piątek, 26 kwietnia 2013

PapaYo.

Jest takie miejsce, które przeczy wszelkim zasadom gastronomii w Krakowie. Dlaczego? Z jednego, podstawowego powodu - lokalizacji. Nie znajduje się ani w Rynku Głównym, ani na Kazimierzu. Daleko mu do coraz bardziej popularnych w swej offowości Dębnik oraz hipsterskiego Podgórza. Położone jest przy ulicy Dekerta 24 i nazywa się PapaYo.

Zaciekawiona propozycją lunchy, jakie codziennie dostaję na maila, wybrałam się tam z przyjaciółmi w środku tygodnia i dosłownie na chwilę poczułam się jak w swoim ulubionym warszawskim bistro. Spędziłam w nim dwa lata. Piszę spędziłam bo owo bistro znajdowało się 50 metrów od mojego mieszkania, w prostej linii drogi, którą codziennie przemierzałam do pracy mieszczącej się jakieś 30 metrów od tegoż samego bistro. Nie muszę Wam więc mówić, że stało się ono moim drugim domem, chociaż zaraz po przeprowadzce, jeszcze nauczona typowego, krakowskiego zachowania: "co nie w Rynku to be", orzekłam, że owe bistro jest na pewno dla osiedlowych meneli. Niewiele się pomyliłam tyle tylko, że tymi menelami byli: ja i jakieś 3247 innych ludzi, w tym celebrytów mieszkających w okolicy oraz ludzi biznesu pracujący na Mokotowie. Tak, dostałam wtedy po uszach i nauczyłam się, że w Warszawie lokalizacja ma zupełnie inne znaczenie niż w Krakowie.

PapaYo ma świetny wystrój, jest przestronne, klimatyczne takie właśnie idealne na lunch oraz na wieczór przy niezobowiązującym posiłku i kieliszku wina, bo te mają tam bardzo dobre. Miejsce młode, więc jeszcze się uczy, niemniej jednak warte odwiedzenia. Z czystym sumieniem mogę polecić Wam pizze, przystawki: crostini z pomidorami  mozzarellą (12 zł), grillowany ser wędzony z boczkiem (14 zł), Krewetki na spaghetti z cukinii z masłem czosnkowym (15 zł), krem pomidorowy (8 zł), żeberka w sosie miodowo-musztardowym (24 zł) oraz deser: torcik czekoladowy z musem malinowym (11 zł). Polecić Wam też mogę spędzenie tam wszelkich imprez okazyjnych jak na przykład walentynki czy andrzejki. Niewątpliwie Panowie będą zachwyceni plazmami, na których mogą obejrzeć wszelkie atrakcje sportowe od walk po piłkę nożną. Polecam Wam również spędzenie tam dzisiejszego,  piątkowego wieczoru z muzą na żywo. I chociaż nie mieszkam w okolicy to jednak przywłaszczę sobie prawo do menelowania w PapaYo dopóki w Zielonkach nie powstanie podobne miejsce. 










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz