wtorek, 18 lutego 2014

Pan Kasztan

Jakiś czas temu wpadł mi w oko Pan Kasztan. Zbierałam się trochę aby wreszcie go zaczepić, aż tu dzisiaj nabrałam ochoty na jego specjał - prażonego kasztana. Uboga byłam w ten smak, przyznam się bez bicia, ciekawość zaprowadziła mnie na ulicę Juliusza Słowackiego 3. Dziwnie to brzmi dla mnie - Krakusa, dlatego powiem Wam, że Pan Kasztan stoi za przystankiem (na jego tyłach) na Placu Inwalidów w stronę Nowego Kleparza. O. Nieśmiało się tam chowa w otoczce tych dziwnych budek, ma malutki kramik z uroczą biało - czerwoną falbanką i małą latarenką, i sam jest równie uroczy. 

Pomysł powstał - jak wiele takich inicjatyw - z pasji. Pasja narodziła się w Wiedniu, gdzie Pan Kasztan usłyszał po raz pierwszy o tym specjale. Bo tak właśnie, Pan Kasztan sam osobiście kasztany podaje. Oczywiście nie mogłam nie zapytać czy to te same kasztany co na drzewie. I chociaż znałam odpowiedź, że NIE, to jednak pytanie zadałam dla rozluźnienia atmosfery. Pan Kasztan opowiedział mi, że trochę eksperymentuje i zapytał czy miód pasowałby do owych prażonek. Ślinka mi pociekła co było chyba najlepszą odpowiedzią. Nie pogardziłabym też prażonym kasztanem na słono i ostro a w czekoladzie - propozycja Pana Kasztana - to już  w ogóle rozpusta. Niemniej jednak na razie możecie poznać smak prażonego kasztana bez dodatków. Paka na jeden kęs (mnie zupełnie wystarczyła), kosztuje 6,50 zł. Dobrze, że Pan Kasztan uprzedził mnie, że przed zjedzeniem trzeba zdjąć skórkę bo tak, to bym pewnie w całości wpakowała do buzi i pluła potem straszliwie, że jakieś to takie drętwe. Jak smakuje kasztan? Jest słodkawy. Powiem Wam tylko tyle, bo moje porównanie smakowe rozłożyło Pana Kasztana na łopatki. Panie Kasztanie! Normalnie jestem normalna, naprawdę. 


1 komentarz:

  1. Super wpis. Czytało się go z uśmiechem na twarzy :)
    Zapraszam do siebie: www.eeeve.blog.pl

    OdpowiedzUsuń