poniedziałek, 11 lutego 2013

Przez żołądek do serca. Milano Ristorante.

Jeżeli chcecie zaimponować kobiecie, to zabierzcie ją do włoskiej restauracji położonej przy samym Rynku Głównym w Krakowie przy ulicy Jana 1. Eleganckie, ciężkie wnętrza i panujący półmrok w lokalu sprzyja intymnej atmosferze i pobudza zmysły. Można nie tylko nacieszyć swoje oczy wnętrzem  kamienicy pochodzącej z XIII wieku, gustownie urządzonej, eklektycznej, z najszlachetniejszymi materiałami ale także zjeść prawdziwą ucztę. Idealnie dobrane przez kelnera wino komponowało się z podanym "czekadałkiem", które na tym stole nabiera zupełnie innego znaczenia. Bogata karta skrywa pozycje, które nie często widuje się w menu włoskich restauracji. Nie bez znaczenia jest tu też nazwa tego lokalu. Mediolan - to miasto rządzące się własnymi prawami, nazywane stolicą mody, również w jedzeniu ma swój styl, tak dobrze odwzorowany w restauracji przy Jana 1. Wybrana przeze mnie na przystawkę Tarta z porowa z kozim serem (35zł) zrobiła na mnie wrażenie nie tylko pod względem smaku ale przede wszystkim wyglądu. Z niecierpliwością oczekiwałam zupy Cappuccino z raków (35zł). Lekko pikantne o zniewalającym smaku i delikatnej konsystencji zostawia na języku smak nie do opisania. Karta jest pełna niespodzianek i trudno zdecydować się co zjeść. Wahałam się pomiędzy Ossobucco jagnięce ala Milano z grilowaną polentą (69zł) a Polędwicą wołową ala Milano pieczoną na dębowej desce (73zł). Mój wybór padła na to drugie danie i nie pożałowałam. Zapach deski, rozmarynu a przede wszystkim soczysta polędwica zmasakrowały moje kubki smakowe. Delektowałam się każdym kęsem nie mogąc uwierzyć, że można stworzyć tak perfekcyjne danie. Skosztowałam również polecone mi Ravioli z dynią na sosie z białego wina i masła truflowego (39zł), które szybko zniknęły z talerza. Na deser nie mogłam sobie odmówić Sufletu czekoladowego z sercem z gorzkiej czekolady (29zł), podanego z lodami i sosem malinowym. Pieczony na zamówienie, warty był każdej minuty oczekiwania. Wnętrze rozpłynęło się na talerzu po naciśnięciu na ciepłe ciasto, płynna czekolada zanurzyła się w lodach tworząc idealny duet. Było pysznie, było zniewalająco i nie była to wina tylko wina.








            


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz