piątek, 21 czerwca 2013

Zostawiam Was w smacznych rękach kucharzy ze Smakołyków

W ten weekend wyjeżdżam gotować z czwórką finalistów pierwszej edycji konkursu dla blogerów BlogerChef. Nie zostawię Was jednak na weekend bez kolejnego miejsca, wartego eksploracji kulinarnej. Zwłaszcza, jeżeli lubicie zjeść obfite śniadanie.


Straszewskiego, przynajmniej dla mnie, jest ciężka do zapamiętania. Jak typowy Krakus posługuje się stwierdzeniami "tam obok Wawelu" lub "no tu przy Locie" oraz "no wiesz, tu  obok Bagateli". Nie wiem jak, ale zazwyczaj ten kod działa i podając jeszcze jakiś szczegół, my Krakusy jesteśmy się w stanie porozumieć co do lokalizacji.


Żałuję, że kiedy studiowałam nie było tego miejsca. Być może moje wizyty na Uniwersytecie Jagiellońskim były by częstsze. Bo miejsce to znajduje się własnie vis-a-vis mojego Alma Mater i nazywa się Smakołyki. Położone na Straszewskiego 28 zachęca do wejścia swoją dużą, kolorową witryną. Wydzielone z holu bistro z antresolą i podziemiem jest w stanie pomieścić cały tabun ludzi. Mam nadzieję, że dla mnie zawsze znajdzie się tam stolik bo śniadanie w tym miejscu wpisało się na stałe w naszą kulinarną mapę Krakowa. Zwłaszcza, że jak już Wam kiedyś pisałam, Kraków cierpi na brak fajnych miejsc śniadaniowych. Co znaczy fajnych? Przede wszystkim takich, gdzie śniadanie serwowane jest do późna. Po drugie jest to miejsce, w którym szybko cię obsłużą. Ja jak jestem głodna jestem zła. I jeżeli czekam na zamówienie dlużej niż ustawa przewiduje to robi się napradę gorąco. Trzecie to wielkość porcji. Śniadanie musi być obfite. Nie będę Wam tu pisać o tym, że to najważniejszy posiłek dnia bla bla bla. Dla mnie jest to ulubiony posiłek dnia i lubię kiedy porcja jest normalnych rozmiarów a nie w minimalistyczny deseń. I co ważniejsze aby cena odpowiadała wielkości porcji a nie przewyższała ją. O smaku Wam pisać nie będę bo rozumie się to samo przez "się".


Smakołyki spełniają wszystkie wyżej wymienione wytyczne. Dodatkowo, mają fajny wystrój co umila spożywanie śniadania. Amerykańskie naleśniki z owocami i syrpem klonowym (12 zł) zdobyły moje serce. Zestaw śniadaniowy włoski (14 zł) czyli pasta z tuńczyka, twarożek, szynka wędzona, ser, pomidor, masło, pieczywo) wystarcza dla dwóch osób, jajecznica z dodatkami (10 zł) to pełny talerz a tosty z grillowanym kurczakiem, żółtym serem i papryką podawane na sałatach z sosem vinegret (13 zł) są absoltutnym hitem. Do tego właściciel dba, aby serwowane produkty były świeże i pochodziły od lokalnych dostawców. W Smakołykach można zacząć naprawdę miły dzień. Ja będę tam częstym gościem i Was też zapraszam.
 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz