sobota, 23 listopada 2013

Drugie, ekstrawaganckie warsztaty w Moo Moo Steak & Burger Club

Pamiętacie moją pierwszą relacje z warsztatów o stekach w Moo Moo? Tym razem było równie przyjemnie, na luzie i bardzo ekstrawagancko. Dlaczego? Po pierwsze za sprawą oryginalnego połączenia smaków. Burger z camembertem i gruszką? Niebo w gębie! Po drugie dzięki połączeniu kulinarnych pasji Moo Moo z Zen Sushi Bar

Słyszeliście kiedyś o riseburgerze lub namenburgerze? Nie? Ha! Przychodząc na warsztaty do Moo Moo Stek & Burger Club nie tylko dowiecie się o praktycznej stronie zastosowania mięsa wołowego. Będziecie mieli okazję spróbować ciekawych połączeń kulinarnych, które poszerzą na pewno Wasze horyzonty smakowe. Do tego spróbujecie wyselekcjonowanych win ale przede wszystkim, złamiecie kulinarne granice dzięki właśnie takim niekonwencjonalnym, kuchennym duetom. 

Jeżeli przegapiliście drugie warsztaty to zdradzę Wam kilka istotnych szczegółów dotyczące burgera idealnego. Szef Moo Moo uświadomił mi, że moje burgery to... sznycle. Nie śmiejcie się! Wbijacie jajko do mięsa? No właśnie. Nie powinno się tego robić. Wiem, że białko działa jak klej i spaja mięso ale w prawdziwym burgerze ma go nie być. Wystarczy mięso uformować w kulkę, jeżeli się rozlatuje to rzucić nim o blat z półmetrowej odległości, ewentualnie dodać trochę tłuszczu. Ale koniec z jajkiem! O bułce tartej też zapomnijcie! A przede wszystkim burger to mięso wołowe. Żadne inne. Warto poświęcić trochę czasu na zmielenie kawałka wołowiny w zaciszu domowym. Będziecie wtedy mięli pewność, że Wasze mięso nie zawiera domieszki wieprzowego i jest najlepszego gatunku. I kolejny zgrzyt. Smażenie. Nigdy na tłuszczu. ŻADNYM. Po prostu na patelni grillowej lub zwykłej. Ale bez tłuszczu. Smażymy po 1-2 minuty z każdej strony. A co z tą bułką? I tu też zaskoczenie. Bułka ma być lekko słodkawa. Najlepiej kupować takie, które przeznaczone są już pod burgery.

W temacie dodatków istnieje pełna dowolność za jednym wyjątkiem. Cebula. Nigdy surowa. Należy ją zeszklić na masełku. Eksperymentujcie bo burger to nie tylko cebula, ogórek i sałata. Ja przekonałam się, że dodatek gruszki czy karmelizowanej cebuli czyni w burgerze cuda! O innych połączeniach odkrytych dzięki wizycie w Moo Moo przeczytacie w mojej recenzjiI co? Wiedzieliście o tym wszystkim? 

Okazuje się, że do burgerów znakomicie pasują Urugwajskie wina. Degustacje przeprowadził Michał Stępień z Domu Wina, który skupił się głównie na praktycznej części swojego pokazu, co nie ukrywam sprawiło mi niezwykłą przyjemność. 

Ale co z tym riceburgerem? Podobno świat na jego punkcie oszalał. Ekipa suszimasterów z Zen i Tao zaserwowała nam ryż i makaron, uformowany w taki sposób, że zastępował bułkę. Dostaliśmy dodatki i sami skomponowaliśmy swoje burgery. Było to ciekawe doświadczenie, niemniej jednak pozostanę przy klasyce. Myślę, że riceburgery znajdą fanów wśród dietetyków, ja nad kilogramy przekładam miłość do jedzenia.

Warsztaty w Moo Moo Steak & Burger Club są moimi ulubionymi. Atmosfera jest naprawdę genialna, Beata - organizatorka, zawsze uśmiechnięta a Szef Kuchni chętnie dzieli się swoją wiedzą. Tematyka zawsze ciekawa a poszerzenie warsztatów o degustacje wina czy zajęcia praktyczne, które są na luzie, to bardzo fajny pomysł. Nie mogę się doczekać kolejnych i uczulam Was, żebyście tym razem ich nie przegapili i uczestniczyli razem ze mną! 




2 komentarze: