niedziela, 14 lipca 2013

Męska sprawa. Grande Grill

Moje pierwsze podejście do tego miejsca trwało w porywach do 5 minut. Było to zeszłego lata, kiedy spacerując z moim rocznym bratankiem w kilka osób postanowiliśmy coś zjeść. Usiedliśmy w ogródku a kiedy podszedł do nas kelner i zaserwował swoją antypatyczność oraz graniczącą z absurdem łaskę, że w ogóle do nas podszedł to krew mnie zalała i szybciej niż usiedliśmy - wyszliśmy. Ta sama sytuacja przytrafiła się jeszcze kilku innym moim znajomym i od tego czasu omijaliśmy to miejsce szerokim łukiem. 

Tym razem okazja była wyjątkowa - męskie urodziny. Zew grilla i mięcha był silniejszy niż nie jedna wykwintna restauracja znajdująca się na Rynku Głównym. Nawet nie wiecie jaką poczułam ulgę, kiedy spotkałam tam Pana Maćka, kelnera z Grubych Ryb, o którym Wam pisałam przy okazji recenzji tego miejsca, a którego serwis wywarł na mnie bardzo duże wrażenie. Odetchnęłam z ulgą bo wiedziałam, że tym razem wizyta potrwa dłużej a serwis pod okiem takiego managera będzie perfekcyjny.
  

Nie tylko serwis okazał się być bez skazy. Również kuchnia i serwowane z niej dania zrobiły na mnie wrażenie. Jeszcze nigdy, nikt nie podał mi tak fantazyjnie udekorowanej kiełbasy z grilla z cebulą (23 zł). Każde kolejne danie było nie tylko pięknie podane ale także świetnie sporządzone. Karta jest spora, można w niej przebierać, chociaż - jak się domyślacie, królują w niej pozycje z grilla. Ja skosztowałam na przystawkę grillowanych małży św. Jakuba podanych z bukietem sezonowych warzyw (szparagi!!) w sosie śmietanowo-ziołowym (29 zł) oraz również grillowanych krewetek "Black Tiger" ( 5 sztuk za 25 zł). Danie główne zdominowały mięsiwa: stek z sarny (49 zł) - marynowany w czerwonym winie stek z combra w sosie żurawinowym oraz stek z polędwicy wołowej De luxe o gramaturze 360 g (86 zł). Jakby to podsumował nasz kolega: "szarpaliśmy jak Reksio szynkę". 

Uradowana minka solenizanta wystawiła temu miejscu najlepszą wizytówkę. Najedzeni, świetnie obsłużeni, w wyśmienitych nastrojach ruszyliśmy na wycieczkę urodzinową po Nowej i Starej Hucie.






2 komentarze:

  1. uuu.powazny grill, powazna sprawa dziczyzna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja 5 lat temu bylem na jedzonku Grube Ryby raczej zimne ryby.Jak na smakosza gulaszu przystało zamówiłem gulasz wołowy,który okazał się nie do końca odmrożony i poczułem powiew Arktyki w środku lata .Po skonsumowaniu Afrykańskiej części gulaszu(dogrzanej)pozostawiłem resztę tego zmrożonego gnieciucha zapłaciwszy podziękowałem i do tej pory nie powróciłem.Zrobię jeszcze jedno podejście pod ta górkę i myślę ze się już nigdy nie zawiodę

    OdpowiedzUsuń