czwartek, 28 lutego 2013

Jestem zazdrosna o lunche w Russian Enso!

Jedną z rzeczy, za którymi tęsknię do Warszawy to lunch w godzinach pracy. Nie taki byle jaki nad komputerem przy biurku dostarczony przez „Chińczyka” ( i biurku i lunchu). O ile przyjemniej załatwia się interesy w jakimś miłym miejscu, nad talerzem czegoś dobrego, udając, że wcale nie zależy ci na negocjacjach ale jeżeli są udane, sięgasz nawet po deser. A zazwyczaj są, bo będąc pochylonym nad dobrym posiłkiem, nie można nie dojść do porozumienia. 

W Krakowie jednak zwyczaju takiego nie ma. Bywa rzadko, zazwyczaj bardziej w branży gastro niż wśród ludzi z korporacji, chyba, że trzeba ugościć „wizytację” z innego miasta. Niewątpliwie jeżeli ktoś chce zjeść naprawdę dobry lunch w całkiem przyzwoitej cenie, to Russian Enso jest do tego bardzo dobrym miejscem. Promocja cenowa w stosunku do jakości jest tym, co pracoholicy lubią najbardziej. Co więcej, nie tylko zestaw lunchowy w cenie 15,99 jest kuszący ale również możliwość wyboru niektórych pozycji z karty, w odpowiednich godzinach, w cenie o prawie 40% niższej niż w godzinach popołudniowych. 

W menu znajdują się bardzo smaczne pozycje: Paste oliwkową podaną jako czekadełko zjadłam całą sama! Bagietka z kurczakiem i boczkiem na ciepło (16 zł / 9,60 w godzinach lunchu) chrupiąc, rozpływała się w ustach. Polędwiczka w sosie z zielonym pieprzem ledwo zmieściła mi się w brzuszku ale była tak dobra, że żal byłą ją zostawić na talerzu. Pomarudzić trochę mogę na Spaghetti Carbonara, bo jednak taki klasyk a był mdły. I tu też pożałowałam, że w porze lunchu nie jestem bo wart był tych 15 zł ale 25 zł już nie. A ponieważ negocjacje udały się znakomicie, sięgnęłam po deser czekoladowo-wiśniowy (12 zł/ 7,20 w godzinach lunchu) i odpłynęłam zrelaksowana po ciężkim dniu. I miło się siedzi przy obrusach biało zielonych, kiedy za oknem szaro i brudno. I prawdziwe kwiaty wącha w wazonie a nie sztuczne. I je dobrze i syto.

Apeluje o nie pokazywanie mi karty lunchowej w godzinach do tego nie przeznaczonych!  Dlaczego jedząc znakomite Parmezanowe Paluszki na przystawkę, mam o godzinie 18:00 zapłacić za nie 17 zł a o 16:00 mogę 10,20 zł. Czy to moja wina, że przez 10 godzin dziennie jestem korporacyjnym szczurem w mieście, w którym nie ma zwyczaju lunchowych? Krakus ze mnie z krwi i kości więc targowanie się jest moją cechą przynależnościową i mogę wyrażać takie niezadowolenie! I zazdrość czuje, że w godzinach lunchowych przyjść nie mogę i z tęsknotą „wizytacji” z innego miasta wypatruje. 

 




środa, 27 lutego 2013

Pierś nadziewana pastą oliwkową

Pogoda za oknem jaka jest każdy widzi. Za to w kuchni może być dużo bardziej słonecznie za sprawą prostego kurczaka nadziewanego pastą oliwkową i fetą. Przeglądałam ostatnio zdjęcia z moich urodzin spędzonych w Grecji. Wróciły wspomnienia palącego słońca na skórze, pikantnej oliwy na świeżym pieczywie, smak słonych oliwek i sera feta, zapach suszonych ziół. Rozmarzyłam się…

- 2 piersi z kurczaka
- 6 łyżek oliwy z oliwek
- 4 ząbki czosnku
- 1 opakowanie sera feta
- 2 łyżki oregano suszonego
- 1 słoik oliwek

Pastę przygotowałam z tego przepisu. Piersi nasmarowałam oliwą, czosnkiem i oregano. Rozcięłam je w ich najgrubszych częściach tworząc „sakiewkę” i wsadziłam do środka pastę z oliwek i ser feta. Pierś smażę na patelni aż do uzyskania złocistego koloru. Podaję z kilkoma oliwkami i opiekanymi ziemniakami. 


Meksykańska Lekcja Gotowania

Meksyk w Krakowie :) Po piątkowych warsztatach w Radisson Blu, na które zostałam zaproszona,  zaserwuje Wam kuchnią meksykańską z Tequilą na deser! 


poniedziałek, 25 lutego 2013

Fooding

Jedzenie, muzyka, ludzie z pasją, alkohol i dobra zabawa to najlepsze składniki imprezowania. I tym właśnie jest Fooding krakowskich bloggerów – spotkaniem w gronie osób, które wspólnie gotują i poznają się nawzajem. Tak też minęła mi sobota. W kuchni Paszczaka i Pani Paszczakowej, przy drewnianym stole będącym jej sercem, z niesamowitymi ludźmi i ich marzeniami. Było zabawnie, interesująco i smacznie.

Zupa z soczewicy i ananasa przygotowana przez Gabi miała zaskakująco słodko – kwaśny smak. Na pewno ją jeszcze zrobię. Węgierski gulasz Paszczaka dosłownie rozpływał się w ustach a zrobiona przeze mnie na cześć zwyciężczyni II półfinału BlogerChef  tarta gruszkowo – morelową zyskała uznanie i zniknęła w całości z talerzy. 

Mojej uwadze nie umknął również suszony schab wiszący nad kuchenką w pończosze – ponieważ podzielam z Paszczakiem zamiłowanie do mięsa doceniłam ten jego wynalazek tak samo radośnie jak pędzone wino, które czeka na szumowanie  - Michał pamiętaj o zmówionej przeze mnie butelce tego zacnego trunku! W tym miejscu muszę ci także podziękować za żurek - nigdy nie jadłam lepszego i nie mówię tego tylko dlatego, że miałam kaca giganta! :) 
















Tarta gruszkowa



Trochę zmodyfikowany przepis Alicji na super szybką i bosko smakującą Tartę Gruszkową:

- 1 opakowanie kruchych ciastek
- 5 gruszek
- 1 opakowanie cukru waniliowego
- 8 łyżek mąki
- 6 łyżek cukru
- 1 kostka masła
- gęsty dżem lub konfitura: morelowa lub brzoskwiniowa
- sok z cytryny
- orzechy włoskie

Ciastka, cukier, mąkę, cukier waniliowy i masło miele w malakserze na pył. Jeżeli jest za sypie, dodajcie jeszcze masła lub oliwy z oliwek. Konsystencja ma być zwarta ale nie jak na ciasto – nie może dać się wałkować, musi się rozpadać. Następnie wykładam palcami na formę do tarty. Zapiekam w 200 stopniach przez około 10 minut. Gruszki kroję w plasterki, skrapiam sokiem z cytryny układam na cieście, dodaję orzechy. Piekę przez około 20 minut. Wyjmuję i smaruje całość dżemem. Wkładam jeszcze na 10 minut do piekarnika.






środa, 20 lutego 2013

II pół finał BlogerChef - okiem A Bite To Eat


Uff cóż to był za weekend! Emocje, emocje i jeszcze raz emocje. Dużo dobrego jedzenia, wspaniałych podkarpackich win a przede wszystkim niesamowici ludzie. A było to podczas II półfinału BlogerChef, który odbył się w miniony weekend na Zamku Dubiecko pod Przemyślem. Wsiadając w samochód w piątkowe popołudnie, nie bardzo wiedziałam czego się spodziewać po takim konkursie, wciąż oszołomiona samym faktem dostania się do półfinału. Zaskoczył mnie poziom organizacji, który Kasia z bloga W Krainie Smaku i Marek z Doceń Polskę dopięli perfekcyjnie. Od momentu przekroczenia drzwi Zamku przeniosłam się w świat pasjonatów kulinarnych, mistrzów kuchni, ludzi celebrujących gotowanie i smakowanie! Nic innego nie zajmowało mojej głowy i pomimo bardzo wysokiego poziomu konkurentów oraz ducha rywalizacji, bawiłam się świetnie odkrywając nowe smaki serwowane przez Blogerów. Cenne uwagi przewodniczącego jury Mirka Drewniaka, który podniósł mi poprzeczkę, zaowocowały chęcią dążenia do perfekcji i zainspirowały do „wyciskania” z każdej przygotowanej przeze mnie potrawy absolutnego maksa! Szef zamkowej kuchni Janusz Pyra zaserwował nam dania z dziczyzny, które uwiodły swoim smakiem nawet tych, co za mięsem nie przepadają a Sommelier otworzył drzwi do prywatnej, zamkowej winnicy, gdzie między innymi leżakują wina wyhodowane na naszej rodzimej ziemi. Jak każdy półfinał – ma swojego zwycięzcę, który swoją Tartą Morelowo - Gruszkową zatrzasnął moim deserowym światem! Alicja Drzewiecka z bloga Wielki Apetyt została niekwestionowaną zwyciężczynią tej edycji. Ala, przepis kradnę i dziele się z moimi czytelnikami o tu: Tarta Gruszkowa - Nirvana w ustach, jak również zdjęciami, abyście chociaż na chwilę mogli przenieść się do Zamku Dubiecko. A ja tymczasem zgłaszam swoje kolejne przepisy do półfinałów. Trzymajcie kciuki!



Tarta gruszkowa i wino - duet idealny


Okolice zamku






Na zmywaku też trzeba było popracować





Winnica i podkarpackie specjały




W oczekiwaniu na werdykt Paszczak moje wielkie wsparcie!









Pełne skupienie nad daniami




Uwijam się w kuchni