niedziela, 20 października 2013

Wesele w drugiej odsłonie: fryzura nie musi być koszmarem.

Zielonki, czwartek wieczór, dwa dni do ślubu. Oczywiście wcześniej nie miałam głowy do tego by zająć fryzurą. Cała ja. 

Matt męczył się nad moja próbną fryzurą dobre parę godzin. Dwoił się i troił, przebierał nogami, mężnie znosił moje grymasy. Upinał, zaczesywał, skręcał, modelował koki. 

Prawdziwe pole bitwy zaczęło się gdy pojawiła się moja Mama. Ona pamiętała mnie ze studniówki, z upiętym kokiem i lakierem, który w ówczesnych czasach spajał włosy na tydzień. Nie powiem, nie wyglądało to źle ale umówmy się - ja i kok, dziś? Dej żyć :) I chociaż  przez chwilę dałam się omotać wizji, że "tak spięte włosy nosi się tylko przy wyjątkowych okazjach", to jednak głos mojego narzeczonego przesądził o tym, co finalnie znalazło się na mojej głowie. Zresztą cała czwórka była zdania, że wyszło perfekcyjnie. 

Geneza tej fryzury była banalna. Zmęczony Matt, załamana moja Mama i Ja: "a nie możesz tak tego tu na bok i poskręcać żeby trochę wystawało i już?". "Mogę" - powiedział i zrobił. I wyszło pięknie. W dniu ślubu udoskonalił swoje upięcie, uczesał moją Mamę i moją druhnę - Anię. Wyglądałyśmy jak z pod igły! 

Zaufany fryzjer to spokojna Panna Młoda i uczesane pół rodziny. Nie tylko przed ślubem ale podczas wesela. Fajnie jest mieć próbną i właściwą fryzurę w domu i nie martwić się, że zaraz zamkną salon albo, że jest obsuwa? Fajnie. Ile znacie fryzjerów, którzy przyjdą na wesele po to by pomóc poprawić Ci fryzurę po zdjęciu welona? Ha! Ja znam Matta i szczerze go Wam polecam. Bliżej możecie go poznać dzięki blogowi, który prowadzi: CityMatt. Tam znajdziecie również namiary na niego i podejrzycie kilka fot z jego realizacji.  









fot. Bartek Wąsik
nightriderdtm@gmail.com











2 komentarze: