wtorek, 19 marca 2013

Hamsa. Słońce na twarzy

Szeroka w Krakowie. Ulica słynąca z Synagog, turystów oraz kuchni żydowskiej. Do tej pory kojarzyła mi się z ciężkim klimatem, wyrafinowanym wystrojem (wiecie, kieliszki kryształowe na stole, obrusy, smętni kelnerzy), trochę odstraszała, trochę jawiła się jako nie dla przeciętnego człowieka. A przecież kraje bliskiego wschodu są pełne słońca, radości, świeżości. Moje oczy na tą kulturę otworzyła wizyta w Libanie. Tak skrajnym, tak szalonym, bardzo lifestylowym. To właśnie tam miałam okazję bawić się w legendarnym klubie Budda Bar, który słynie również ze znakomitych składanek muzycznych. Poznałam smak Humus i bogactwa przypraw a kuchnia bliskowschodnia stała się jedną z moich ulubionych. Bo jest wyrazista. 

Hamsa humus & Happiness Izraeli restaurant okazało się bardzo orzeźwiającym miejscem. Zupełnie niepodobnym do klimatu ulicy Szerokiej. Pierwsze co poczułam po wejściu do lokalu to słońce na twarzy. I chociaż był to marcowy wieczór, w Hamsie było jasno, cudownie błękitnie, ze ścian patrzyły na mnie twarze ludzi a z głośników wydobywała się współczesna arabska muzyka. Poczułam się wakacyjnie. 

Kuchnia izraelska łączy w sobie wiele wpływów ale jedno ją wyróżnia: nie ma żadnych zasad. Eksplozja smaków i aromatów jest tak zaskakująca, że moje kubki smakowe nie mogły nadążyć. Zacznijmy jednak od HAMSY - chyba mogę powiedzieć, że firmowego zestawu podawanego w talerzykach, które w całości tworzą właśnie znak dłoni - talizmanu, który chroni od złego. Zestaw Meze dla 2 osób za 29 zł skomponowaliśmy z: Lebneh z za’atarem – Kulki dojrzałego lebneh obtoczone w za’atarze i marynowanej oliwie z dodatkiem ziół, Klasyczny Humus z ciecierzycy, pasty sezamowej Tahini cytryny i czosnku oraz Najpopularniejszy w Izraelu dip z pomidorów, papryki i cebuli - były po prostu mistrzowskie. Zupa cytrynowa z kurczaka (11 zł) była orzeźwiająca i wcale nie kwaśna. Izraelska zupa pomidorowa z ciecierzycą (10zł) rozgrzewała ale poleciłabym ją raczej tradycjonalistą. Porcje w Hamsa są duże, dlatego warto wybrać się w więcej osób swobodnie próbując tego, co nasz przyjaciel ma na talerzu bez narażenia go na głód. Fajną opcją jest zabranie na wynos - ja zabrałam ze sobą to, co zostało z kolacji, szerząc smak Hamsy i dzieląc się ze znajomymi. A było czym bo jagnięcina duszona w słodko-pikantnym sosie z dodatkiem moreli, kardamonu, cynamonu z kuskusem i rodzynkami (37zł) podany jako danie główne zastąpił mi również deser. Bliskowschodnia polędwica wołowa marynowana w baharacie czyli arabskiej mieszance przypraw składająca się z kardamonu, kolendry, kuminu rzymskiego, ziela angielskiego, goździków, gałki muszkatołowej i papryki z sokiem z cytryny (39 zł) była soczysta i od razu uprzedzę Wasze pytanie - wcale nie "perfumowana". Cały urok tej kuchni polega na umiejętności żonglowania dominującymi przyprawami w taki sposób, aby wydobyć z nich to, co najlepsze. I w Hamsa to się udało. Z przyjemnością tam wrócę żeby zgłębić pozostałe dania takie inne, niespotykane w Krakowie, ucząc się nowego zakątku świata podanego na talerzu. I chociaż przez wizytę w Libanie do Izraela nie mam już wstępu, to ciesze się, że mogłam gościć w Hamsie.  













z



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz