosnku
- 4 łyżki oleju arachidowego
- 2 łyżki sosu sojowego
- 1 łyżka sosu rybnego
- 1 opakowanie ryżu Kupiec Basmati
- sól




Przygotowanie:

Na trzech talerzach rozkładam: mąkę, jajko, sezam. Rybę nacieram solą. Najpierw oprószam ją mąką, potem zanurzam w jajku a na koniec w sezamie dokładnie z każdej strony aby dobrze przywarł. Smażę na oleju aż się zarumieni.

W woku rozgrzewam olej arachidowy. Paprykę i czosnek kroję w plastry. Wrzucam na olej uważając żeby się nie przypaliły. Dodaję sos rybny, sojowy i obrane pistacje. Ryż gotuję zgodnie z przepisem. Kiedy jest już gotowy i troszkę przestygnie, formuję go w pierścieniu. Polewam sosem z woka i nakładam na niego rybę w sezamie. Można rybę również polać sosem. 





sobota, 14 grudnia 2013

Ciasto czekoladowe z buraków i mąki bezglutenowej

Ciasto dla przyszłej Mamy na szczególną imprezę bo Babyshower. Zamówienie dość trudne, bo ciążówka po pierwsze nie może jeść mąki pszennej, po drugie ma cukrzyce ciążową więc ze słodyczami nie wolno jej przesadzać a po trzecie uwielbia ciasto czekoladowe. I przy okazji musiało być zjadliwe również dla gości na przyjęciu. 

Pamiętałam, że dawno temu w programie "Jedz i chudnij" widziałam przepis na ciasto czekoladowe z buraków. Zmodyfikowałam go do swoich potrzeb i jak się okazało zrobiło wrażenie na gościach oraz wywołało uśmiech młodej Mamy. 


Składniki:

- 2 małe buraki lub 1 duży ( około 1 szklanki)
- 4 łyżki mąki bezglutenowej
- 1 tabliczka gorzkiej 70% czekolady
- 2 łyżki miodu naturalnego
- 2 łyżki kakao marki EMIX
- 3 jajka od kur z wolnego wybiegu 
- 4 łyżki oliwy z oliwek lub oleju
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia bezglutenowego

Przygotowanie:

Buraki myje i nieobrane gotuję aż będą miękkie. Jajka ubijam aż staną się białą, puszystą masą. Dodaję miód i kakao oraz niewielkim strumieniem wlewam olej lub oliwę cały czas ubijając. Pół tabliczki czekolady rozpuszczam w kąpieli wodnej. Kiedy buraki są już ugotowane, trę je na najmniejszych oczkach i mieszam z czekoladą. Kiedy masa buraczano-czekoladowa nieco przestygnie, dodaje ją do masy jajecznej i delikatnie mieszam. Na samym końcu przesiewam mąkę i proszek do pieczenia cały czas delikatnie mieszając aż wszystkie składniki się połączą. 

Tak przygotowaną masę wylewam na tortownice o średnicy 20 cm i piekę w 160 stopniach przez jedną godzinę. Jeżeli ciasto zacznie się Wam za bardzo przyrumieniać od góry, możecie zakryć go folią aluminiową. 

Zanim wyciągnę ciasto z piekarnika, sprawdzam patyczkiem czy jest gotowe. Wbijam go w ciasto i jeżeli po wyciągnięciu nie osadza się na nim masa to znaczy, że ciasto jest gotowe. 

Kiedy całkowicie ostygnie pokrywam go pozostałą roztopioną czekoladą z połowy tabliczki i dekoruje ( tzn Monia dekoruje bo jest zdolna a ja nie :D ). 




piątek, 13 grudnia 2013

"Kto nie pojął Tao, tego koniec jest bliski" - Lao-tsy. Tao by Zen.

Kuchnia azjatycka jest zdecydowanie moją ulubioną kuchnią i ciesze się, że różne jej formy można spotkać w Krakowie. Każda z odwiedzanych przeze mnie restauracji jest inna. Ma inne podejście do serwowanych dań, przedstawia swoją własną drogę kulinarną, pokazuje nam swoją interpretacje tak bogatej i oryginalnej kuchni świata. I nie inaczej dzieje się w Tao by Zen.

Chyba nie ma trafniejszego sformułowania  które odnosi się do nowo otwartego miejsca na mapie Krakowa niż tytuł tego posta. Tao by Zen - bo o nim mowa - zaczarował mnie całkowicie swoją filozofią jedzenia, minimalistycznym wnętrzem i pięknym ogrodem czynnym również w zimie.  


To drugie miejsce tego samego właściciela - Zen - jest doskonale znane. Z całą pewnością mogę Wam powiedzieć, że kultura, świeże produkty czy kreatywność jaką znamy z Sushi Baru została przeniesiona do Tao - restauracji serwującej azjatycki fusion. W karcie znajdziecie takie przysmaki jak japoński Yakiudon - gruby, biały makaron ze specjalnym sosem, mięsem i warzywami. Lubiany przez wszystkich Ramen, Tajskie Curry w trzech kolorach: zielonym, czerwonym i żółtym, Padthai na trzy sposoby oraz oczywiście wybrane pozycje sushi. 


Moją uwagę w karcie na początku skupiły zupy. Tajska zupa kokosowa z kurczakiem (15 zł) i Sake Giru czyli aromatyczna zupa łososiowa z kiełkami (15 zł). Ta pierwsza to klasyk: uderzenie wielu smaków, świeżej kolendry, papryki, słodkiego kokosa. Druga, nieco cięższa przełamana koperkiem z mocnym aromatem łososia jest idealna na zimowe wieczory. Rewelacyjnymi okazały się Thai Stay (3 sztuki 19 zł) - marynowane w sosie kokosowym szaszłyki z kurczaka podane w orzechowym sosie. Coś nieprawdopodobnego. Gęsty, przylegający do kurczaka sos o smaku masła orzechowego! Niebo w gębie. Dla mnie połączenia w kuchni azjatyckiej są dziełem mistrzowskim! 


Japońskie Gyoza (5 sztuk 12 zł) - pierożki z trzema nadzieniami: krewetkowym, mięsnym i wegetariańskim mają delikatne ciasto, są lekko przysmażone, lekkie i bardzo soczyste. Samo ich przygotowanie to bardzo ciekawy proces. Pierożki w przeciwieństwie do naszych, nie wrzuca się do gorącej wody. Gotują się one właściwie w samej parze na patelni, na którą wlewamy trochę wody. Kiedy woda odparuje rozpoczyna się proces przysmażania. W efekcie z jednej strony pierożki są przysmażone a z drugiej mamy miękkie ciasto. Takie zabiegi możecie podglądnąć w tym miejscu, bo w Tao by Zen kuchnia jest otwarta. Być może złośliwi powiedzą, że za bardzo czuć zapachy w restauracji ale szczerze powiem, wolę zapachy i podglądanie co się dzieje w kuchennych kuluarach, a dzieje się dużo i fajnie, niż zabudowaną kuchnię z anonimowymi kucharzami. 


Zwłaszcza, że flagowym dziełem kulinarnym w Tao by Zen jest Teppanyaki. To styl kuchni japońskiej, w której do przyrządzania potraw używana jest żelazna patelnia będąca w tym przypadku grillem. Nie mylcie jednak teppanyaki z takim typowym grillem z rusztem na węgiel czy gaz. Teppanyaki to rodzaj stołu, na którym znajduje się żelazna płyta służąca do przygotowywania dań na oczach gości. W Polsce mamy bardzo niewiele tego typu stołów, tym bardziej należy docenić, że jeden z nich znalazł się właśnie w Krakowie! Ja pierwszy raz spotkałam się z takim kulinarnym show w Londynie - zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Przez chwilę siedząc na Józefińskiej 4 poczułam się jakbym znowu odwiedzała restauracje w Londynie. Magia, która działa się na naszych oczach zamieniała się w niesamowitą przygodę z każdym kęsem produktów serwowanych przez kucharza. Owoce morza, ryż z warzywami (mój ulubiony! serwowany do każdej z opcji), kurczak, wołowina, schab - spróbowałam wszystkiego i żałowałam, że nie ma z nami większej grupy przyjaciół bo to świetny pomysł na spędzenie wspólnego wieczoru. Zwłaszcza, że do wyboru mamy trzy rodzaje teppanyaki: wegetariańsko - wegańską (49 zł), antywegetariańską czyli kilka rodzajów mięs (79 zł) i owoce morza (99 zł) w skład, których wchodzi: halibut, łosoś, krewetki, kalmary małża św. Jakuba i małże nowozelandzkie. Wszystko doprawiane na naszych oczach specjalnymi miksturami, których receptury zna tylko Szef Teppanyaki. Porcje są duże, zupełnie wystarczające na jedną osobę jako przystawka i danie główne. 


"Tao, które można opisać słowami, nie jest wiecznym (prawdziwym) tao" - mówi Lao-tsy. Tao by Zen nie da się opisać słowami, trzeba iść skosztować i powracać by od nowa przechadzać się tym kulinarnym szlakiem. 


Zdjęcia archiwalne prywatne - Londyn.