poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Oświecenie. Resto Illuminati.


Mam kilka takich ulic w Krakowie w okolicach Rynku Głównego, które bardzo lubię. Należą do nich: Bracka, Kanonicza i Gołębia. Lubię je nie tylko za ich urok czy sentyment jaki mam do znajdujących się tam lokali ale przede wszystkim za to, że nigdy nie są nudne. Zwłaszcza ulica Gołębia. Ilekroć nią idę, a spaceruje w okolicach Rynku Głównego niezwykle rzadko, napotykam jakieś zmiany. A to fryzjer się przeniósł a to powstała Fabryka Cukierków (najmniejsza na świecie ) a to znowu się przeniosła gdzieś indziej. 

Na tej przytulnej ulicy znalazłam także Resto Illuminati. Po kilku schodkach do góry (co za rzadkość) i otwieram drzwi do wnętrza, które chłonę wszystkimi zmysłami. Stare cegły na ścianie, doskonale rozplanowane oświetlenie zapewniające intymność ale podkreślające dekoracje. Błyszczące kieliszki na stołach, nienaganne nakrycia, świeże kwiaty. Dawno nie jadłam w tak wysublimowanym wnętrzu.

Zadziwiająco mała karta, jednak dania dopasowane do każdego podniebienia. Powiedzenie „standardy” było by tu nie na miejscu. Raczej idealnie dobrane potrawy, spełniające oczekiwania osób o różnych gustach. Trochę ryby, trochę mięsa, jest i zielenina. Zupa dnia, kilka deserów – każde dania autorskie, łączone ze sobą smaki, kombinacje składników. Widać, że kucharz ma fantazję a gotowanie traktuje niczym sztukę. To właśnie spodziewałam się odkryć w każdym serwowanym daniu i nie zawiodłam się.

Czekadałko w postaci pasztetu z wątróbek drobiowych i wypiekanym na miejscu, według własnej receptury chlebie, spowodowało jedynie, że apetyt wzrósł. Oglądaliście kiedyś pływanie synchroniczne? Taka właśnie jest obsługa w Resto Illuminati. Ledwo dostrzegalne dłonie serwują danie raz z lewej raz z prawej, bezszelestnie, nienagannie. Kelnerki niczym melodia, płynęły pomiędzy stolikami czujnie dbając by zabrać talerz, kiedy gość skończył jeść i przynieść kolejny, pięknie podany, dopieszczony posiłek.

Na przystawkę zamówiliśmy Łososia marynowanego w cytrynie z warzywami, crème fraîche z wasabi, chlebem z Guinnessa i orzechów włoskich (29 zł) oraz Kaczkę w cieście filo ze słodkim sosem Chili (28 zł). Crème fraîche z wasabi zasługuje tu na szczególną uwagę. Genialny pomysł puszystego serka, który łagodził palący japoński chrzan. Za to kaczka…Gdybym miała zrobić listę swojej ostatniej wieczerzy, to TA kaczka i TEN sos znalazły by się na niej na pewno. Wyraźnie odczuwalne Chili, które rozpływało się w słodkości sosu współgrało z soczystą kaczką zawiniętą w chrupiące ciasto. Żałowałam bardzo, że jest to jedynie przystawka, a porcje w lokalu są dokładnie przemyślane i dają człowiekowi najeść się do syta przy deserze, bo pewnie sięgnęłabym po nią raz jeszcze. Zupa dnia - krem pomidorowo-paprykowy (15 zł) oraz Sałatka z polędwicą wołową, serem pleśniowym, pomidorkami koktajlowymi, orzechami włoskimi i sosem miodowo-musztardowym (30 zł) pogłębiały ochotę na jeszcze. Dania świetnie doprawione, przez cały wieczór nie tylko nie sięgnęłam po przyprawy ale nawet nie pomyślałam przez chwile, że czegoś bym dodała. Prawdziwą przyjemnością okazały się: Polędwica wołowa z ziemniakami dauphinoise z ragout z leśnych grzybów, szalotką i salsą verde (73 zł) i Polędwiczki jagnięce z nadzieniem z daktyli, szpinaku i orzeszków pinii zawinięte w szynkę Serrano z wątróbką jagnięcą, ratatouille i sosem miętowym (67 zł). A teraz przeczytajcie te nazwy jeszcze raz i sami odpowiedzcie sobie na pytanie czy potrzebują mojego komentarza. 
 Zwieńczeniem kolacji były desery: Crème brûlée (19 zł) oraz Czekoladowy fondant z lodami waniliowymi (20 zł). Rozpływającą się po talerzu czekoladę, wypływającą z wnętrza ciastka można porównać do pieszczot - takich dla podniebienia. 

Dawno nie czułam się tak wyjątkowo, tak światowo w restauracji w Krakowie. Uwielbiam miejsca, gdzie w każdym najdrobniejszym szczególe czuć rękę właściciela. Gdzie nic nie jest przypadkowe, gdzie obsługa jest przeszkolona wkładając całe serce w to co robi, gdzie słucha się rad i potrzeb klienta. Spędziłam w tym miejscu dwie i pół godziny, przy muzyce na żywo (pianino), przepysznym jedzeniu a na koniec - wyśmienitym koktajlu przyrządzonym sprawną ręką barmana. RestoIlluminati znalazło się w przewodniku The Michelin Guide. Inspektor uhonorował ją dwoma kompletami sztućców. "A wszystko dzięki żmudnej pracy, pasji, marzeniom i... szacunku do Gościa."




 











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz