wtorek, 24 września 2013

Tarteletki z pomidorami i kozim serem w sosie miętowo-miodowym

Proste na maksa. Słone spody najlepiej kupić w sklepie. Tak, nie będę Was czarować, że siedziałam jak Kopciuszek i piekłam dla armii głodomorów spody. Kupiłam, zapłaciłam mało, są pyszne i wyglądają pięknie. O! Za to środek to już moja inwencja twórcza. 

Składniki:

- pomidor
- liście mięty
- sok z 1/2 cytryny
- miód
- 2 łyżki oliwy z oliwek 
- szczypta soli
- szczypta pieprzu

Przygotowanie:

Pomidora i ser kroję w kostkę. W moździerzu ugniatam kilka liści mięty. W kubku mieszam oliwę z sokiem z cytryny. Dodaję łyżeczkę miodu i próbuje czy sos jest słodkawy. Jeżeli nie to dodaje jeszcze miodu. Mieszam. Dodaję zmiażdżone liście mięty, sól i pieprz. Polewam nimi wypełnione pomidorem i serem tarteletki.



niedziela, 22 września 2013

W Krainie Umami


Śląsk. Nie wiem jak to jest, ale zawsze wjeżdżam tam jedną drogą a wyjeżdżam zupełnie inną. I pomimo tego, że posiadam specjalizacje w nawigacji podwodnej, za żadne skarby nie jestem w stanie odnaleźć się w tym Trójkącie Bermudzkim.

Lubię Śląsk. Jest totalnie nie odkryty a naprawdę można znaleźć tu kilka perełek, które istnieją łamiąc wszelkie z możliwych zasad. Lokalizacji, populacji, designu. Chciałabym mieć na tyle otwarty umysł aby nie dziwić się, że w małej miejscowości, gdzieś pomiędzy Gliwicami a Tarnowskimi Górami podaje się kuchnie sou vies we wnętrzach, jakie może pozazdrościć lokal z każdej metropolii. Niestety nie jest to dla mnie oczywiste więc kiedy znalazłam się w krainie zwanej Umami poczułam się jakbym przeszła na drugą stronę lustra. 

Wnętrze jest eleganckie i przestronne. Zakończone przeszklonymi szybami, za którymi rozprzestrzenia się drewniany taras wdzierający się w zieleń ogrodu. Dominuje kolorystyka bieli, szarości i czerni. Nutka glamour - będąca kaskadą imitacji brylantów oddzielającą stoliki i nadającą przytulności, dzieli wnętrze na mniejsze przestrzenie. Dzięki temu, to naprawdę sporych rozmiarów wnętrze, można zaaranżować w zależności od potrzeb. 

Kiedy przyjrzycie się bardziej zobaczycie, że w tym miejscu dopieszczony został każdy szczegół. Pomijam piękne lampy nad barem czy stylowe meble. Karta. Nie pamiętam restauracji, która tak, jak w Umami, skupiła by się na dizajnie karty menu. Jest pieszczotą dla rąk i orgią dla oczu. A przecież wszyscy wiedzą, że jemy właśnie najpierw tym zmysłem. Piękne zdjęcia potraw, gruby papier, tłoczony zadruk, zdjęcia załogi, twarda okładka menu ale miła w dotyku - samo to sprawia, że gra wstępna nie zaczyna się od przystawki tylko od momentu otworzenia karty. A w niej znajdziecie kuchnie europejską, fusion śląski, kuchnię molekularną, zabawę teksturą i smakiem. 

Ja zaczęłam od carpaccio - cieniutkie plastry polędwicy wołowej polane oliwą i truskawkowym balsamico, z rukolą, kaparami i pieczarkami przykryte płatkami parmezanu (29 zł) oraz Tatara z polędwicy wołowej z przepiórczym żółtkiem ze świeżym pieczywem (25 zł). W obu przypadkach zaskakująca świeżość mięsa i niebywały sposób podania. Przejrzysty, dopieszczony, każdy talerz był potraktowany indywidualnie. 

Krem ze świeżych brokułów z kawałkami wędzonego łososia i płatkami prażonych migdałów (13 zł) miał świetną teksturę bo nie był zmiksowany na gładko. Na języku czuć było brokuła, jego chropowatość. Łosoś i płatki zdecydowanie przełamywały mdły smak kremu, jaki mógłby się pojawić gdyby pozostawić go sobie samemu. Zupa serowa podbiła moje podniebienie. Niezwykle kremowa, gładka, wyraźna w smaku, podwędzana - dla niej samej warto się wybrać do Umami. Porcje też spore, więc przy daniu głównym nieco wymiękłam. 

Totalnie rozłożyła mnie na łopatki tradycyjna śląska rolada wołowa z kluskami i modrą kapustą (29 zł). Smak jak w domu. Kruche mięsko rozpływające się w ustach. Dużo sosu na ręcznie robionych kluskach - dawno nie miałam takiej frajdy z jedzenia. Oczywiście jako fanatyk kuchni sous - vide nie mogłam odmówić sobie grillowanej polędwiczki wieprzowej na puree ziemniaczanym z bukietem warzyw z aromatycznym sosem kurkowym (32 zł). Soczyste, delikatne mięso z gęstym i aksamitnym sosem z dużymi kawałkami kurek. Duży plus za wyrazistość. Kucharze nie boją się przypraw, dania mają konkretny smak, nie doprawiłam niczego, zjadłam wszystko pod dyktando kuchni. 

Deser w postaci torcika bezowego z delikatnym kremem mango na sosie truskawkowym (15 zł) był przysłowiową "wisienką na torcie" i całkowicie mną zawładnął. Zarówno sposobem podania jak i smakiem. Konsystencja kremu była delikatna jak pierwszy pocałunek. Mój przelotny romans z kuchnią Umami zamienił się w głębokie uczucie i chociaż o niedosycie nie może być mowy, to z przyjemnością będę tam wracać i upajać się na nowo jedzeniem z Umami. 




















sobota, 21 września 2013

Miętowy sernik na zimno

Zrobiła go Atka. Zniknął szybciej niż się pojawił na stole. Coś niesamowitego!



Składniki spodu:

- 135 g zmiksowanych suchych ciasteczek LU Digestive w czekoladzie

- 65 g rozpuszczonego masła

Składniki sernika:

- 1 kg sera twarogowego 

- 200 g cukru

- 6 płaskich łyżeczek żelatyny w proszku

- 8 łyżek zimnej wody

- 4 łyżki soku z cytryny

- 500 ml śmietany kremówki

- świeża mięta pęczek 

- około 130 g czekoladek miętowych


Przygotowanie:

Zmielone ciastka łącze z rozpuszczonym masłem i wykładam nim spód foremki. Wkładam do lodówki. 100 m kremówki gotuję z garścią mięty i zostawiam pod przykryciem do wystudzenia. Jak już wystygnie odcedzam śmietankę i wyciskam liście mięty. Do sera dodaję cukier i miksuje. Żelatynę rozpuszczam w zimnej wodzie. Jak już napęcznieje podgrzewam ją w kąpieli wodnej aby stała się płynna. Dodaję razem z sokiem z cytryny do masy twarogowej. Odcedzone liście mięty miele i dodaję ze śmietanką do masy. Pozostałą ilość kremówki ubijam na bitą śmietanę i dodaję czekoladki miętowe w całości. Wykładam masę na foremkę z lodówki i wkładam ją tam jeszcze na przynajmniej godzinę. Dekoruję czekoladą i listkami mięty.



czwartek, 19 września 2013

Figowa tarta z serem feta

Uwielbiam figi! Kojarzą mi się z upalną Chorwacją, gdzie garściami zrywałam je z krzaku i pochłaniałam w ilościach skandalicznych! Zapieczone z kozim serem i z orzechami włoskimi... mmmm.... albo jako figowe chutney do polędwiczki mmm...a w tarcie? Omnomnomnom.




Składniki: 

- Na kruche ciasto oraz jego przyrządzenie klikamy tu
- 10 fig
- tymianek
- 1 opakowanie sera feta w kostkach
- garść orzechów włoskich
- 1 łyżka miodu
- 4 żółtka

Przygotowanie:

Orzechy upraż na patelni, dodaj miód. Figi pokrój. Żółtka rozmieszaj z tymiankiem. Na upieczony kruchy spód wyłóż figi, orzechy z miodem, ser feta i zalej żółtkami z tymiankiem. Piec w 190 stopniach około 20 minut. 



środa, 18 września 2013

Risotto z kurkami i kurczakiem

Ciągle jeszcze mam w zanadrzu zrobienie kremu kurkowego bo uwielbiam te grzyby. Była już genialna jajecznica na kaca z kurkami, zrazy w sosie kurkowym i schab też w sosie kurkowym. Teraz przyszła pora na risotto z kurkami i kurczakiem. Zjedliśmy całe opakowanie ryżu, które widzicie na zdjęciu na raz. Uwaga - uzależnia!



Składniki:

- 1 opakowanie ryżu
- 1 opakowanie kurek
- 1/2 kostki masła
- 1 szklanka białego wina
- 1 ząbek czosnku
- 2 piersi z kurczaka
- przyprawa do kurczaka
- 2 gałązki świeżego rozmarynu
- ok 3 szklanek bulionu
- 1 cebula
- dużo parmezanu
- 1 łyżka oliwy z oliwek

Przygotowanie:

Tym razem risotto zrobiłam zupełnie inaczej niż w przepisie na risotto z krewetkami

W garnku na oliwie z oliwek przysmażyłam cebulę. Dodałam kurki i zalałam  1/2 szklanki wina. Następnie wsypałam ryż. I tu zaczyna się proces mieszania. Cały czas mieszamy ryż żeby nie przywarł do dna. Dodaję łyżkę masła i mieszam. Podlewam bulionem i mieszam aż ryż wszystko wchłonie. Podlewam znowu winem. Znowu dodaję masła. I znowu bulion. Mieszam. Mieszam i mieszam aż ryż wszystko wchłonie. Próbuję, jeżeli ryż nadal jest twardy to dolewam bulionu, znów podlewam winem i dodaję masła. Kurczaka kroję w kostkę, oprószam przyprawą do kurczaka i smażę na patelni. Całość przekładam do risotto i mieszam. Dodaję parmezan. Mieszam. I tak do skutku aż ryż napęcznieje, stanie się maślany i miękki. 

wtorek, 17 września 2013

Urodziny Musso Sushi

O tym, że Musso Sushi jest jedną z moich ulubionych suszarni mogliście przeczytać w recenzji tego miejsca. Tydzień temu obchodzili swoje urodziny. Mogę powiedzieć, że było po prostu jak zwykle. Świeżo, smacznie, z pasją, zabawą - czyli wszystkim tym, co doświadczyłam za pierwszym razem kiedy odwiedziłam to miejsce. Zjadłam swoją ulubioną zupę Miso, która była wstępem do degustacji nowych dań: przegrzebków, kalmara i wariacji tradycyjnych rolek. Nie wiem co ma w sobie to miejsce, oprócz fantastycznego Szefa Kuchni, który bawi się swoją pasją, żonglując składnikami, wyczarowując nietuzinkowe kombinacje ale ludzie czują się w nim swobodnie i pozostają mu wierni! 







poniedziałek, 16 września 2013

Polędwica wieprzowa w sosie figowym

Lub, jak stwierdził nasz przyjaciel Krupiszon - stringowym :) Jak zwał, tak zwał ale chłopaki zjedli do ostatniej ostatniej figowej pestki.


Składniki:

- około 1 kg polędwicy wieprzowej
- 2 ząbki czosnku
- oliwa z oliwek
- 1/3 kostki smalcu
- 3 gałązki świeżego rozmarynu
- sól, pieprz

Sos figowy:

- 4 figi
- 1/2 szklanki czerwonego wina
- 1 łyżka miodu
- 2 łyżeczki soku z cytryny
- 1 łyżka oliwy z oliwek
- 1 czerwona cebula
- 1 ząbek czosnku


Przygotowanie:

W garnku na oliwie podsmażam cebulę pokrojoną w drobną kostkę. Podlewam winem, dodaję pokrojone byle jak figi i pozostałe składniki. Gotuję około 1 godziny aż zrobi się konsystencja dżemu. 

Polędwice smaruje oliwą, zmiażdżonym ząbkiem czosnku, solą, pieprzem i pokrojonym drobno rozmarynem. Najlepiej jak przegryzie się w takiej marynacie przez noc ale godzina przed podaniem też będzie ok. Smalec roztapiam na patelni, obsmażam polędwice z dwóch stron i wsadzam ją do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na około 15 minut. Po tym czasie odstawiam ją na 10 minut aby mięso odpoczęło. 

Figi, ser brie z zielonym pieprzem i miód

Kolejna propozycja z figami. Coś pysznego! Ciemna bułka, na to gruby plaster sera brie z czarnym pieprzem, figa a wszystko wykończone łyżką miodu. Ja tak dziś zaczęłam dzień. A Wy?




niedziela, 15 września 2013

Jajka zapiekane w serze z bekonem

Rzadko inspiruje się blogami kulinarnymi. Jeśli już to sięgam po książkę kucharską lub przeglądam menu restauracji w poszukiwaniu czegoś, co mnie zachęci do przygotowania własnej wersji. Jest jeden blog, do którego powracam regularnie. Czasami aby go po prostu poczytać, czasami aby pooglądać piękne zdjęcia. Co dziś zjem na śniadanie  podbiło moje serce już dawno. Dziś kolejny przepis na śniadanie idealne od jego autorki, nieco zmieniony.




Składniki:

- 6 plasterków boczku
- 4 jajka
- 4 łyżki startego żółtego sera lub parmezanu
- lubczyk
- sól
- pieprz
- kromka chleba z masłem
- zielenina (np: rukola, sałata zielona, roszponka)

Przygotowanie:

Piekarnik nagrzewam do 220 stopni. Oddzielam białka od żółtek. Z białek ubijam gęstą pianę ale lejącą się, nie sztywną. Dodaję boczek i ser i na papierze do pieczenia tworzę z nich dwie kupki z wgłębieniem pośrodku. Wkładam na 3 minuty do piekarnika. Następnie w miejsce zagłębienia wkładam żółtko i zapiekam jeszcze przez 3 minuty. Gotowe posypuje solą, pieprzem i lubczykiem. Na kromce układam coś zielonego a następnie chmurki z jajka. Niebo w gębie!




Jemy zdrowo!


1. Herbata z cytryną Znajdujący się w listkach herbaty glin łączy się z sokiem z cytryny. W ten sposób tworzy się cytrynian gliny, który odkłada się w mózgu i może prowadzić m.in., do choroby Alzheimera.

2. Herbata z ciastem drożdżowym - Zawarte w herbacie garbniki ograniczają wchłanianie witaminy B1, która znajduje się w cieście drożdżowym. Witamina B1 korzystnie wpływa na układ nerwowy.

3. Pomidor z ogórkiem - Zielony ogórek zawiera enzym, który utlenia zawartą w pomidorze witaminę C (wzmacnia odporność). To samo dzieje się w połączeniu ogórka z: papryką, cebulą, cykorią, natką pietruszki czy sałatą.

4. Pomidor z twarogiem - Pomidor zawiera silne działające kwasy. Kiedy połączymy go z białym serem, to zawarty w nim wapń wejdzie w reakcje z tymi kwasami i wytworzą się nierozpuszczalne kryształki. Odkładają się one w stawach, blokują je a także przysparzają bólu podczas poruszania się.

5. Kawa i herbata z nabiałem - Zawarty w kawie i herbacie kwas szczawiowy łączy się z wapniem znajdującym się w twarożku, jogurcie i serze żółtym. W ten sposób tworzą się szczawiany, które odkładają się w postaci kamieni w drogach moczowych. Natomiast wapń nie może być wykorzystany przez organizm, gdyż zostaje związany.

6. Warzywa kapustne z rybami- Ryby morskie jak i owoce morze są źródłem jodu. Nie należy łączyć ich z warzywami kapustnymi (m.in. kalafior, brokuł, kapusta, brukselka), ponieważ wiążą jod i uniemożliwiają jego wchłanianie.

7. Olej z rybami- Korzystne działanie kwasów omega-3 mogą zaburzyć kwasy omega-6, których najwięcej znajduje się w oleju słonecznikowym i kukurydzianym. Kwasy omega-6: wzmacniają układ nerwowy, odżywiają skórę, włosy i paznokcie. Jednak podczas smażenia mogą zredukować działanie omega-3.

8. Mięso z czerwonym winem - Zawarte w winie garbniki uniemożliwiają dobre wchłonięcie żelaza, które znajduje się w mięsie (szczególnie w wieprzowinie, wołowinie, dziczyźnie czy wątróbce).



źródło: Make Life Fit

sobota, 14 września 2013

Tarteletki z pomidorami i kozim serem w sosie miętowo-miodowym

Podobne tarteletki robiłam dla Alma Food & Joy. Tym razem zamiast szpinaku i łososia, nadziałam je pomidorem i kozim serem (uwielbiam!) zamarynowanymi wcześniej w sosie miętowo-miodowym. W temacie spodów powiem Wam tak - możecie je przygotować w domu - przepis jest taki sam jak na słone, kruche ciasto. Ja jednak idę na totalną łatwiznę i kupuje je w sklepie. Dzięki temu ta przystawka jest prosta i szybka za to na pewno nietuzinkowa.



Składniki:

- 3 pomidory
- 1 opakowanie sera feta koziego
- 3 łyżki miodu
- garść mięty
- 4 łyżki oliwy z oliwek  
- sól morska
- pieprz

Przygotowanie:

Miętę ucieram w moździerzu. Powstały sok mieszam z miodem, oliwą solą i pieprzem. Pomidory i ser kroję w kosteczki. Wszystko razem mieszam i nadziewam foremki. Posypuję listkami posiekanej mięty.







Urodzinowe odkrycie - Manufaktura Resto & Bar.

Koniec sierpnia i cały wrzesień obfituje w urodzinowe wydarzenia. Moje otwierają szereg imprez, spotkań, wyjść do restauracji. I tak co tydzień, czasami dwa razy w tygodniu życzymy sobie wszystkiego najlepszego. A jak fajnie kiedy takie życzenia dostajecie na talerzu w akompaniamencie doskonałego smaku i wyrafinowanego wyglądu!

Tą restauracje jakiś czas temu polecił mi Adam. Powiedział "musisz tam iść, to jest niewiarygodne co tam się dzieje". Nie wiem dlaczego pomyślałam o nich akurat w swoje urodziny ale Restauracja Manufaktura została wybrana na mój urodzinowy obiad. Nie jest ona położona ani na Kazimierzu ani na Rynku. Ba, nie leży nawet w centrum! Rybitwy - Przewóz 40 a. Zdziwieni gdzie mnie tam wywiało? 

Miejsce fajne. Typowe restro, takie osiedlowe, pełne ludzi. Przyjemne, nienachalne wnętrze, duży ogródek. Karta krótka, treściwa i bardzo sprytna. Tradycyjny lunch dnia oraz weekendowe specjały. Każdy znajdzie coś dla siebie, w tygodniu tanio bo za 13 zł można zjeść lunch dnia, pizza, makarony a w weekendy bardziej wyrafinowanie. 

Swoje urodzinowe kapryszenie rozpoczęłam od belgijskich frytek (9 zł). Micha chrupiących frytek stanęła ku mojej uciesze na stole. Nie śmierdziała starym tłuszczem, nie ociekała nim a one same były naprawdę pyszne. No co w końcu urodziny, kto by się tam martwił o kalorie! Za namową Pani manager skosztowałam również ciabatty (10 zł) z grillowanym kurczakiem, suszonymi pomidorami, czerwoną cebulą, sałatą lodową i dipem majonezowym. Ciabatta ogromna i zatykająca. Dobrze, że pod ręką miałam szklankę lemoniady, która również jest specjałem tego miejsca. Dobra, przystawki przystawkami ale przyjechałam tu żeby zobaczyć co takiego niewiarygodnego skrywa Szef Kuchni Robert Jelonek? Dorsz w sosie waniliowym ze szpinakiem i zapiekanką Dauphinoise (35 zł) - poezja na talerzu, niebo w gębie. Lekko słodkawy sos waniliowy, w którym dosłownie utonął szpinak był najlepszym dodatkiem do aksamitnego mięsa ryby jaki kiedykolwiek kosztowałam. I może było go ciut za dużo na talerzu ale dzięki temu mogłam się nim nasycić do woli. Krem z białych warzyw z olejem z pietruszki, cykorią oraz kawiorem z jesiotra (12 zł) może być najprostszą zupą ale tak podana i doprawiona sprawa, że staje się wyrafinowana. Jak Kopciuszek! A stek z rostbefu w sosie z czerwonego wina podany z pieczonymi ziemniakami, młodymi marchewkami, bobem oraz orzechami (45 zł)? Po pierwsze przeczytajcie to jeszcze raz powoli. Stek z rostbefu - kto uważał na lekcji o stekach, o której pisałam ostatnio wie, że jest to świetne mięso i jednocześnie moje ulubione. Sos z czerwonego wina - gęsty, gładki i aromatyczny. Czujecie ten lekko słodkawy smak na języku o kwaśnym zakończeniu? A młode marchewki z bobem i orzechami? Gdzie tu ja się pytam standard, zwyczajność, byle jakość, łatwizna? Po samych dodatkach do dań można poznać, że gotowanie to pasja Szefa tej kuchni, że nietuzinkowość i wyobraźnia to jego dewiza i to właśnie otrzymujecie na talerzu!

Wielokrotnie udowodniłam Wam już, że dobra restauracja nie musi leżeć przy głównym szlaku turystycznym aby warto było się do niej wybrać. Jest coraz więcej takich perełek jak Manufaktura Resto & Bar i cieszę się ogromnie, że mogę je dla Was odkrywać. Wyjdźcie poza schemat, w którym dorastaliśmy przez ostatnie 30 lat, odkrywajcie, smakujcie, zaskakujcie znajomych takimi miejscówkami. Bo dzieją się w nich cuda! 

A przy okazji: Grzesiu, Ewo, Atka, Maćku, Kostku, Jarku, Adamie - życzę Wam wszystkiego najsmaczniejszego w życiu!




środa, 11 września 2013

Smażone Bounty Nigella Lawson

Kurcze myślałam, że po przepisie Nigelli na szynkę w coca-coli nic mnie już nie zaskoczy. A jednak. Oto słynne batony bounty w cieście smażone na głębokim ogniu. Nadal nie rozumiem ich fenomenu. Robi się w pięć minut, kompletnie nie wyglądają - lub, jak kto woli, wyglądają jak spalone nóżki kurczaka ale cały talerz dosłownie wsiąkł podczas imprezy urodzinowej

Składniki:

- batony bounty - tyle ile chcecie
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 225 ml wody gazowanej
- 150 g mąki pszennej
- 1 olej do smażenia 

Przygotowanie:

Do miski wlewam wodę, dodaję łyżkę proszku i mąkę. Mieszam do uzyskania jednolitej konsystencji. Ciasto ma być podobne do tego na naleśniki. Olej rozgrzewam, na talerzu kładę ręcznik papierowy, który pochłonie nadmiar tłuszczu. Batony topie w misce z ciastem a następnie wrzucam na gorący olej, smażę dosłownie 1 minutę. Sami zresztą zobaczycie po topiącej się czekoladzie. 






wtorek, 10 września 2013

Ha! Jan Niezbędny i rękawiczki winylowe.

Wiem, że te rękawiczki stały się moim znakiem rozpoznawczym podczas konkursu BlogerChef. Lubie je bo są delikatne i... nie śmierdzą. Tak, chodzi mi o ten zapach gumy kiedy ściągacie rękawiczki po sprzątaniu czy gotowaniu. Ostatnio wymyśliłam sobie, że przecież mogę sprzątać i jednocześnie pielęgnować dłonie. Mama zawsze mi mówiła, żebym sobie robiła kompresy z kremu na noc żeby mieć gładkie dłonie. Kto by słuchał Mamy co? I miał na to czas... A jednak, tym razem rękawiczki wypełniłam kremem. Efekt był genialny.  Sami spróbujcie. 





poniedziałek, 9 września 2013

Można? Można. Genji Premium Sushi!

Nie wiem kto rozsiewa plotki o tym, że w Genji Premium Sushi nie ma dobrego jedzenia. Wiem za to, że ktoś Was strasznie okłamał. Dania są wyśmienite, karta fascynująca a wnętrze - jak to w Krakowie - w piwnicy, niemniej jednak jasne i przyjemne. Przynajmniej ja tak lubię. Było to pierwsze sushi, w którym nie usiedliśmy przy barze, a przy stoliku. Dlaczego? Bo menu jest tak ciekawe, że bez zadawania pytań zagłębiliśmy się w jego konsumowanie. 

Dania na talerzu są kolorowe, pięknie podane, aromatyczne, pełne smaku. Dużo sosu, który uwielbiam, ciekawe rozwiązania i pozycje, jakich nie ma nigdzie indziej. Na przykład japońskie nachos (18 zł)! Mielony tuńczyk w marynacie z avocado podany w kształcie kulki z nachos na około. O jej jakie to było pyszne!! Do tego Genji Tapas (26 zł) czyli tuńczyk na bagietce z sosem. Można zacząć kolacje w sushi z pomysłem? Można! Tradycyjnie spróbowałam zupy Miso (5 zł). Miałam ochotę nie tylko na sushi a na normalny, ciepły, azjatycki obiad. W karcie menu Genji Sushi jest duży wybór dań. Pomiędzy kaczką i kurczakiem, wybrałam wołowinę na chrupiąco w słodko-kwaśnym sosie (39 zł) z ryżem oraz krewetki smażone na maśle z warzywami (45 zł). Wołowina w panierce podobnej do tempury tonęła w sosie. Być może dla niektórych to minus ale kto lubi kuchnię azjatycką wie, że słynie ona z aromatów i absolutnej bomby przypraw i to właśnie miałam na talerzu. Poezja. 

Szefem Kuchni jest Koreańczyk z dużym poczuciem humoru i niekończącą się wyobraźnią. W karcie znajdziecie potrawy z przymrużeniem oka. American pie roll (35 zł) - tuńczyk, maślana, łosoś, halibut, surimi, ogórek, całość zapieczona w tempurze. O jezusie jakie to było dobre! Rozbawiona nazwami zamówiłam Coca-cola roll (26 zł) czyli węgorza na słodko. Prawdziwy dylemat miałam pomiędzy French Kiss a Playboy Roll (42 zł). Jednak moja słabość do króla najseksowniejszych kobiet świata wzięła górę: kremowy serek, lekko pikantny tuńczyk, węgorz i chrupiąca posypka, podane w kwadratowych rolkach rozwaliły mój system. Ukoronowaniem tej degustacji był Fire Volcano Roll (45 zł) czyli zestaw moich ulubionych owoców morza: tuńczyka, łososia, maślanej, halibuta i krewetki z ogórkiem, surimi w marynacie i chrupiącą posypką. 

Myślałam, że po wizycie w najlepszych suszarniach w Krakowie ciężko będzie mi pisać o kolejnych. Myliłam się. Moja lista top sushi znacznie się powiększyła i niezmiernie się cieszę, że w każdej z przeze mnie odwiedzonych możecie znaleźć coś innego, coś autorskiego. Zapraszam Was do Genji Premium Sushi, na Dietla 55.







piątek, 6 września 2013

List do J.

Kochany Janku!

     Od zakończenia wakacji minęło parę dni, a ja wciąż wracam we wspomnieniach do wspólnie spędzonych chwil. Było naprawdę cudownie. Stałeś się niezastąpionym kompanem w plenerowych piknikach, domowych imprezach i w niedzielingu przy grillu. Zwłaszcza, że ten ostatni, dla urody jest jak znalazł! 

Sama już nie wiem, co bym zrobiła bez Twoich worków na śmieci! Gdyby nie Twoja pomoc utonęła bym po imprezie urodzinowej w stercie butelek. Byłeś dla mnie wielkim wsparciem w gotowaniu dla tabunu gości, którzy przewinęli się tego dnia. Bez zestawu do pieczenia moja tarta nie miała by szans... 

       Letnie miesiące obfitowały w wydarzenia, byłeś dla mnie inspiracją do całkiem nowych, nie odkrytych smaków. Rękawiczki winylowe, które mi podarowałeś znalazły całkiem nowe przeznaczenie - nie tylko świetnie nadawały się do stworzenia własnego, małego ogródka z ziołami  ale także miały  właściwości pielęgnacyjne! Jak ja tęsknię za tymi beztroskimi chwilami spędzonymi na świeżym powietrzu! Dzięki, że zabrałeś ze sobą zestaw jednorazowy, zawsze milej siedzieć na trawie z zielonym obrusem i talerzami - nawet plastikowymi. A jaka wygoda.

          Janku, to już koniec wakacji ale wierzę, że nasza znajomość przetrwa kolejne miesiące. Nie mogę się już doczekać naszych kolejnych kulinarnych przygód, szalonych imprez i chwil relaksu. Do zobaczenia!


Twoja,


A BITE TO EAT.