piątek, 1 listopada 2013

Eksperymenty w Papryczki 5.

Zanim zaczęłam pisać ten tekst sprawdziłam opinie w Internecie o miejscu, które odwiedziłam. Zazwyczaj tego nie robię ale przeglądając jedną z krakowskich grup kulinarnych rzuciła mi się w oczy dyskusja o tej restauracji.  Niedobre dania, opieszała obsługa, niemiły manager. Straszne rzeczy się naczytałam i zaczęłam się zastanawiać czy aby na pewno odwiedziliśmy tą samą restauracje?



Do miejsca zwanego Papryczki 5 wybrałam się w tygodniu pewnego ciepłego, jesiennego wieczora. W drzwiach przywitał mnie zapach pizzy. Uwielbiam go. Kojarzy mi się z ciepłem i przytulnością. Samo wnętrze mimo tego, że nie jest w moim typie - jestem fanką monochromatycznych wnętrz, gołego betonu i szkła - to nie odmówię mu przytulności. Lokal o dość sporych gabarytach, fajnie zagospodarowany, stoliki dające intymność - nie znoszę kiedy sąsiad zagląda mi w talerz. Gablotki wypełnione winem, ciężkie ozdobne żyrandole i gra światła, która dopełnia całość tworząc aurę komfortu. 

W karcie oprócz pizzy, znajdziecie sezonowe specjały, kuchnie włoską, europejską i marokańską. Jeżeli zadacie sobie trud na rozmowę z kelnerem dowiecie się, że Szef Kuchni eksperymentuje a sama restauracja stara się wyjść z zaszufladkowania i etykiety kuchni włoskiej, rozwinąć skrzydła o nowe propozycje. I to powinno Wam otworzyć umysł aby razem z Szefem Kuchni oddać się zmianą jakie on proponuje. Niektóre dania powaliły mnie na łopatki. 

Takim była Marsylska Zupa Rybna (19 zł). Coś niesamowitego! Idealny, delikatny bulion, z wyczuwalnym posmakiem ryb ale nie zabijający smaku przypraw z wielkimi kawałkami owoców morza. CUDOWNE! Kolejnym daniem, które mnie zachwyciło była przystawka Mozzarella di bufala z radicchio i pomidorami (21 zł). Kiedy ją zamawiałam nie byłam przekonana. Lubię bardziej treściwe przystawki, pewnie zauważyliście, że sałatki nie pojawiają się w moich kulinarnych przygodach. Jednak ten wyjątkowy włoski ser podbił moje podniebienie zwłaszcza, że był w asyście słodkawych pomidorków cherry, radicchio czyli cykorią włoską i pysznym pesto. Świeże pieczywko dopełniło mojego szczęścia na talerzu a lampka Proseco jako aperitif idealnie skomponował się z całością. 

Fajny był też tatar z łososia (18 zł) ponieważ nie był zbyt drobno pokrojony. To ważne, bo czasami zdarzało mi się jeść w restauracjach papkę. Wolę kiedy tatar z łososia, w przeciwieństwie do wołowego, nie jest zbyt drobno posiekany i przegryza się z kaparami, sokiem z cytryny, koperkiem - uwielbiam! Nigdy nie jadłam zupy z czosnku (9 zł) i chociaż wahałam się pomiędzy kremem z pasternaku z jabłka (9 zł) to jednak czosnkowa zwyciężyła. Jestem olbrzymią fanką zup. Sama uwielbiam je robić i zaskakiwać ludzi smakami jakie można osiągnąć oraz produktami, z których można zrobić zupę. Czosnkowa na pewno pojawi się też na moim stole myślę, że zaskakując wszystkich swoją delikatnością podobnie jak mnie. 

Dania główne to miszmasz smaków i kompozycji. Ja skusiłam się na Tagine cielęcy z bakaliami, papryką i ciecierzycą (29 zł). Mięso mięciutkie a w sosie mieszały się różne smaki i tekstury. Nie jestem fanką kuskusu ale wiem, że to podstawa dań kuchni arabskiej. Najlepszy miałam okazję jeść w Libanie, gdzie zakochałam się również w cieciorce i hummusie. Tagine w Papryczki 5 było aromatyczne i dosłownie rozwalało kubki smakowe, dlatego wino domowe jest idealnym ich ukojeniem. Zamawiając to danie musicie wiedzieć, że jest ono niezwykle aromatyczne, mój mąż mówi: perfumowane. Jeżeli nie lubicie najazdu smakowego na swoje kubki to odpuście. Skosztujcie cielęciny z kurkami (41 zł) z kluseczkami robionymi na miejscu. Duża ilość kurek na miękkiej cielęcinie, z aptekarską precyzją wymierzonej śmietany do sosu tworzy kompozycję idealną, nie topiąc mięsa i dając mu szansę na zaistnienie. 

Ledwo już siedziałam ciesząc się, że kalorie, które pochłonęłam ukryję pod jesiennymi ciuchami, kiedy kelner dosłownie skusił mnie na deser. Jestem fanką słodkości ale głównie tych restauracyjnych. Na co dzień wolę słone niż słodkie i prędzej znajdziecie u mnie w szafce rozmarynowe paluszki grissini niż czekoladę. Deser tiramisu (13 zł) był podany w takiej formie jak lubię. Bardziej musu niż klasycznego tiramisu i zdecydowanie ja preferuje właśnie takie podanie. 

W Papryczki 5 spędziłam długi, miły wieczór. Poświęciłam czas na przestudiowanie karty, która jak dla mnie jest zbyt bogata, co jednak skłania mnie do powrotu w celu przetestowania kolejnej jej pozycji. I pizzy, bo słyszałam, że jest naprawdę dobra. Z przyjemnością tam wrócę bo eksperymenty Szefa Kuchni i jego otwarty umysł na rozwinięcie tego miejsca jest dla mnie fascynującą przygodą.  





1 komentarz:

  1. Byłem. Wtopa na przyjęciu przy daniu głównym.

    OdpowiedzUsuń