czwartek, 25 kwietnia 2013

MoaBurger raj dla głodnych.

Czasami jest tak, że wchodzisz do jakiegoś miejsca i wiesz, że spędzisz w nim większość swojego życia. Chociaż by po to, aby spróbować wszystkiego co znajduje się w menu. A nie będzie to łatwe bo porcje w MoaBurger są tak olbrzymie, że nawet mój mężczyzna załamał się kiedy na stoliku wylądowały 3 wielgachne burgery. Tak drogi czytelniku, dla wiarygodności moich recenzji zjadamy wszystko i dużo, jednak po wizycie w Moa zaczęłam się zastanawiać czy nie powinniście zrobić zrzutki na dwie karty benefit żebyśmy mogli spalać kalorie jakie przyswoimy podczas swoich wizyt w recenzowanych  lokalach. 

MoaBurger jest miejscem niewielkim, położonym na ulicy Mikołajskiej 3. Urządzonym w totalnie nie pasujący do Rynku Głównego sposób. Czy też raczej powinnam napisać: wreszcie w niepasujący sposób. Prosto, czarno - biało, samoobsługa i na dodatek stoły z filozofią "przysiądź się". Przez miejsce to przewija się dużo ludzi, kolejka głodnych od razu zasugerowała mi, że burgery tutaj serwowane nie są takimi zwykłymi. Moja intuicja nie myliła się. 

W czeluściach naszych żołądków zniknęły: frytki, trzy sosy do frytek: chilli, BBQ oraz majonez wasabi i trzy burgery. Mojej uwadze nie umknął fakt, że fryty są z prawdziwych ziemniaków, grube, fajnie podane i jest ich naprawdę dużo. W menu znajdziecie przeróżne wariacje i kombinacje. My zdecydowaliśmy się na: Spiced Lamb (23 zł): mięso jagnięce, chilli sos, cebulowe bhaji, jogurt miętowy, sałata, pomidor, czerwona cebula, pomidorowy relish, majonez. Niezwykle soczysty, z feerią przenikających się smaków był najlepszym burgerem jakiego zjadłam w całym swoim życiu. Na krok nie odstawał Surf'nTurf (27 zł): mięso wołowe, grillowane krewetki, majonez czosnkowy, sałata, pomidor, czerwona cebula, majonez. Połączenie mięsa i krewetek to jest to, co mój W lubi najbardziej. Zresztą nie dziwie się mu, bo sama z przyjemnością zatopiłam zęby w tej mieszance. Trzecim burgerem był Chilli Chicken (21 zł): panierowana pierś z kurczaka, sos chilli, ser brie, pomidor, sałata, cebula, pomidorowy relish, majonez. Sami teraz widzicie, że pomieszczenie tego wszystkiego graniczy z cudem! A w karcie znajdziecie jeszcze więcej, w tym również pozycje dla wegetarian i dzieci! 

Niewątpliwie MoaBurger jest rajem dla skacowanych, głodnych i żądnych mięsa. Burgery są soczyste, składniki świeże, świetnie skomponowane, dobrze przyprawione i podkreślę to raz jeszcze: porcje są olbrzymie. 

MoaBurger korzenie ma w Nowej Zelandii. O tym dlaczego Nick - właściciel lokalu - postanowił robić burgery właśnie w Polsce, przeczytacie w moim artykule, który ukaże się w majowym magazynie Lounge oraz na moim blogu. A o ptaku Moa, na ścianach MoaBurger.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz