piątek, 3 stycznia 2014

Z kotła starego Indianina. Rancho Texas.

Dobre dziesięć minut chichrałam się nad menu zanim cokolwiek zamówiłam. Muszę przyznać, że kreatywność nazwy dań jest naprawdę fajna a jeszcze lepsze jest to, że możesz mówić tym żargonem do kelnera i on wie co zamawiasz!

Rancho Texas położone jest na Ruczaju w ustronnym miejscu, w bezpośrednim sąsiedztwie Krakowskiego Klubu Jazdy Konnej. Miejsce duże z zapleczem ogródkowym, pełne zieleni, dobre na relaks z dala od zgiełku, chociaż tak naprawdę w środku miasta. Mogę sobie wyobrazić jak miło jest tam siedzieć nad pysznym pszenicznym piwem w lecie, zwłaszcza, że jak wyśpiewał mi kelner, odbywa się tam wiele imprez dla dzieci, rodzin i miłośników piwa. Ja już się zapisałam na trzydniowe święto piwa bo jestem zdecydowanym zwolennikiem tego trunku. 

Na ten jeden wieczór postanowiliśmy poczuć się jak rasowi kowboje i ogrzać się przy ranchowym kominku, razem z jamnikiem i jego właścicielem, bo miejsce to przyjazne jest nie tylko dla ludzi. 

Na dobry początek zamówiliśmy milczenie owiec (11 zł) - grillowany ser z bekonem i żurawiną oraz Korytko Polskich Emigrantów (20 zł) czyli mix pierogów 15 sztuk. Oba dania bardzo sycące, podane na drewnianych talerzach a w przypadku pierogów - faktycznie na korycie. Polane skwarkami były zdecydowanie gwiazdą tego wieczoru. Ciasto delikatne, farsz mokry, duże, ręcznie lepione, nie przegotowane - dawno nie jedliśmy tak smacznych pierogów w restauracji. I porcja naprawdę jest słuszna. Kwaśną Lili (8,50 zł) czyli kapuśniak z wędzonym żeberkiem i Sen ranczera (8,50 zł) żurek z jajkiem, białą kiełbasą i ziemniakami, zjedliśmy łyżkami przypominającymi łopaty grabarza z westernów. Wyobrażacie sobie zamówienie? "Kwaśną Lili, Sen ranchera i milczenie owiec raz!" - powiedzcie to na głos a sami zobaczycie dlaczego do dzisiaj mam uśmiech na twarzy. Porcje jak na prawdziwego gościnnego ranchera przystało były spore, dlatego dobrze zastanówcie się zanim zdecydujecie, jaki specjał z menu uświetni Wasz wieczór. 

Fajne jest to, że karta nie jest duża, zawiera kilka flagowych pozycji, jak świńska noga w piwie (golonko), specjał Czejenów (żeberka w sosie miodowo-czosnkowym) jak również znajdzie się coś dla tych, którzy wolą zielony i bezmięsny szlak. Nas skusił jeszcze Ognisty Byk (30 zł) - stek z polędwicy wołowej w sosie tabasco podany z frytkami ale te pozostawiliśmy niedojedzone bo nasze brzuchy odmówiły współpracy po takiej ilości jedzenia jakie nam zaserwowano. Brakowało mi przekąsek do piwa, na które z przyjemnością powrócę do Rancho Texas i w zimie i w lecie bo siedzi się tam naprawdę fajnie, na luzie, z przymrużeniem oka...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz