poniedziałek, 8 lipca 2013

Negatyw na widelcu

Nowe bistro na mapie Krakowa. Negatyw na Mostowej. Niedługo, bo od trzech miesięcy zaprasza w swoje skromne progi. Piszę skromne, bo zdecydowanie brakuje mu dopieszczenia: kwiatów na ogródku, który położony od ulicy Bonifraterskiej jest zaciszny i bardzo przyjemny ale nie kojący i sprzyjający jedzeniu. Brakuje klimatu, nie ma niczego charakterystycznego chociaż wnętrze ma potencjał. Brakuje przytulności, wejście do lokalu z klatki bloku niestety nie sprzyja a echo odbijające się od piwnicznych ścian i mało klimatyczne oświetlenie powoduje, że miejsce jest bez duszy. 

Za to jedzenie i obsługa są po prostu genialne. Dawno nie jadłam tak fajnie przygotowanych dań. Można w nich odnaleźć dobrą jakość i pasję! Dlatego zapomnijcie o wyglądzie miejsca, dając szansę managerom na ogarnięcie go, w końcu to tylko trzy miesiące!! Skupcie się na romansie z kucharzem, bo to on tutaj gra pierwsze skrzypce.


Dwa męskie podniebienia, ja i cała karta przed nami. Uzbrojeni w widelce, wymęczyliśmy obsługującego nas Pana Łukasza, który z humorem i niezwykłą cierpliwością odpowiadał na pytania. Czy pierogi robią sami? Sami. A makaron. Sami. A czy ryba jest z supermarketu? Nie, z podkrakowskiej hodowli. A polędwica? - też z ubojni z pod Krakowa. 

No dobrze, dobrze pomarudziliśmy nad kartą i złożyliśmy zamówienie: Krewetkowa panna cotta (12 zł) podana na sałacie z migdałami i sosem malinowym. Dziwne ale dobre. Nigdy wcześniej nie jadłam. Spodobała mi się kreatywność w kuchni. Lekko słone, aksamitne, przełamane sosem z malin.
Krem z brokułów z łososiem (8 zł) był najlepszym jaki jadłam w ostatnim czasie. Nie tylko dlatego, że pływały w nim kawałki łososia ale przede wszystkim krem miał wędzony posmak. Pierogi ruskie (12 zł) zniknęły szybko. Świetne ciasto i zasmażka ale porcja mała - narzekali Panowie. Polędwiczki wieprzowe z imbirem i sosem malinowym (32 zł) były najlepszym daniem tego zamówienia. Pół krwiste, miękkie, rozpływające się w ustach i całkiem pokaźne. Zadowoliły wszystkie trzy buzie. Mój pstrąg w płomieniach pod wiśniową pierzynką (28 zł) niestety nie stał w płomieniach jak się spodziewałam, a szkoda, co nie wpłynęło bynajmniej na jego smak. Skórka była chrupiąca a on sam tłuściutki i maślany. 

Pesto z suszonych pomidorów z bazylia i oliwkami ( 18 zł) zadowoliło męską część stołu ze względu na dużą porcję. Mnie, ze względu na smak, duże kawałki pomidorów i  fajny makaron. I chociaż miałam okrutną ochotę na Tiramisu, to jednak świeżo zrobione musiało swoje ostać - na pewno na nie wrócę. Zastąpiłam je Panna Cottą z musem malinowym (12 zł) - fajnie podana bo w wysokiej szklance, to Panie Kucharzu zabrakło tam Pana ręki, tak samo jak wanilii, odrobiny więcej cukru i ciut mniej żelatyny. 

Negatywnie o Negatywie nie można powiedzieć. Można narzekać na brak duszy, przytulności ale nie na jedzenie. Kibicuje temu miejscu, bo jest smaczne a jego największym atutem jest Szef kuchni. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz