wtorek, 12 marca 2013

Przez serce do żołądka



Wchodząc wczoraj do „Mięty”, położnej na ulicy Krupniczej 19, miałam wrażenie, że jestem na scenie teatralnej, na której właśnie zmieniono dekorację. Spóźniona, zmarznięta, z szarej rzeczywistości miasta przeniosłam się w kojące miejsce z wystrojem o nienarzucających się kolorach kawy z mlekiem przełamanymi bielą. Zachwycił mnie piec opalany drewnem, wygodne siedziska i rozłożenie stolików, które zapewniały rozmówcom komfort intymności. Spóźniony na spotkanie ze mną Grzesiek, wszedł krokiem gwiazdy filmowej na czerwonym dywanie Hollywood. Widziałam, że wszystkie kelnerki wstrzymały na jego widok oddech.
Myślałam, że zaskoczę go wyborem miejsca.

Grze.
- Wiesz, jak z tym parkowaniem (najlepsza wymówka, gdy trzeba wytłumaczyć kilka minut spóźnienia) i ta godzina, wszyscy oszaleli. Wybaczysz prawda? Wybaczysz. Lubię „Mięte”, w sumie kiedyś bywałem tu częściej – latem jest to jeden z najpiękniejszych eating garden w mieście, ale zimą faktycznie tak... domowo! Wy, babeczki, lubicie takie klimaty. Mnie tu tylko brakuje szwędającego się między stolikami spasionego, starego kocura, łaszącego się do wszystkich...

Ja.
- Jak mog
łabym nie wybaczyć, w końcu taki miły wieczór..., co prawda wina zabrakło, ale następnym razem pozwolę ci się upić! Nie wiem, jak mogłam przegapić to miejsce! Luuuubiiiimyyy bardzo po domowemu i kocury też! Jak smakowała tobie przystawka?

Grze.
- Po winie to ja g
łupoty robię, więc lepiej nie... Przystawka? Idealna - Pasztet z marynowanej piersi kaczki, mniam, i ten sos , malinowo - grejpfrutowy, nie za słodki nie za kwaśny. Czujesz, jak pachnie? Trochę zimą, trochę wiosną. Taki przystawkowy afrodyzjak - a jednak można podniecać się pasztetem …
Wspaniale podane! No właśnie, zauważyłaś, że serwis jest tu na wyjątkowo wysokim poziomie?

Ja.
- Za serwis to ja k
łaniam się w pas! Straszne z nas chamy, Grześ! Nie dość, że zamówili pół karty, to kazali sobie podać w 45 minut wszystkie dania, bo ich diabeł goni! Trudni z nas klienci. A pasztet – niebo w gębie, powalił mnie na łopatki, naprawdę. Zresztą wątróbka duszona w sherry też. I chociaż czas gonił, a Ty mnie zagadywałeś, to nie umknęło mojej uwadze, że oba dania były bogate w różnorodny smak, słodko – kwaśny i na dodatek przełamany gorzkim. Idealnie się komponowały składniki poszczególnych przystawek. Włoskie klimaty w każdym miejscu w Krakowie są inne, to niesamowite. Ale te pierogi? Też cię zaskoczyły tak, jak mnie?

Grze.
- W
łoskie klimaty… Zabrzmiało dość mafijnie, koleżanko! Nie oszukujmy się, diabeł nie goni tylko nas, więc sprawdzian ten uważam za ZALICZONY ze skutkiem pozytywnym rzecz jasna. Slangowy "szacun" tudzież „respect” dla Kuchni i szanownej pani kelnerki za "wydawkowy" blok startowy! Pierogi przyznać muszę ochłodziły na chwilę moją euforię , farsz owszem przyprawiony solidnie, po męsku rzec by można, ale ciasto... Trochę, jakby na nas czekało.... za długo?! Generalnie pierogi nie są z mojej bajki. Za to Pani kelnerka…

Ja.
No to
ż to skandal! Ja ci dam! Żeby się oglądać za innymi kobietami w moim towarzystwie?! Dzięki Bogu, a raczej kucharzowi za pierogi, bo kto wie, co by było, gdyby na chwilę nie powiało chłodem z karty! Doczytałam, że pierogi znalazły się w karcie z powodu Kazimierzowskiego Festiwalu Pierogów. Biorą udział i wygrywają nawet, więc jak mogłoby tej pozycji zabraknąć?! Skoro ja ci wybaczyłam spóźnienie, Ty wybacz „Mięcie” to odleżane ciasto! W końcu moja Toskańska Zupa Cebulowa osłodziła dalszy ciąg wieczoru (i mój następny dzień! Wiedziałam, co robię biorąc na wynos). A Ty jakoś tak zdrowo. Najpierw zupka z soczewicy, a potem ta dietetyczna Dorada. Czyżby na starość problemy gastryczne cię dopadły?

Grze.
Ha ha ha! Dietetycznie, bo to zdrowe i modne, a ja modny ch
łopak - no dobra, już pan - jestem! Zupka z soczewicy dodała zdecydowanie energii, przyznam się, że do dnia dzisiejszego soczewica tkwiła w mej świadomości jako coś średnio smacznego, a tu, proszę, niespodzianka. Dorada deeeelikatna, jak dla faceta takiego, jak ja, to zbyt delikatna. Przyznam jednak, że zostałem ostrzeżony przez obsługującą nas panią (znów o niej... love, love) i wszystko się zgadzało. Polecam dla wszystkich amatorów smaku rybiego mięsa - nic go nie zaburzyło. Minimalna ilość przypraw, maksymalna naturalnego morskiego aromatu. Przyszedł mi na myśl  smak wakacji. Wiesz, że starożytni Rzymianie szaleli za tą rybą? Viva Sparus aurata! Twoje krewety z makaronem zdały egzamin?

Ja.

Dorada ja rada, nie by
łabym sobą, gdybym nie spróbowała. Mmmm… Tagliatelle było maślane i przepyszne. Lubię wstążki z makaronu, zwłaszcza, jak otulone są sosem, a krewetki nie tylko znajdują się w nazwie, ale też na talerzu. A propos tych wakacji, to widzę nas w "Mięcie" w ciepły wieczór w ogródku, z karafką wina i wody cytrynowej. Lekki wiaterek ochładza ramiona, chociaż ziemia jeszcze ciepła od słońca. Rozmarzyłam się

Grze.
Ma
ślane... To oczy można robić po takiej propozycji kolejnego spotkania… Latem to rzeczywiście idealne miejsce na randkę. Ceny przyzwoite, kuchnia, jak się przekonaliśmy, wyjątkowo smaczna, wystrój magiczny… I tak dyskretnie reasumując dzisiejszy wieczór - smaczny w każdym calu! Żałuję tylko, że zabrakło nam czasu na deser… Ale, jak to się mówi, jest po co wrócić - jak dla mnie warto!


Ja.
Na randk
ę, czy samemu, czy z przyjaciółmi, czy rodzinnie - warto. Deser zjem przy okazji odbierając kartę stałego klienta ze sporą zniżką. To kolejny plus dla „Mięty” – dopieszczanie klientów. Opowiem ci potem jak było. Chociaż, jak znam życie, spotkam cię tam, bo widzę, że poczułeś miętę do „Mięty”. Ja zresztą też, bo to magia gotowania właśnie.

Polubiłam Mięta Restro Bar za dotrzymanie składanych obietnic w menu, za niesamowity klimat, fachową obsługę a przede wszystkim, za jedzenie.














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz