piątek, 13 grudnia 2013

"Kto nie pojął Tao, tego koniec jest bliski" - Lao-tsy. Tao by Zen.

Kuchnia azjatycka jest zdecydowanie moją ulubioną kuchnią i ciesze się, że różne jej formy można spotkać w Krakowie. Każda z odwiedzanych przeze mnie restauracji jest inna. Ma inne podejście do serwowanych dań, przedstawia swoją własną drogę kulinarną, pokazuje nam swoją interpretacje tak bogatej i oryginalnej kuchni świata. I nie inaczej dzieje się w Tao by Zen.

Chyba nie ma trafniejszego sformułowania  które odnosi się do nowo otwartego miejsca na mapie Krakowa niż tytuł tego posta. Tao by Zen - bo o nim mowa - zaczarował mnie całkowicie swoją filozofią jedzenia, minimalistycznym wnętrzem i pięknym ogrodem czynnym również w zimie.  


To drugie miejsce tego samego właściciela - Zen - jest doskonale znane. Z całą pewnością mogę Wam powiedzieć, że kultura, świeże produkty czy kreatywność jaką znamy z Sushi Baru została przeniesiona do Tao - restauracji serwującej azjatycki fusion. W karcie znajdziecie takie przysmaki jak japoński Yakiudon - gruby, biały makaron ze specjalnym sosem, mięsem i warzywami. Lubiany przez wszystkich Ramen, Tajskie Curry w trzech kolorach: zielonym, czerwonym i żółtym, Padthai na trzy sposoby oraz oczywiście wybrane pozycje sushi. 


Moją uwagę w karcie na początku skupiły zupy. Tajska zupa kokosowa z kurczakiem (15 zł) i Sake Giru czyli aromatyczna zupa łososiowa z kiełkami (15 zł). Ta pierwsza to klasyk: uderzenie wielu smaków, świeżej kolendry, papryki, słodkiego kokosa. Druga, nieco cięższa przełamana koperkiem z mocnym aromatem łososia jest idealna na zimowe wieczory. Rewelacyjnymi okazały się Thai Stay (3 sztuki 19 zł) - marynowane w sosie kokosowym szaszłyki z kurczaka podane w orzechowym sosie. Coś nieprawdopodobnego. Gęsty, przylegający do kurczaka sos o smaku masła orzechowego! Niebo w gębie. Dla mnie połączenia w kuchni azjatyckiej są dziełem mistrzowskim! 


Japońskie Gyoza (5 sztuk 12 zł) - pierożki z trzema nadzieniami: krewetkowym, mięsnym i wegetariańskim mają delikatne ciasto, są lekko przysmażone, lekkie i bardzo soczyste. Samo ich przygotowanie to bardzo ciekawy proces. Pierożki w przeciwieństwie do naszych, nie wrzuca się do gorącej wody. Gotują się one właściwie w samej parze na patelni, na którą wlewamy trochę wody. Kiedy woda odparuje rozpoczyna się proces przysmażania. W efekcie z jednej strony pierożki są przysmażone a z drugiej mamy miękkie ciasto. Takie zabiegi możecie podglądnąć w tym miejscu, bo w Tao by Zen kuchnia jest otwarta. Być może złośliwi powiedzą, że za bardzo czuć zapachy w restauracji ale szczerze powiem, wolę zapachy i podglądanie co się dzieje w kuchennych kuluarach, a dzieje się dużo i fajnie, niż zabudowaną kuchnię z anonimowymi kucharzami. 


Zwłaszcza, że flagowym dziełem kulinarnym w Tao by Zen jest Teppanyaki. To styl kuchni japońskiej, w której do przyrządzania potraw używana jest żelazna patelnia będąca w tym przypadku grillem. Nie mylcie jednak teppanyaki z takim typowym grillem z rusztem na węgiel czy gaz. Teppanyaki to rodzaj stołu, na którym znajduje się żelazna płyta służąca do przygotowywania dań na oczach gości. W Polsce mamy bardzo niewiele tego typu stołów, tym bardziej należy docenić, że jeden z nich znalazł się właśnie w Krakowie! Ja pierwszy raz spotkałam się z takim kulinarnym show w Londynie - zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Przez chwilę siedząc na Józefińskiej 4 poczułam się jakbym znowu odwiedzała restauracje w Londynie. Magia, która działa się na naszych oczach zamieniała się w niesamowitą przygodę z każdym kęsem produktów serwowanych przez kucharza. Owoce morza, ryż z warzywami (mój ulubiony! serwowany do każdej z opcji), kurczak, wołowina, schab - spróbowałam wszystkiego i żałowałam, że nie ma z nami większej grupy przyjaciół bo to świetny pomysł na spędzenie wspólnego wieczoru. Zwłaszcza, że do wyboru mamy trzy rodzaje teppanyaki: wegetariańsko - wegańską (49 zł), antywegetariańską czyli kilka rodzajów mięs (79 zł) i owoce morza (99 zł) w skład, których wchodzi: halibut, łosoś, krewetki, kalmary małża św. Jakuba i małże nowozelandzkie. Wszystko doprawiane na naszych oczach specjalnymi miksturami, których receptury zna tylko Szef Teppanyaki. Porcje są duże, zupełnie wystarczające na jedną osobę jako przystawka i danie główne. 


"Tao, które można opisać słowami, nie jest wiecznym (prawdziwym) tao" - mówi Lao-tsy. Tao by Zen nie da się opisać słowami, trzeba iść skosztować i powracać by od nowa przechadzać się tym kulinarnym szlakiem. 


Zdjęcia archiwalne prywatne - Londyn.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz