środa, 2 stycznia 2013

Jamie Oliver pozwany za sprowokowanie kampanii "różowej mazi".


Słynny kucharz Jamie Oliver sprowokował kampanię, która zmusiła McDonalds i innych fastfoodowych potentatów do usunięcia z hamburgerów "różowej mazi", powstałej z tłustych wołowych odpadków. Produkujące ją firmy plajtują i pozywają stację, która wyemitowała program Olivera, odszkodowania żąda też od Jamie'go jeden ze zwolnionych pracowników.

Kontrowersje, które zatrzęsły całym przemysłem mięsnym w miłującej hamburgery Ameryce, wywołała LFTB, czyli wysokorozdrobniona wołowina (od ang. lean finely textured beef).


To tani produkt pozyskiwany z tłustych skrawków powstałych przy obróbce mięsa wołowego w rzeźni. Po podgrzaniu, przy pomocy specjalnych przemysłowych wirówek, tłuszcz jest oddzielany od mięsa, które następnie jest zamrażane. Od lat 90 do tak pozyskanego mięsa dodawana jest woda amoniakalna, która zabezpiecza produkt przed rozwojem bakterii, takich jak salmonella czy bakteria E.coli.


Jamie: to żarcie dla psów


Ze względu na mało estetyczny wygląd, naukowcy już w latach 90 ochrzcili LFTB mianem "różowej mazi". Jednak większość Amerykanów po raz pierwszy usłyszała o niej w ubiegłym roku, kiedy Jamie Oliver ostro skrytykował LFTB w wyemitowanym przez telewizję ABC programie "Rewolucja w jedzeniu". - To dzięki "pink slime", "różowej mazi", mięso, które nadaje się tylko na karmę dla psów, staje się jedzeniem dla ludzi - stwierdził brytyjski gwiazdor.



Po krytyce Jamiego ruszyła kampania przeciwko "różowej mazi" w mediach społecznościowych. W marcu 2012 r. blogerka z Teksasu Bettina Siegel, wezwała rząd do zmiany polityki żywieniowej i zebrała na swojej stronie 200 tys. podpisów w tej sprawie. Zdjęcia "różowej mazi" zaczęły pojawiać się na czołówkach amerykańskim mediów. Ostatecznie departament rolnictwa, który od lat 90 zezwalał na używanie kontrowersyjnego produktu, kazał wstrzymać jego używanie w szkolnych stołówkach.



McDonald's kapituluje najszybciej



Dalej wszystko potoczyło się lawinowo. - Robimy co możemy, żeby realizować zadanie dostarczania bezpiecznego jedzenia najwyższej jakości - ogłosił Mc Donald's. Zapowiedział, że serwowane w jego sieci hamburgery nie będą już zawierały "różowej mazi". Jednak sieć zaprzecza jakoby jej decyzja miała coś wspólnego z krytyką substancji przez Olivera i przekonuje, że już kilkanaście miesięcy wcześniej podjęła decyzję o wycofaniu LFTB ze swoich hamburgerów.



Także największe amerykańskie supermarkety i restauracje sprzedające fast food ogłosiły, że przestaną sprzedawać mięso zawierające LFTB. Na wystawach sklepów mięsnych pojawiły się napisy: "tylko świeże mięso, bez różowej mazi".



Firmy, które z powodu kampanii straciły klientów na rynku fastfoodów, boleśnie odczuły jej skutki. Jak firma Beef Products Inc. z Dakoty Południowej, która zamknęła trzy fabryki i zwolniła 750 pracowników.



Teraz jeden ze zwolnionych idzie na wojnę z Olivierem i innymi autorami kampanii przeciwko "różowej mazi". 58-letni Bruce Smith, który w firmie był dyrektorem ds. środowiska, zdrowia i bezpieczeństwa przekonuje, że Oliver "szkalował" firmę i jej pracowników tym "niesprawiedliwym" określeniem, czym przyczynił się do jego zwolnienia. Mężczyzna żąda 70 tys. dolarów odszkodowania. - Oskarżony Oliver wykorzystał swoją sławę, żeby wywrzeć nacisk na firmę McDonald's i inne firmy, żeby natychmiast przestały używać LFTB - napisał w oświadczeniu.



Były pracownik skarży też o zniesławienie Bettinę Siegel i telewizję ABC News, która wyemitowała materiał krytykujący "różową maź". Telewizję, niezależnie od pozwu pracownika, zaskarżył też zarząd Beef Products Inc, żądając 1,2 mld odszkodowania.



Kolejne 1,5 mln krów pod nóż



ABC News i Jamie Oliver nie komentują pozwu. Siegel oświadczyła, że nie zamierza wycofywać się ze swojego stanowiska. - Jestem przekonana, że Piąta Poprawka do konstytucji chroni wszystkich Amerykanów, w tym blogerów, przed niemerytoryczną cenzurą. Zamierzam zdecydowanie bronić prawa do głośnego mówienia o ważnych dla społeczeństwa sprawach - zapowiedziała.



Producenci "różowej mazi" twierdzą, całkowite wyeliminowanie ich produktu będzie oznaczało konieczność zabijania dodatkowych 1,5 mln sztuk bydła rocznie.



To zapewne pierwszy przypadek wycofania produktu ze sprzedaży nie dlatego, że instytucje pilnujące zdrowia publicznego uznały, że jest niebezpieczny, ale dlatego, że konsumenci uznali, że jest obrzydliwy.

1 komentarz: