poniedziałek, 6 stycznia 2014

Niezbędnik podróżujących do Kenii - część trzecia

Safari w Kenii, to jedna z tych wycieczek, które obowiązkowo musicie zaliczyć. Ja polecam Wam tą do Tsavo East jako najbardziej optymalną. Nie jest to tania wyprawa, jej koszt waha się od 200 $ u lokalnego przedstawiciela do 1500 zł za osobę jeżeli kupujecie u swojego operatora (w tym wliczony jest wjazd do parku, nocleg, wyżywienie i 0,5 wody dziennie na głowę). Możecie również zakupić jednodniowe wycieczki do parków położonych nieco bliżej niż Tsavo np: Mkomazi National Park ale będziecie rozczarowani.  

Marzeniem jest Rezerwat Masai Mara, do którego na pewno wybierzemy się następnym razem. Z Amani Tiwi Beach Resort organizowany jest przelot samolotem i safari zazwyczaj trwa trzy dni. Dlatego lepiej wybrać się na nie jeżeli lecicie na dwa tygodnie lub jeżeli byliście już w Kenii wcześniej. Musicie się również liczyć z tym, że Masai Mara jest dużo droższe niż na przykład Tsavo East. Jest to jednak safari z prawdziwego zdarzenia. To tam zamieszkuje tak zwana Wielka Piątka oraz w tamtej części kraju żyją Masajowie. 

Wrócę jednak do Tsavo East ponieważ to tam wybraliśmy się na safari. My wykupiliśmy wycieczkę u naszego operatora, jednak możecie sporo zaoszczędzić sprawdzając ofertę u beach boysów. Spotkaliśmy ludzi z Polski, którzy pojechali z lokalnym przedstawicielem i byli dokładnie na tej samej wycieczce co my, jechali takim samym jeepem jak my, mieli taki sam zakres posiłków, widzieli to samo co my, spali tam gdzie my, tylko zapłacili 50% ceny, którą zapłaciliśmy my. Czy dzisiaj kupiłabym wycieczkę u beach boysów? Z całą pewnością tak. Owszem, jedyna różnica jest taka, że ubezpieczenie, które wykupujecie w biurze podróży nie obejmuje Was w momencie safari nie kupionego u Waszego przewoźnika. 

Jak wygląda takie safari? Podróżujecie w 6 osobowych samochodach, z otwieranym dachem. Jesteście cały czas w cieniu więc nie dajcie się naciągnąć na kapelusze, które nie są w żaden sposób wymagane! Z samochodu wychodzicie tylko w przeznaczonym pit- stopie aby odpocząć, zjeść coś i zrobić siku. Pit-stopy to naprawdę fajne, ekskluzywne hotele ze wszelkimi udogodnieniami. W jednym był nawet basen, gdybyście mieli ochotę się ochłodzić i popływać chwilę. W każdym witani jesteście mokrymi ręcznikami, którymi możecie zmyć z twarzy kurz z drogi. Jedzenie jest bardzo dobre, podane w formie szwedzkiego stołu, z daniami mięsnymi, wegetariańskimi, dodatkami jak ryż czy makaron. Można jeść do woli, a apetyt naprawdę dopisuje. Warto mieć przy sobie jakieś drobne, ponieważ zimne napoje są dodatkowo płatne. Z balkonów hotelowych rozpościera się przepiękny widok na park. W jednym był zrobiony tunel, który podobnie jak w Sarova Salt Lick Loges, prowadził do wodopoju dla zwierząt. 




Drugą ważną rzeczą jest pilot. W wycieczce zakupionej u Waszego operatora będzie widniał znaczek PL. Nie dajcie się nabrać. Oznacza on tylko tyle, że w jednym z samochodów ( a jedzie ich na przykład sześć na raz) siedzi pilot, który mówi po polsku. Przez cały czas trwania wycieczki przesiada się z samochodu do samochodu ale wycieczka trwa tyle, że na przykład do nas dosiadł się dopiero na drugi dzień, kiedy było już po safari i jechaliśmy sadzić akcje. Mało tego, nie spodziewajcie się że ów pilot opowie Wam coś więcej niż wiecie sami. Dlatego jeżeli magiczne PL ma zadecydować o cenie wycieczki, to w ogóle nie zawracajcie sobie tym głowy. Całą podróż spędzicie z kierowcą, który bardzo dobrze mówi po angielsku i od którego dowiecie się znacznie więcej. Jeżeli jeszcze zaopatrzycie się w przewodnik to wyniesiecie z tej wycieczki dużo więcej niż od pilota, z którym jedziecie. 

Safari trwa cały dzień z jedną przerwą na lunch. Z hotelu wyjeżdżacie bardzo wcześnie rano (tak wcześnie, że natkniecie się na małpy skaczące po palmach hotelowych). Na szczęście w Amani Tiwi Beach Resort można zamówić sobie pudełko lunchowe lub śniadanie, które z przyjemnością zjedliśmy przed wycieczką. Do samego Tsavo jedzie się około cztery godziny. Około sześciu spędza się jeżdżąc po samym parku. Na koniec przyjeżdżacie do Waszego docelowego miejsca noclegowego. Zanim jednak zjecie kolacje, zaliczycie jeszcze nocne polowanie. Jest do niego ekstra dopłata przy wykupywaniu wycieczki i wynosi około 40$ za osobę. Nie warto. Po pierwsze jest bardzo ciemno więc wasz wzrok widzi tylko tyle co lampa trzymana przez pomocnika kierowcy. Po drugie, jak dowiedzieliśmy się od naszego kierowcy, lwy - a polowanie to głównie nastawione jest na lwy - prędzej uświadczysz wcześnie rano niż nocą. My oprócz węża nie widzieliśmy nic. Nie dajcie się też nabrać na wycieczkę do wioski Masajów. W tej części Kenii nie ma Masajów, więc jeżeli chcecie zapłacić 15$ od osoby za zobaczenie kenijskiej wioski, to warto się wybrać, pamiętając jednak, że z Masajami nie ma to wiele wspólnego. 



Kupując safari zwróćcie uwagę gdzie nocujecie. Ta kwestia bardzo wpływa na cenę. Na stronie http://www.tsavopark.com/accommodation/ znajdziecie dostępne noclegi w pobliżu Parku Narodowego, możecie spisać sobie nazwy tych, które Was interesują i sprawdzić na miejscu, czy nocleg jest oferowany właśnie w nich. My spaliśmy w Sarova Salt Lick Loges  czyli w pierwszym hotelu jaki zobaczycie na billboardzie po wyjściu z samolotu na lotnisku, na którego widok powiecie: "o jeju ja tam chce". Tak, ta miejscówka robi wrażenie i faktycznie jest niesamowita. Warto dopłacić aby noc spędzić właśnie tam. 

Są to domki na palach, luksusowe, pomiędzy którymi przemieszczasz się po wiszących mostach. Domki usytuowane są przy wodopoju dla zwierząt, więc tak blisko dzikiej natury jeszcze nigdy nie byliście (no, może w zoo). Dodatkowo pod ziemią poprowadzony jest tunel, którego wyjście jest przy samym wodopoju. Można więc z bliska podziwiać (i czuć) zwierzęta, które akurat znajdują się przy poidle. Dodatkowo na około dolnej części wypoczynkowej, w której znajduje się recepcja puszczone jest sztuczne koryto z wodą więc zwierzęta podchodzą na odległość 2-3 metrów. Nie jest ona niczym zabezpieczona dlatego dużo lepiej czułam się na pierwszym piętrze przeszklonej restauracji czy też na drugim, gdzie znajdował się bar z otwartym balkonem. Sam hotel jest doskonale wyposażony. Każdy domek ma wiatrak, łazienkę, bieżącą wodę i światło. Urządzone są na styl afrykański, z wielkim łóżkiem z baldachimem i ratanowymi meblami. W każdym pokoju znajdziecie czajnik z herbatami, minibarek i wodę w butelkach. Pokoje są przestronne ale najlepsze w nich jest to, że znajdują się parę metrów na ziemią, a w nocy buszują pod nimi zwierzęta. To niesamowite uczucie kiedy budzi cię w środku nocy ryk słonia pod Twoim oknem czy innego zwierzęcia. Można umrzeć ze strachu. 





Będąc na safari należy pamiętać, że są to dzikie zwierzęta i nie należy ich zaczepiać. Dlaczego o tym wspominam? Rano przed opuszczeniem Sarova Salt Lick Loges, staliśmy przy sztucznym wodopoju obserwując słonie. W między czasie nadciągnęło stado pawianów. Stado dosłownie, było ich chyba z 20 albo więcej. Część z nich zaczęła pić wodę, inne rozglądały się na około. Ludzie z aparatami zaczęli robić zdjęcia (pomimo zakazu używania lamp błyskowych), machać i wołać "małpki". W pewnym momencie, najstarszy pawian rzucił się na kobietę trzymającą białą reklamówkę z pamiątkami i wyrwał ją zabierając swoje łupy. Stałam obok więc uwierzcie mi, że zamarłam ze strachu. Zwierze miało niesamowitą siłę i pazurami zaatakowało tą kobietę raniąc jej rękę. Trwało to sekundy, nikt z ochrony nie był w stanie zareagować. Zdziwienie było niesamowite, że jak to, że małpka, że jak mogła. Ręce mi opadły na widok rodziców pozwalających krzyczeć dzieciom (mimo nakazów zachowania ciszy), ludzi wystawiających ręce z kawałkami jedzenia aby przywołać zwierze. Tylko, że to nie jest zoo drodzy Państwo, nie dzielą nas żadne kraty, żadne bariery, nie jesteśmy bezpieczni jeżeli sami o swoje bezpieczeństwo nie zadbamy. 

Decydując się na safari w Tsavo East warto wiedzieć, aby nie rozczarować się już na początku wycieczki, że w tym Parku Narodowym można zobaczyć jedynie trójkę z Wielkiej Piątki: Lwa, Słonia i Bawoły. Nosorożców należących do tej rodziny nie uświadczycie w ogóle, podobnie jak Lampartów. Przy dobrych wiatrach albo raczej oku Waszego kierowcy, natraficie na geparda. 

Ze względu na kłusownictwo, które w Tsavo było prawdziwą plagą, zarówno nosorożce jak i lamparty zostały przeniesione do rezerwatu Masai Mara. W 2012 roku wystąpiła krytyczna sytuacja dotycząca "czerwonych słoni" - nazywanych tak ze względu na ubarwienie czerwoną ziemią występującą w parku, która zawiera dużo żelaza, stąd jej intensywny kolor. Niestety kłusownicy z zamiłowaniem polują na kość słoniową czyli kły słonia. Tylko w 2012 roku ponad     50 000 słoni straciło życie ze względu właśnie na ciosy (czyli sikacze). Dla Waszej wiadomości, kość słoniowa to nic innego niż fosforan wapnia. Zorganizowane gangi do polowań używają noktowizorów, granatników, śmigłowców, broni automatycznej. Kłusownicy są jak bezwzględni zabójcy. Tną słonia gdy ten jeszcze żyje. 





Czerwone słonie są przepiękne, majestatyczne ale warto wiedzieć, że są to również jedne z najbardziej z agresywnych (zaraz po bawołach) zwierząt. Lubią przewracać samochody z turystami, dlatego trzeba bardzo na nie uważać, zwłaszcza, kiedy są to matki z małymi słonikami. Mnie najbardziej podobały się żyrafy, które są naprawdę dziwnymi zwierzętami. To niesamowite uczucie wypatrywać zwierzęta, przyglądać się im z bliska. Niewątpliwie największe wrażenie robią lwy. Spotkaliśmy je trzy razy. Pierwszego dnia popołudniu, kiedy wylegiwały się na słońcu. Podobno zwierzęta te polują raz w tygodniu, pokarm trawią przez siedem dni. Uwierzcie mi, nic ich nie ruszyło. Jednemu wystawała tylko noga z nad trawy, samica podniosła na chwilę łeb żeby zobaczyć o co tyle hałasu (silnik samochodu) ale nie przejęła się nami specjalnie. Drugi raz zobaczyliśmy je rano, kiedy przemieszczały się w stadzie. Dwie samice z małymi lwiątkami i jeden samiec. Trzeci raz naszą uwagę wzbudziły antylopy i zebry, które nagle zaczęły strasznie panikować. A to stawać dęba, strzyc uszami a to znowu uciekać i przystawać. I wtedy zobaczyliśmy maszerującą przed naszą maską lwicę. Spokojnie, na luzie szła sobie nie zwracając w ogóle uwagi na biegający w około niej pokarm. Poczłapała parę metrów w poszukiwaniu cienia i kiedy tylko znalazła go pod krzakiem - legła i zasnęła. 





Zaskoczyło mnie to, że sawanna jest taka zielona. Jej pierwsza część była zalesiona akacjami, kaktusami i innymi krzakami. Jak na te warunki to powiedziałabym, że flora była bujna. Dopiero jadąc w głąb zmienia się ukształtowanie terenu i faktycznie jest mniej zielono. 

Nie czarujmy się. To safari, które proponowane jest przez biuro podróży i lokalnych przewoźników jest safari ekskluzywnym, pięcio gwiazdkowym, dla francuskich pudelków. Jedyna niedogodność to droga, która jest fatalna. Wytrzepie Was na wszystkie możliwe strony. Podziwialiśmy samochody przystosowane do tego rodzaju wycieczek. Jak udało się dowiedzieć mojemu mężowi, który był prawdziwie zafascynowany samochodem, którym podróżowaliśmy, zawieszenie robione jest specjalnie pod wycieczki safari. Warto rozważyć wyjazd do Masai Mara lub Tsavo West. Nie będziecie żałować wydanych pieniędzy. Dla nas była to niezwykła podróż, którą z przyjemnością wspominamy. 


Co warto zapamiętać: 


  • Koszt safari do Tsavo East waha się od 200 $ do 1500 zł.
  • Warto rozważyć wykupienie wycieczki u beach boys, sprawdzając gdzie będzie nocleg podczas safari.
  • Nie trzeba mieć kapeluszy (a już na pewno nie kupować ich przed wejściem) ale warto zabrać przewiewną chustę na ręce i krem UV.
  • Pomimo przydziału 0,5 wody na dzień, warto mieć minimum 1 litr swojej. 
  • Nie warto kupować pamiątek w sklepie zaproponowanym przez rezydenta wycieczki - jest dużo drożej niż w Waszej lokalnej wiosce.
  • Koniecznie trzeba mieć aparat w gotowości.
  • Nie warto jechać na nocne safari. 
  • Warto zatrzymać się w Sarova Salt Lick Loges.
  • Zimne napoje są dodatkowo płatne.
  • Przed safari zamówcie śniadanie lub lunch box w Waszym hotelu.
  • Na tą wycieczkę z powodzeniem mogą jechać zarówno dzieci jak i starsze osoby. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz