sobota, 30 listopada 2013

Rolada z indyka w szynce parmeńskiej z farszem z bakali i migdałów w akompaniamencie oleju rzepakowego


Chyba bardziej już świątecznie być nie może :)) Olej rzepakowy jest naturalnym źródłem kwasów omega - 3 i dlatego użyłam go w przepisie. Niech to będą też zdrowe święta! 





-  1 opakowanie morele suszone bez pestek
-  1 opakowanie żurawiny
-  1 opakowanie płatki migdałów
- 1/2 łyżeczki pieprzu ziarnistego
- 2 ząbki czosnku
- 2 opakowania szynki parmeńskiej
- 4 łyżki oleju rzepakowego 
- 1 opakowanie kandyzowanej skórki pomarańczowej
- jajko
- 1/2 łyżeczki cynamonu
- 1 łyżka masła
- 1/4 szklanki białego wina
- 1/4 szklanki soku z pomarańczy


Nadzienie:

Pokrojone suszone morele, skórka pomarańczowa, masło, cynamon, 2 łyżki wina, 2 łyżki soku z pomarańczy i żurawinę wrzucam do rondelka, mieszam aż składniki się połączą a wino zostanie wchłonięte. Płatki migdałów miele lub ucieram i łącze z jajkiem. Kiedy farsz z rondelka ostygnie, łącze wszystko razem.

Indyka rozbijam na cienko, nacieram olejem rzepakowym solą, czosnkiem i pieprzem. Kładę na nim nadzienie i zawijam w roladkę, spinam wykałaczką. Okładam szynką parmeńską i zwizuję sznurkiem. Tak przygotowaną roladkę wkładam do naczynia żaroodpornego nasmarowanego oliwą i wlewam pozostałą ilość wina i soku z pomarańczy. Piekę w 180 stopniach przez 45 minut. Po tym czasie, mięso odkładam na 15 minut aby odpoczło, wyjmuje wykałaczki i sznurek, kroje na rolady. Pozostały sos z naczynia żaroodpornego, jeżeli jest za rzadki to gotuje w rondelku aż nieco się zredukuje i polewam nim mięso. Podaję z łódeczkami z ziemniaków. 





 










czwartek, 28 listopada 2013

El Toro. To, co w Hiszpanii najlepsze.

Plac Wolnica jest dla mnie fascynującym miejscem. Jest jakby inną czasoprzestrzenią, niezależną od pozostałej części Kazimierza. Bardzo lubię ten rejon chociaż nikt z moich znajomych się tam nie zapuszcza i za każdym razem kiedy pada hasło: ul. Mostowa, ul. Bocheńska wszyscy marszczą czoło próbując umiejscowić sobie te dwie ulice. Bo przecież dzwoni tylko nie wiadomo, w którym kościele.

Plac Wolnica w ciągu ostatniego roku przeszedł ogromną przemianę. Jedne knajpki upadły, w ich miejsce powstały kolejne. Niektóre sklepy wyemigrowały na sąsiadującą ulice Józefa, inne jak Opa & Company poszerzyły swój asortyment. Zniknęła Cafe Culca - ostoja mam i dzieci, za to Kładka Bernatka wyładniała zwłaszcza wieczorową porą. Największą jednak zmianę przeszedł chyba jedyny lokal, o którym wszyscy wiedzieli, że jest właśnie tam. Horai. W jego miejsce powstała kuchnia nowa, kuchnia niespopularyzowana w Krakowie, kuchnia, w świadomości której poświęcenie czasu na przygotowanie i spożywanie posiłku jest jak amen w pacierzu. Kuchnia hiszpańska skrywająca się za logo byka i nazwą EL TORO.

Chociaż miejsce z początku onieśmiela: sprawia wrażenie wykwintnego, głównie za sprawą schludnie nakrytych stołów i przyciemnionego oświetlenia. Nie spodziewajcie się ferii barw i złotego piachu pod stopami. To wnętrze jest wyciszone, monochromatyczne,  gdzieniegdzie przełamane kolorem - głównie jednak jedzeniem. Bardzo przyjazna i profesjonalna obsługa staje się Twoim przewodnikiem, towarzysząc ci od drzwi i w każdym momencie zamówienia. Od wyboru wina do dań - zdałam się całkowicie na kelnera, który nas obsługiwał, przez wybór tapas, których jest mnóstwo, po filetowanie ryb na Waszych oczach. Poziom wyszkolenia pracowników, ich zaangażowanie w obsługę i zainteresowanie tym, co serwują, stawia wysoką poprzeczkę pozostałym restauracją. I mimo tego, że nie jesteśmy przyzwyczajeni do wybierania dań z lady, to dla mnie taka forma prezentacji ma wielkie plusy. Po pierwsze widzę co mogę zjeść. Nie kiwam w zadumie głową nad podaną obcojęzyczną nazwą udając, że wiem o co chodzi. Nie wiem, bo tapas w Polsce nie są popularnym elementem kulinarnym i fajnie zobaczyć oraz usłyszeć od kelnera, co to danie zawiera, przyjrzeć mu się zanim zdecydujemy o tym, że ma wylądować na naszym stole. Zwisające z sufitu szynki, wystawione na ladzie tapas i butelki ze złotą oliwą zaostrzają apetyt. 

Podobnie jak czekadełko, które tylko rozbudziło chęć poznania sekretów tej kuchni. Na chwilę mogłam zapomnieć o tym, że za oknem jest szaro i zimno. Gorący temperament kucharza, który jest Baskiem dało się odczuć w serwowanych daniach. Pintxos (12 zł) ze schabem, kaczką i polędwicą na słodko podane w formie ciepłych grzanek oraz tapas z owoców morza - kraba, krewetki, ośmiornicy, mula były - jak się okazało - grą wstępną. Na etapie zup byłam już zakochana po uszy w kucharzu i do dziś wzdycham na samą myśl o Kremie pieczarkowym z chlebem i szynką Iberyjską (12 zł). W ramach ciekawostki powiem Wam, że owa szynka powstaje ze świni karmionej żołędziami. Warto poczytać o tym, jak ona powstaje aby docenić fakt, że możemy ją spróbować właśnie tu, na Placu Wolnica.  

Moje ślinianki zaczynają nadprodukcję ślinotoku kiedy wracam pamięcią do Aromatycznej Zupy Kastylijskiej (12 zł). Nie wiem, kto, nie wiem jak wymyślił tą zupę ale jest fantastyczna! Nie pamiętam kiedy ostatnio zupy wprawiły mnie w takich zachwyt. A ponieważ uwielbiam je robić, wyprosiłam przepis żeby móc co jakiś czas rozpieszczać się smakiem chorizo, przysmażonym czosnkiem, jajkiem i grillowanym pieczywem namokniętym esencją rosołu. Prostota, klasyka można by rzecz a wrażenie kulinarne nieprzeciętne. 

Jedząc w El Toro musicie zdawać sobie sprawę z tego, że produkty importowane są z Hiszpanii. To żmudna procedura, nie należąca do najtańszych ale u podwalin tego miejsca leży przesłanie aby nie iść na kompromisy. Aby dać ludziom możliwość skosztowania chociaż w minimalnie autentycznym stopniu tej aromatycznej kuchni. Aby rozkoszować się tą bryzą morską kiedy pochłaniasz grillowaną ośmiornicę (32 zł). Takiej sztuki moi drodzy Państwo w Krakowie to ja nie jadłam. Rzec by się chciało, że w porównaniu do tej z El Toro to popierdułki były a nie ośmiornice. Ostatnio taką jadłam w Kenii, świeżo wyłowioną, z dziobem jak papuga i mackami co mi się do palców poprzyklejały a były jak moje dwa razem wzięte paliczki. I co z tego, że rodowód ma niemiecki ta ośmiornica a nie hiszpański. Ważne, że jest proszę ja Was świeże i jest co zjeść, i polubić można jeśli wcześniej było się na "nie". Bo owoce morza w El Toro są onieśmielające. Dorada w soli (38 zł) zachwyciła mnie sposobem podania - wspominanym wcześniej filetowaniem przy stoliku. Przyjeżdża wózeczek z kopką soli, kelner elegancko rozbija go a tam delikatna, pachnąca dorada. I dla takich leniwców jak ja, co lubią ryby ale ości nie bardzo to danie idealne, bo ktoś za Ciebie - brzydko mówiąc - odwala brudną robotę abyś mógł cieszyć się niezakłóconym smakiem rozpływającej się w ustach ryby. 

Stek z polędwicy wołowej po hiszpańsku z pieczonym ziemniakiem i warzywami (65 zł) miał dobre 5 cm soczystego mięsa, zrobionego na medium rare (o sposobach wysmażenia uczyliście się ze mną podczas warsztatów w Moo Moo) i był ucztą dla mięsożercy, niestety nie pozwalającą skosztować już deserów. Zabrakło miejsca w brzuchu przez tyle fantastycznych możliwości kulinarnych jakie oferuje to miejsce. El Toro to perełka na kulinarnej mapie Krakowa. Ciesze się, że jest hiszpańska i że narodziła się z miłości do tego kraju i pasji do jedzenia. Jedzenia kolorowego pełnego czosnku, papryki i pomidorów. Oliwy z oliwek, cebuli, ziemniaków i fasoli. Jedzenia roześmianego, pachnącego , cieszącego oczy i kubki smakowe. I pysznego wina!


Kamień do pizzy

Moja przygoda z ekspertami od kamiendopizzy.pl zmieniła całkowicie postrzeganie domowej pizzy, zmieniając również całkowicie jej smak. 


Zaczęło się od tego, że podczas moich poszukiwań pizzy idealnej i głowienia się dlaczego to ciasto nie wychodzi mi takie, jak w restauracjach tylko mokre i mniej chrupiące, trafiłam na stronę kamiendopizzy.pl Słyszałam wcześniej i czytałam o kamieniu do pizzy, nie bardzo chciałam wierzyć, miałam też spore wątpliwości, który kamień zakupić żeby faktycznie miało to sens. I tu znalazłam wszystkie odpowiedzi. Sklep spodobał mi się przede wszystkim dlatego, że w całości poświęcony jest tematyce pizzy. Znajdziecie w nim nie tylko duży wybór kamieni i akcesoriów do pizzy ale także mąkę, szereg przepisów i porad, dzięki którym Wasza domowa pizza będzie jak restauracyjna.

No dobra ale o co z tym kamieniem chodzi? Właściwości kamienia do pizzy,  to przede wszystkim wchłanianie wilgoci z ciasta. To gwarantuje Ci, że spód Twojej  pizzy będzie zawsze dobrze zarumieniony  i odpowiednio kruchy.  Wykonany jest z materiału o nazwie szamot i ma 2 cm grubości, co powoduje, że po nagrzaniu w wysokiej temp. długo utrzymuje ciepło. To wszystko sprawia, że pizze pieczemy przez 5 minut! Utrzymanie czystości kamienia jest równie proste. Myje się go bez użycia detergentów. Po prostu. I najważniejsze pytanie. Ile to kosztuje. Tu Was zaskoczę. Taki zestaw jak mój, czyli kamień + 2 łopatki kosztuje 89 zł. Oczywiście na stronie kamiendopizzy.pl znajdziecie cennik na poszczególny asortyment. Można kupić kamień już za 59 zł. Do tego specjalna mąka 5 zł i możecie cieszyć się domową pizzą jak z prawdziwej restauracji.


Kuskus z kurczakiem, oliwkami i fetą

Postanowiłam wykorzystać woreczki z "Pomysłu na..." marki Winiary w nieco inny sposób! Mieszanki przypraw, do których dołączone są woreczki zawsze się przydadzą do innego dania a woreczki mają idealną wielkość do przygotowania kuskusu w piekarniku. Sama byłam zaskoczona tym, co z tego kreatywnego gotowania wyszło :)



Składniki (2 porcje):

- 1 opakowanie kaszy kuskus marki Kupiec
- 2 piersi z kurczaka
- 2 woreczki z Pomysłu na... marki Winiary
- 1 czerwona papryka
- 1 czerwona cebula
- garść czarnych oliwek
- łyżeczka kaparów
- garść suszonych pomidorów
- ser feta
- 1 łyżka przyprawy indyjskiej curry
- 1 łyżeczka kurkumy
- 1 łyżeczka soli i pieprzu
- 1 łyżeczka kolendry
- 1 ząbek czosnku
- 2 cm korzeń imbiru
- oliwa z oliwek
- olej
- 1/2 szklanki wody lub białego wina

Przygotowanie:

Wszystkie składniki kroję w paski. Do miski wsypuje kuskus dodaję do niego około 2 łyżki oliwy i oleju i mieszam palcami aż zrobi się mokry. Jeżeli jest za suchy, dodaje więcej oliwy. Następnie wsypuje do niego przyprawy, czosnek, imbir i suszone pomidory. Mieszam. Do woreczka wrzucam kuskus, dodaję paprykę, cebulę, oliwki, kapary, kurczaka. Dolewam wina, zamykam szczelnie woreczek. 1 woreczek to 1 porcja, więc czynność powtarzam. Woreczki wsadzam do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i piekę około 30 minut. Po wyjęciu na talerz, rozcinam woreczek, wysypuje zawartość i dodaję pokrojony w kostkę ser feta. 

środa, 27 listopada 2013

Pomysł na.... soczystą karkówkę

Składniki:

- 2 ząbki czosnku
- 1 czerwona cebula
- 2 łyżki kolorowego pieprzu
- Pomysł na soczystą karkówkę Winiary
- 2 łyżki oliwy z oliwek
- karkówka 
- 1,5 łyżki majeranku
- pół szklanki czerwonego wina

Przygotowanie:

Karkówkę kroję w plastry około 1 cm grubości. Nacieram oliwą, czosnkiem, majerankiem, pieprzem i przyprawą Pomysł na soczystą karkówkę Winiary. Wkładam ją do woreczka i dolewam wina. Dodaję pokrojoną na piórka cebulę. Piekę w 200 stopniach przez około godzinę. Podaję z kaszą i kiszonym ogórkiem. 




Nadziewane bagietki śniadaniowe

Za oknem na minusie więc na dzień dobry treściwe śniadanie.

Składniki:

- 1 papryka
- 1/2 czerwonej cebuli
- 1 laska kiełbasy
- 1 ser mozzarella
- 1 czosnek
- 3 bagietki

Przygotowanie:

Paprykę, cebulę, czosnek i kiełbasę kroję w kostkę i przysmażam na patelni. Bagietkę nacinam wzdłuż i wydrążam w niej dziurę. Faszeruje podsmażonym farszem z patelni, na wierzch kładę ser i zapiekam w 180 stopniach przez 10 minut. 


wtorek, 26 listopada 2013

Kajzerki

Przechodzę nową, kuchenną fascynację w postaci własnego pieczywa. Pożyczyłam od brata maszynę do wyrabiania chleba, u Marty zamówiłam zakwas, uzbroiłam się w przepisy po zęby i przerabiam Zielonki Mansion na piekarnię. Zaczęłam od kajzerek, które mój mąż pochłonął mówiąc przy tym zwięźle: "jaram się". Ja też się jaram :)



Składniki:

- 420 gram mąki pszennej
- 240 ml wody 
- 1 i 1/2 łyżki soli
- 2 łyżki cukru
- 1 łyżka oleju
- 18 g drożdży mokrych

Przygotowanie:

Do maszyny wrzucam kolejno: wodę, olej, sól, cukier, drożdże na końcu mąkę. Maszyna wyrabia ciasto przez 15 minut. Po tym czasie dzielę je na 8 równych części i odkładam na posypanym mąką blacie do wyrośnięcia na 45-60 minut. Po tym czasie wkładam do maszyny i piekę przez 20 minut na średnio rumiany kolor. 




poniedziałek, 25 listopada 2013

Konkurs! Opa & Company i Ja, szukamy najsmaczniejszych zimowych ciastek!

Pamiętacie moją wizytę w sklepie Opa & Company? Z pośród różnych, przecudnych przedmiotów zachwyciły i mnie i Was, piękne, kuchenne wagi... które dzisiaj możecie wygrać w moim konkursie! 

Zanim jednak przeczytacie dalej co należy zrobić aby wygrać, powiem Wam jeszcze, że ruszył internetowy sklep Opa & Company i jeżeli nie jesteście z Krakowa lub nie chce Wam się wybrać na ulicę Bocheńską 5, to możecie zamawiać  w nim wszystkie te cudeńka, o których Wam kiedyś pisałam. 



No już, już wiem - konkurs. Każdy z nas ma swoje ulubione, zimowe ciasteczka. Takie, o których przypominamy sobie właśnie wtedy, kiedy spadnie pierwszy śnieg! Podzielcie się ze mną oraz Opa & Company swoimi ulubionymi ciasteczkami a ten przepis, który skusi nas do wypróbowania go na klientach sklepu nagrodzimy kuchenną, różową, vintage wagą! Tak, taką jak na zdjęciu! 

Co należy zrobić:

1. Wziąć udział w konkursie pomiędzy 25.11 a 14.12.
2. Przygotować przepis na zimowe ciasteczka wraz ze zdjęciem.
3. Na zdjęciu powinna się pojawić karteczka z napisem: "Konkurs Opa & Company i A BITE TO EAT".
4. Opublikować przepis na swoim blogu lub FP na FB. 
5. Pod TYM wpisem konkursowym zamieścić link do swojego, konkursowego wpisu.
6. Nie musisz prowadzić bloga kulinarnego aby wziąć udział w konkursie. 

Będzie nam bardzo miło jeżeli polubicie nasze FanPage:

https://www.facebook.com/abitetoeatpl
https://www.facebook.com/Opaandco?fref=ts

Z pośród wszystkich przepisów jury w składzie Ja oraz ekipa z Opa & Company wyłonimy zwycięzcę. Zgłoszenie przepisu do konkursu jest równoznaczne z zaakceptowaniem regulaminu. 



Regulamin konkursu 

1. Organizatorem konkursu i sponsorem nagród jest Opa & Company ul. Bocheńska 5 LU 3 31-061 Kraków.
2. Konkurs prowadzony jest na stronie www.abitepl.blogspot.com, zwany dalej blogiem.
3. Konkurs rozpoczyna się 25.11.2012 a kończy się 14.12.2012 o godzinie 23:59 (zwany dalej "terminem konkursu").
4. Celem zapewnienia prawidłowej organizacji, przebiegu i wyłonienia zwycięzcy zostanie powołana przez organizatora dwuosobowa komisja w składzie:
a) Anna Stanek
b) Ola Koperda
5. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone na blogu nie później niż 4 dni robocze po zakończeniu terminu konkursu.
6. Zasady konkursu:
a) W konkursie mogą wziąć udział wszystkie osoby, które prowadzą bloga lub Fan Page, zwane dalej "Uczestnikiem"
b) Zadaniem uczestników jest przygotowanie słodkich ciasteczek oraz umieszczeniu na zdjęciu karteczki z napisem "Konkurs Opa & Company i A BITE TO EAT".
c) Zdjęcia wraz z przepisami należy opublikować pod tym wpisem
d) Organizator zastrzega sobie prawo do publikowania wybranych zdjęć i przepisów nadesłanych na konkurs na blogu: www.abitepl.blogspot.com oraz na FanPage 
e) Prace nadesłane po terminie konkursu nie będą brały w nim udziału
f) Uczestnik, który prześle zdjęcie i przepis oświadcza, że jest ich autorem i wyraża zgodę na publikowanie swoich prac na potrzeby konkursu
g) Autorzy zdjęć i przepisów zachowują w pełni prawa autorskie odnośnie przesłanych materiałów
h) O wygranej informujemy poprzez publikację listy zwycięzców w treści konkursu. Zwycięzcy otrzymują odpowiednio: 1 miejsce: waga kuchenna
i) Zwycięzcy są zobowiązani przesłać swoje dane teleadresowe w przeciągu 14 dni od publikacji wyników. W/w dane są potrzebne jedynie do wysłania nagród, nie będą rozpowszechniane  ani wykorzystywane w żaden inny sposób.
j) Niedopuszczalne jest nadyłanie pracy osób trzecich oraz używanie zdjęć nie będących autorstwa osoby nadsyłającej swoje prace
k) Przesyłki z nagrodami z konkursów internetowych są wysyłane kurierem wyłącznie na terenie Rzeczypospolitej Polskiej. W przypadku zwrotu nagrody do nadawcy, nagroda nie jest ponownie wysyłana.
l) Jeden uczestnik może nadesłać maksymalnie dwa przepisy. 
7. Przystąpienie do konkursu równoznaczne jest z akceptacją przez uczestnika regulaminu konkursu w całości. Uczestnik zobowiązuje się do przestrzegania określonych w nim zasad, jak również potwierdza, iż spełnia wszystkie warunki, które uprawniają go do udziału w Konkursie.
8. Uczestnik konkursu, który nie spełni warunków określonych w regulaminie traci prawo do ewentualnej nagrody.
9. Organizator oświadcza, że wartość każdej z nagród przewidzianych w ramach niniejszego konkursu nie przekracza kwoty 760 PLN netto, o której mowa w art. 21 ust.1 pkt 68 ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osob fizycznych ( Dz. U. z 1993r. Nr 90, poz.416 z późn. zm.), a więc nagrody te wolne są od podatku dochodowego.
10. Konkurs nie jest grą losową w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach losowych i zakładach wzajemnych.
11. Regulamin dostępny będzie na www.abitepl.blogspot.com oraz w siedzibie Organizatora.
12. W sprawach nieuregulowanych niniejszym regulaminem zastosowanie będą miały przepisy prawa polskiego. 

sobota, 23 listopada 2013

Drugie, ekstrawaganckie warsztaty w Moo Moo Steak & Burger Club

Pamiętacie moją pierwszą relacje z warsztatów o stekach w Moo Moo? Tym razem było równie przyjemnie, na luzie i bardzo ekstrawagancko. Dlaczego? Po pierwsze za sprawą oryginalnego połączenia smaków. Burger z camembertem i gruszką? Niebo w gębie! Po drugie dzięki połączeniu kulinarnych pasji Moo Moo z Zen Sushi Bar

Słyszeliście kiedyś o riseburgerze lub namenburgerze? Nie? Ha! Przychodząc na warsztaty do Moo Moo Stek & Burger Club nie tylko dowiecie się o praktycznej stronie zastosowania mięsa wołowego. Będziecie mieli okazję spróbować ciekawych połączeń kulinarnych, które poszerzą na pewno Wasze horyzonty smakowe. Do tego spróbujecie wyselekcjonowanych win ale przede wszystkim, złamiecie kulinarne granice dzięki właśnie takim niekonwencjonalnym, kuchennym duetom. 

Jeżeli przegapiliście drugie warsztaty to zdradzę Wam kilka istotnych szczegółów dotyczące burgera idealnego. Szef Moo Moo uświadomił mi, że moje burgery to... sznycle. Nie śmiejcie się! Wbijacie jajko do mięsa? No właśnie. Nie powinno się tego robić. Wiem, że białko działa jak klej i spaja mięso ale w prawdziwym burgerze ma go nie być. Wystarczy mięso uformować w kulkę, jeżeli się rozlatuje to rzucić nim o blat z półmetrowej odległości, ewentualnie dodać trochę tłuszczu. Ale koniec z jajkiem! O bułce tartej też zapomnijcie! A przede wszystkim burger to mięso wołowe. Żadne inne. Warto poświęcić trochę czasu na zmielenie kawałka wołowiny w zaciszu domowym. Będziecie wtedy mięli pewność, że Wasze mięso nie zawiera domieszki wieprzowego i jest najlepszego gatunku. I kolejny zgrzyt. Smażenie. Nigdy na tłuszczu. ŻADNYM. Po prostu na patelni grillowej lub zwykłej. Ale bez tłuszczu. Smażymy po 1-2 minuty z każdej strony. A co z tą bułką? I tu też zaskoczenie. Bułka ma być lekko słodkawa. Najlepiej kupować takie, które przeznaczone są już pod burgery.

W temacie dodatków istnieje pełna dowolność za jednym wyjątkiem. Cebula. Nigdy surowa. Należy ją zeszklić na masełku. Eksperymentujcie bo burger to nie tylko cebula, ogórek i sałata. Ja przekonałam się, że dodatek gruszki czy karmelizowanej cebuli czyni w burgerze cuda! O innych połączeniach odkrytych dzięki wizycie w Moo Moo przeczytacie w mojej recenzjiI co? Wiedzieliście o tym wszystkim? 

Okazuje się, że do burgerów znakomicie pasują Urugwajskie wina. Degustacje przeprowadził Michał Stępień z Domu Wina, który skupił się głównie na praktycznej części swojego pokazu, co nie ukrywam sprawiło mi niezwykłą przyjemność. 

Ale co z tym riceburgerem? Podobno świat na jego punkcie oszalał. Ekipa suszimasterów z Zen i Tao zaserwowała nam ryż i makaron, uformowany w taki sposób, że zastępował bułkę. Dostaliśmy dodatki i sami skomponowaliśmy swoje burgery. Było to ciekawe doświadczenie, niemniej jednak pozostanę przy klasyce. Myślę, że riceburgery znajdą fanów wśród dietetyków, ja nad kilogramy przekładam miłość do jedzenia.

Warsztaty w Moo Moo Steak & Burger Club są moimi ulubionymi. Atmosfera jest naprawdę genialna, Beata - organizatorka, zawsze uśmiechnięta a Szef Kuchni chętnie dzieli się swoją wiedzą. Tematyka zawsze ciekawa a poszerzenie warsztatów o degustacje wina czy zajęcia praktyczne, które są na luzie, to bardzo fajny pomysł. Nie mogę się doczekać kolejnych i uczulam Was, żebyście tym razem ich nie przegapili i uczestniczyli razem ze mną! 




Kozi omlet z czerwoną cebulką

Uwielbiam sery kozie. Te z firmy Danmis  pokochałam od pierwszego kęsa. Są delikatne i jeżeli kiedykolwiek wydawało się Wam, że nie lubicie serów kozich to namawiam Was do skosztowania właśnie tych. Jeżeli nie jesteście przekonani, wypróbujcie jednego z moich przepisów.

Składniki:

- 1/2 czerwonej cebuli
- 2 jajka
- miód
- ser kozi Danmis w plastrach

Przygotowanie:

Cebulę kroję w kostkę i podsmażam na oliwie z oliwek. Jajka rozbijam i mieszam widelcem na masę a następnie wylewam na patelnię. Jak omlet się zetnie kładę na nim plasterki sera koziego i polewam miodem. Składam na pół i podgrzewam jeszcze trochę na patelni. 


piątek, 22 listopada 2013

Makaron z owocami morza z cytrynową nutą


Składniki:

- 200 g ryby (dowolnej)
- 100 g kalmarów
- kilka krewetek
(lub mieszanka owoców morza)
- 1 cytryna
- 2 cm korzenia imbiru
- 1 ząbek czosnku
- łyżeczka kolendry
- łyżeczka kaparów
- 1/2 łyżeczki mielonej papryki chili
- 1/2 łyżeczki przyprawy Fish masala
- 150 ml białego wina
- oliwa z oliwek
- sól, pieprz

Przygotowanie:

Cytrynę obieram ze skórki. Skórkę koję na cienkie plasterki a środek na kwadraty. Odcedzam sok i wsadzam do kubeczka, zalewam oliwą z oliwek. Pokrojoną skórkę gotuję 3 razy w zimnej wodzie aby pozbyć się smaku goryczy. Na patelnię ustawioną na mały ogień, wlewam oliwę z oliwek, dodaję starty imbir i czosnek. Kolendrę ucieram, dodaję do oliwy razem z papryczką chili, kaparami, cytryną, skórką i Fish masala. Wrzucam owoce morza i zalewam winem. Duszę pod przykryciem aż owoce morza zrobią się miękkie. W między czasie gotuję makaron (dowolny) i kiedy jest prawie al dente przekładam go na patelnię i pozwalam mu dojść pod przykryciem. Podaję ze startym parmezanem. 

czwartek, 21 listopada 2013

Książka kulinarna BlogerChef już w sprzedaży!

Po powrocie z krótkiego ale intensywnego urlopu czekała na mnie niespodzianka. Książka BlogerChef! Wreszcie mogłam wziąć ją do ręki, przejrzeć przepisy wszystkich półfinalistów, te przegapione - kiedy byłam zajęta walką z własnymi daniami, i te, które mnie zachwyciły bo miałam okazję ich kosztować. Znajdziecie też moje przepisy, całą moją drogę od półfinału na Zamku w Dubiecku po drugie miejsce w finale! 

Będziecie zaskoczeni jak bardzo nasze przepisy są kreatywne! W książce znajdziecie tak naprawdę duszę każdego z nas, przepisy są starannie wybrane, stanowią przekrój kuchni świata i ich interpretacji. Dla mnie jest to olbrzymie wyróżnienie i osiągnięcie.

Książka jest bardzo ładnie wydana, twarda oprawa, poręczny format. Zdjęcia duże, ciekawa grafika, kilka informacji o autorach i pomocnych uwag. Będzie świetnym prezentem Mikołajkowym bo jej cena to 49,90 w sieciach EMPIK. Plusem jest na pewno to, że nie zamyka się w jednym temacie kulinarnym, jak to zazwyczaj z książkami jest. Każda strona to zaskoczenie a jest ich 223! Znajdziecie ją również w innych księgarniach, dumnie spoglądającej na Was z półki. Szukajcie żółtego fartucha na okładce!