niedziela, 3 lutego 2013

Absolutny ZEN.



Ostatnio moim kulinarnym wyobrażeniem o Krakowie wstrząsnęły dwa odwiedzone
przeze mnie miejsca. Jednym z nich był ZEN Sushi Bar. Na stronie internetowej
możemy przeczytać „restauracja japońska zadowalająca nawet najbardziej
wysublimowane podniebienia” i powiem Wam że, to zdanie nie jest przerysowane.
Samo miejsce przypomina mi japońskie mieszkanie urządzone zgodnie z żywiołami 
Feng Shui. Bar na środku z pływającymi łódkami, drewniany sufit przypominający
żagiel, stonowane pokoje przełamane kolorem kwitnącej wiśni. Pokoje, w których
możesz zamknąć się za przesuwnymi drzwiami i zjeść swój posiłek. To jeden z 
najlepszych pomysłów jakie spotkałam w tego rodzaju restauracjach. Powoduje to
samowolne poznanie kultury i zwyczajów tego kraju. I być może siedzenie na
matach podłogowych czy ściąganie butów wyda się niektórym dziwne, jednak
powoduje, że jedząc sushi w tym miejscu celebrujesz tą chwilę całym sobą. Nie
tylko podniebieniem.  A skoro już o podniebieniu mowa to powiem Wam jedno:
wchodząc do Zen Sushi Bar zapomnijcie o menu. Oddajcie się w ręce Sushi Masterów 
możecie spodziewać się po nich wyrafinowanej fantazji kulinarnej i dobrego 
zrozumienia klienta – co całkowicie przekłada się na zaserwowane sety. Sushi
Master Alek został przeze mnie wystawiony na wiele prób i za każdym razem z
 premedytacją wygrywał rozkładając mnie na łopatki. Na słodko, na słono, na 
słodko-słono, orzeźwiająco, na ciepło, surowo, na wpół surowo, w temperze i bez.
Każde serwowane danie było unikatowe, idealnie wywarzone smakowo, totalnie 
zaskakujące, czasami wręcz absurdalne! Zaczęliśmy od tego, jak powinien smakować 
idealnie ugotowany ryż. To podstawa tej kuchni, z lekcji sushi, którą odbyłam
parę miesięcy temu wiem, że aby nauczyć się tej sztuki potrzeba nawet trzech 
lat! Jeżeli kiedykolwiek zniechęciliście się do sushi przez kleisty, papkowaty 
ryż to powiem Wam tylko – nigdy więcej tam nie idźcie. Wyróżnia się trzy 
kryteria, które powinien spełniać ugotowany ryż do sushi. Jego powierzchnia 
powinna błyszczeć (tsuya), powinien być odpowiednio lepki (nebari) oraz powinien
 odpowiednio smakować (aji). I te kryteria spełnia Zen Sushi Bar. Drugą sprawą są
serwowane ryby oraz wyobraźnia bez granic Sushi Mastera. Zacznijmy jednak od 
świeżości składników, która w tym przypadku pozostaje poza jakąkolwiek dyskusją.
 Importowane są one z Hiszpani, Zen posiada swoich dostawców, którzy w ciągu 24
godzin przywożą im zamówioną rybę. Jest to na pewno połowa sukcesu ale na jego
 całokształt pracuje właśnie rzeczona wcześniej wyobraźnia serwujących sety.
 Połączenie tuńczyka błękitnopłetwego z wołowiną i czarnym kawiorem było niczym 
kulinarne Ying Yang. W tej i tylko tej restauracji w Krakowie (a przynajmniej
nikt się jeszcze nie pochwalił, chyba, że coś mi umknęło to przepraszam) można
zjeść Seriolę, zwaną  Yellowtail. Jest to najdroższa ryba importowana przez Zen 
z Nowej Zelandii. Droższa niż Tuńczyk Błękitnopłetwy. Jest dużo bardziej
 mięsista ale delikatna w smaku i rozpływająca się w ustach. Rolki zjadłam ze 
smakiem, zwłaszcza, że przygotowane były na przemian z łososiem, którego
 uwielbiam, a który w Zenie również jest importowany z Norwegii, przez co jego
mięso jest zupełnie inne, niż to znane nam z super i hipermarketów, a tak często 
podawane w krakowskich suszarniach. Kolejny element składający się na to idealne
 sushi to dodatki. Jeżeli ktoś nie lubi wodorostów to w zamian dostanie płatek 
sojowy. Nie spotkałam się z taką propozycją nigdzie indziej. Egzotyka smaków i 
propozycji w tym miejscu jest niezwykle zaskakująca. Jeżeli chcecie się
dowiedzieć jak smakuje owocu Yuzu – a w połączeniu z miętą smakuje świeżością i
 radością – to musicie się koniecznie wybrać do Zen Sushi Bar. Uprosiłam Sushi
 Mastera Alka aby dał mi na wynos buteleczkę zrobionego na bazie tego owocu sosu. 
Zjadłam go przy kolejnym secie zrobionym z kraba Soft Stell, którego skorupka 
jest tak cienka i delikatna, że zapieka się go w całości w tempurze. Jest to dla
 Was coś nowego? To dodajcie do tego truskawki i kiwi, zawińcie w rolki ryżowe z 
ciastem naleśnikowym – to jest dopiero kosmos!! Po tej wizycie moje wyobrażenie
 o możliwościach urozmaicenia sobie posiłku składającego się z ryżu i surowej
 ryby poszerzyły się o cały kulinarny wszechświat. I owszem, miejsce to nie
 należy do najtańszego ale jeżeli jeszcze Was to dziwi po przeczytaniu tej 
recenzji, to znaczy, że nie jesteście gotowi na tą przygodę.














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz