sobota, 31 sierpnia 2013

Haiku. Z lenistwa.

Plusy pracy w gastronomii są takie, że czasami, w srodku tygodnia ma się wolne. Jest to wolne okupione pracą w weekendy, nie myślcie sobie, niemniej jednak to fajne uczucie, kiedy wszyscy na około wstają rano do pracy a Ja - nie. Zwłaszcza kiedy za oknem mam przedsmak jesieni. Zimno, pada, buro i ponuro. A ja mogę opatulić się kołdrą i nie wychodzić z łóżka wcale. Jak ja lubie takie dni!

Wiecie co jeszcze jest fajne podczas takich dni? Jedzenie z dowozem. Nie chce mi się wychodzić do sklepu bo mój outfit w taki dzień to zazwyczaj dres, zero make up'u i włosy spięte w cebulkę. Przeżyję ten pięcio minutowy kontakt z dostawcą, bo chęć pozostania w domu jest znacznie większa, niż przejmowanie się swoim wyglądem. Najlepsze jest to, że mimo zamieszkania na obrzeżach miasta, dojeżdża do mnie sushi.

Haiku kojarzy mi się miło za sprawą mojego narzeczonego. Po naszej "randce ze śniadaniem", zapytał mnie rano co lubię najbardziej jeść. Opowiedziałam - sushi. Nie podjerzewałam, że zamówi mi je do łóżka jako śniadanie, zwłaszcza, że wyszłam tylko na chwilę pod prysznic. Kiedy wróciłam na łóżku czekało na mnie Haiku. Od tego czasu minęły już dwa lata i przez ten czas nie miałam więcej okazji ich zamówić ponieważ wyemigrowaliśmy do Warszawy. A teraz, w ten leniwy dzień nadarzyła się okazja.

Strona www zaskoczyła mnie pozytywnie. Nie chodzi o to, czy jest ładna czy nie. Chodzi po pierwsze o ilość proponowanego asortymentu oraz o zdjęcia. Ile razy złapaliście się na tym, że zastanawiacie się co to są hosomaki a co uramaki. Zamawiając z Haiku nie musicie się tym przejmować bo zamawiacie oczami. A jest na co patrzyć.

Naszą ucztę rozpoczęliśmy od zup: kokosowej (11 zł) i misoshiru (8 zł). Lubie azjatyckie zupy. Są takie pełne smaku i aromatu. Zachwycił mnie tatar z tuńczyka (39 zł), trochę mniej z krewetek (36 zł). Ten drugi był z ciężkim, majonezowym sosem, za którym ja nie przepadam. Za to mój narzeczony zajadał się nim do dna tak, jak ja tym z tuńczyka. Porcje bardzo duże, z ryżem, spokojnie może robić za danie główne. Bardzo ale to bardzo spodobała mi się nowość TEMAKI czyli rożki. Wybraliśmy z Krewetką w tempurze (23 zł) - chrupiąca, z tykwą na słodko, rozpływa się w ustach i z węgorzem (21 zł), który jest moją ulubioną rybą, zwłaszcza w akompaniamencie sosu terijaki.  Pozycja bardzo sycąca. Niemniej jednak to nie był koniec naszego szaleństwa. Dragon maki (17 zł)- węgorz i łosoś grillowany, z avocado i japońską rzepą to absolutna rozpusta na talerzu. Nie mogło odbyć się też bez klasyki czyli: nigiri - sensei set (39 zł) z krewetką, tuńczykiem, maślaną, avocado, szparagiem i tamago. Futomaki - tokugawa set (39 zł) z łososiem surowym, łososiem grillowanym i surimi, uramaki - ebi tempura (16,99 zł) czyli krewetka w tempurze z ostrym majonezem. Co polecam? Wszystko. 

Olbrzymi plus Haiku dostaje za estetyczne opakowania, brak sztucznej dekoracji, która doprowadza mnie do szału i kojarzy mi się z sushi z supermarketu. Nie będę Was czarować, nie jest to sushi podobne do tych jedzonych w suszarniach, na miejscu, przy barze. Niemniej jednak jego jakość jest bardzo dobra a pomysłów na podanie nie powstydziłaby się niejedna restauracja sushi. Świadczyć o tym może chociażby fakt, że na dowóz trzeba się umawiać wcześniej bo ilość zamówień jest spora a Haiku nie chce odmawiać klientom. Warto. Warto zamówić, warto poczekać bo przegląd sushi jaki zrobiliśmy tamtego wieczoru skłonił mnie jednoznacznie do polecenia Wam sushi na wynos kiedy dopada Was lenistwo.   









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz