niedziela, 2 lutego 2014

Fajnie się dzieje na tym Ruczaju. Palermo.

Tak to jakoś zazwyczaj bywa, że kiedy wracamy z trasy od strony Zakopanego, to jemy na Ruczaju. Może wynika to z faktu, że głód dopada nas właśnie w momencie kiedy tu jesteśmy a może po prostu odkryliśmy ostatnio, że tu też znajduje się kilka fajnych miejsc. Tak czy siak opowiem Wam o naszej wizycie w Restauracji Palermo - kuchni polsko-włoskiej.

Bardzo lubię restauracje położone poza centrum miasta. Już kilka razy pisałam Wam o perełkach schowanych na osiedlach czy poza granicami miasta. Są świetnie wyposażone, ładne w środku, bardzo często przystosowane dla rodzin z dziećmi, z dużym zapleczem parkingowym i ofertą skierowaną do szerokiej grupy docelowej. Tym razem nie było inaczej. Restauracja Palermo - miejsce, które od 15 lat cieszy podniebienia okolicznych mieszkańców i tych, którzy za dobrym jedzeniem wychylą się nieco dalej, niż krakowskie zagłębie kulinarne. 

Szef Kuchni Paweł Gawęda mówi, że serwuje " świeże spojrzenia na włoskie jedzenie". To, co ja Wam mogę powiedzieć, to że menu ma fajne dania, ładne podane i smaczne. Bruschetta tricolore (10 zł) to chrupiące grzanki z pomidorami, pesto i serem. Proste ale jak to we włoskiej kuchni bywa - prostota jest zazwyczaj najsmaczniejsza. Carpaccio z polędwicy wołowej(22 zł) z rucolą i parmezanem zjadłam z przyjemnością. Skusiły mnie również ręcznie lepione pierogi, miks ruskich i z mięsem (13 zł) i powiem Wam, że podobnie jak w Rancho Texas, zachwyciły mnie bez dwóch zdań! Delikatne, z soczystym nadzieniem, lekko przyrumienione, cienkie ciasto - palce lizać.

Ostatnio na jednej z grup poświęconej jedzeniu, ktoś się bardzo żalił, że restauracje nie podają kalorii przy daniu. Idąc do restauracji a będąc na diecie, nie wiadomo co wybrać bo brak jest oferty skierowanej do osób, które intensywnie ćwiczą i lubią zjeść ale fit. Zgadzam się z tym i możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam fit menu w Restauracji Palermo! I to nie tylko z nazwy. Pod każdym daniem podane są parametry: kalorii, zawartości białka, tłuszczy i węglowodanów. Z kilku pozycji wybór padł na wołowinę na makaronie (24 zł). Była naprawdę fajnie przyrządzona a makaron al dente. Łasuchy mogą zadowolić się specjalnością Szefa Kuchni: Trio Di Griglia (38 zł) czyli trzy rodzaje mięs grillowanych: wołowina, wieprzowina, drób, oplecione plastrem smażonego boczku w towarzystwie leśnych grzybów oraz dodatków w postaci ryżu, frytek i puree ziemniaczanego. A na deser można poprawić Tiramisu (14 zł) i dla smaku wypić lampkę czerwonego wina. Co zresztą jako nadworny łasuch uczyniłam. 

Zadowolona i najedzona doszłam do wniosku, że z tymi restauracjami na obrzeżach miasta to jest tak, że bardziej się starają. Żeby wnętrze było ładne i schludne, z akcentami i ciepłem kominka. Żeby był kącik dla dzieci i menu dopasowane do ich potrzeb. Żeby z pobliskiej siłowni ludzie mogli uzupełnić potrzebne im zapasy po treningu siłowym a pracujący na co dzień mogli skorzystać z oferty na wynos czy lunchu w lokalu. I kiedy gastronomia w zagłębiu kulinarnym poza sezonem zamiera, tak właśnie na obrzeżach jest bez zmian, bo jest dobrze cały sezon. Pomyślałam o moich znajomych, którzy zamieszkują te rejony i szybko wysłałam im smsa: "Macie fajną, rodzinną restauracje w okolicy". "Wiemy"- odpisali.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz