poniedziałek, 31 marca 2014

Galareta drobiowa - hit Zakąski Wadowice

Hit weekendowy w Zakąski Wadowice - galaretka drobiowa - rozeszła się jak przysłowiowe ciepłe bułeczki. Podana z dwoma baniami, zwana lornetą, to przysmak tak zwanych "domówek". Pamiętam jak robili je moi rodzice na każdą imieninową imprezę. Jakoś miło wspominam te ich imprezy, mimo, że byłam wtedy dzieckiem. Pamiętam ja wchodziliśmy z bratem pod ławę i udawaliśmy, że palimy pety papierosów, które zostawały w popielniczkach. Czasami chowaliśmy się na końcu przedpokoju i podglądaliśmy jak goście tańczą, gorzej kiedy ktoś szedł do toalety bo znajdowała się centralnie tam, gdzie byliśmy przyczajeni. Ech, jedna galareta i tyle wspomnień :)


Składniki:

- pierś z kurczaka
- 4 sztuki udek z kurczaka
- 3 marchewki
- 2 pietruszki
- 2 łyżki groszku
- biała część pora
- kilka ziaren ziela angielskiego
- liść laurowy
- 1 Kostka do Smaku drobiowa Winiary
- sól, pieprz
- 5 łyżek żelatyny
- sok z cytryny

Przygotowanie:

Mięso gotuję ze wszystkimi składnikami jak na bulion drobiowy. Kiedy będzie już gotowy, czekam aż ostygnie. Rosół odcedzam. Mięso, marchewkę, pietruszkę i pora kroję w drobną kosteczkę. W naczyniu, w którym będzie galaretka tężała układam do 3/4 jego wysokości najpierw groszek i marchewkę, potem mięso a potem pora i pietruszkę. Do rosołu wlewam żelatynę przygotowaną zgodnie z instrukcją na opakowaniu (czyli rozpuszczoną w gorącej wodzie). Dodaję soku z cytryny i wywar zagotowuje - spróbujcie - ma być smaczny. Zalewam galaretę i odstawiam do stężenia. Podaję z octem i cebulką pokrojoną w kostkę. 


wtorek, 18 marca 2014

Najlepsza pizza w Krakowie: Pizza Garden!

Na szlaku najlepszej pizzy w Krakowie, zdecydowanie nie mogło zabraknąć tego miejsca. Miejsca, które znajduje się w chyba najdziwniejszej szerokości geograficznej naszego miasta jeśli o gastronomię chodzi. Tuż za mostem przy Jubilacie ale jeszcze nie na Rynku Dębnickim. Pizza Garden podbiła moje serce każdym detalem!

Lokal jest niewielki, chociaż od mojej pierwszej wizyty rozwinął się o altanę zyskując kilka dodatkowych stolików. Wnętrze - mówiąc łagodnie - skupia raczej uwagę na jedzeniu i kiedy mój Mąż (jeszcze wtedy zalotnik) zabrał mnie tam pierwszy raz pomyślałam, że zwariował. Na pierwszy rzut oka Pizza Garden kompletnie nie nadaje się na randkę. Pizzeria nie jest ani ładna, ani designerska - nie będę Was czarować. Na dodatek po raz pierwszy w Krakowie zdarzyło mi się stać i czekać na stolik w kolejce jak za czasów PRL-u! Kiepski początek co? Jednak smak pizzy, wybór piwa, oddanie i pasja z jaką prowadzone jest to miejsce, nie dość, że rekompensuje całą resztę, to sprawia, że ta pizzeria ma swój niepowtarzalny, offowy klimat. 

Sposób podania pizzy oraz jej smak skojarzył mi się z pewną knajpką,  w której jadłam pizze w USA.  Miejsce genialne, totalnie nie przypominające włoskich knajpeczek. Pizza podawana na blachach podgrzewanych świeczką, olbrzymia, kwadratowa, z najlepszymi składnikami, dużym wyborem oliw a do tego piwo pszeniczne. To, co łączy te dwa lokale to podobny sposób podania i rozmiaru pizzy, genialne oliwy (np: orzechowa) i świetne piwo. Kiedy ugryzłam kęs miałam swoiste deja vu. Niesamowite jak smak może przywołać w pamięci przyjemnie spędzone chwile. 

Pizza Garden też jest inspirowana Stanami Zjednoczonymi. W menu znajdziecie kilka propozycji dedykowanych wpływom z Nowego Jorku, gdzie właściciel miał okazję pracować i poznawać tajniki amerykańskiej pizzy. Poszukiwacze smaku natkną się na Greckie dobroci. Entuzjaści Włoch nie zawiodą się na genialnych czterech kompozycjach ze składników o najwyższej jakości. Wiem, bo miałam możliwość "pogmerania" na zapleczu pizzerii. Właściciel, który jest praktycznie codziennie na miejscu, i który dogląda każdej jednej wychodzącej z pieca pizzy, to prawdziwy pasjonat jedzenia z najwyższej jakości składników. W jego lodówce znalazłam oliwki o niepowtarzalnym smaku i aromacie, uwierzcie nie mają nic wspólnego z tymi, które znacie  ze sklepu. Kawał świeżej szynki parmeńskiej, parmezan, włoska kiełbasa - do dziś cieknie mi ślinka kiedy o nich myślę. 

Świetnym rozwiązaniem jest możliwość dzielenia pizzy. Mogłam zasmakować w DIAVOLA (26zł/32zł) z pikantnym salami i płatkami ostrej czerwonej papryki oraz łagodną grecką KAPITAŃSKĄ (26zł/35 zł) z fetą, rucolą i czerwoną cebulą. Nie mogłam sobie odmówić nowojorskiej MEAT LOVERS (36zł/45zł) z pepperoni  włoską kiełbasą i szynką parmeńską połączonej z BRONX (22zł/29zł) z pieczarkami i cebulą. Do tego pyszne, czeskie piwko pszeniczne pochodzące z małych, lokalnych browarów, na które stawia Pizza Garden. Ilość i rozmiar dużej pizzy nas pokonał.

Ciasto, składniki, piec ceglany, pasja, determinacja i entuzjazm właściciela to składniki tej jednej z najlepszych pizz w Krakowie. Warto odstać swoje w kolejce aby przekonać się jak powinna smakować pizza!



czwartek, 13 marca 2014

400 ml piwnej żeglugi z Lordem Somersby.

Pewnego dnia przyszła do mnie paczka. Inna niż te, które zazwyczaj pojawiają się w moich drzwiach. Wyglądała trochę jak przesyłka z innego świata i faktycznie po jej otworzeniu poczułam się trochę jak wtedy, kiedy z wypiekami czytałam "20 000 mil podwodnej żeglugi". Tylko moim przewodnikiem nie był Kapitan Nemo tylko Lord Somersby

Co znajdowało się w paczce? Oprócz mnóstwa gadżetów: torby na laptopa, otwieracza, smyczy, długopisu, nowe, jeżynowe piwo z moim imieniem i nazwiskiem na etykiecie! "Fajnie mieć swoje piwo" - pomyślałam i z przyjemnością go otworzyłam żeby zobaczyć co takiego skrywa w sobie ta smukła, z ładną etykietą butelka. 

Czuć wyraźny posmak jeżyny. Piwo ma kolor wpadający w róż i mnie na przykład skojarzyło się z Kir-em. Jest delikatne, musujące, będzie idealnym odsapnięciem na ciepłe, letnie wieczory. Od razu zachciało mi się do niego lekkiego posiłku, więc postawiłam na sałatkę z granatem i krewetkami. Warto otworzyć umysł na takie połączenia smakowe, zwłaszcza, jeżeli ktoś nie jest fanem tradycyjnego piwa i woli lekkie, orzeźwiające smaki. Mogę się założyć, że przypadnie ono do gustu dziewczynom. Ja właśnie kolejnego wieczoru oddaje się 400 ml piwnej żeglugi z Lordem Somersby. Fajnie gościć Lorda, w swojej lodówce ;)


Składniki:

- mix sałat
- 1 granat
- 1 ząbek czosnku
- 1 łyżka soku z limonki
- 1 opakowanie krewetek
- oliwa z oliwek 
- 1 łyżka masła klarowanego
- biały pieprz
- sól do smaku 

Przygotowanie:

Na patelni rozgrzewam masło klarowane. Czosnek kroję w plastry i podsmażam na maśle. Dodaje krewetki, grilluje aż będą dobre. Do miski wrzucam mix sałat, ziarna z granatu. Dorzucam krewetki z czosnkiem, skrapiam sokiem z limonki, solę pieprzę i polewam oliwą z oliwek. Mieszam wszystko razem. Zjadam popijając jeżynowe piwko Somersby. 



Muszę przyznać, że jest to jedna z lepiej przygotowanych akcji marketingowych, w jakich brałam udział. Nie było to tylko zwykłe przesłanie produktu. Spersonifikowane piwo, list przewodni adresowany bezpośrednio do mnie na tle zdjęcia mojego bloga, pomysł i kreacja zasługują na wyróżnienie. Sama zajmowałam się takimi rzeczami więc doskonale wiem jaki wkład pracy i czasu musiała poświęcić na to agencja. Brawo. Z przyjemnością pisze się o takich produktach, ogląda zaproponowane kreacje i z niecierpliwością czeka, na dalszy ciąg wydarzeń...







piątek, 7 marca 2014

Piątek, piąteczek, piątunio.

Każdy z nas czeka na piątek. Zazwyczaj powód jest jeden: dla większości oznacza on koniec pracy i początek weekendowego szaleństwa. Dla mnie oznaczał ponowne spotkanie z kuchnią hiszpańską na dodatek okraszoną znakomitymi winami. Był to jeden z tych wieczorów, kiedy razem z Małżem mogliśmy wyjść na randkę i zrelaksować się przy bardzo dobrym jedzeniu. Po raz kolejny restauracja El Toro zaskoczyła mnie jakością serwowanych potraw. Każde jedno danie odkrywało przede mną zakamarki Hiszpanii, ciepłej, aromatycznej i takiej swobodnej. Dodatkowo otworzyła przed nami swoje piwnice, które jeszcze podczas mojej pierwszej wizyty były w remoncie. Dziś skrywają skrzynie pełne wina.

Powiem Wam, że taki wieczór jest naprawdę bezcenny. Nie wiem czy może być coś przyjemniejszego niż spędzenie dwóch godzin słuchając opowieści o winach, które dobierane są po kolei do każdego z dań jakie ląduje na Waszym talerzu. Można by rzec, że jest to perfekcyjne ukoronowanie dnia. 

Warto śledzić profil El Toro aby móc zapisać się na taką kolacje. Odbywa się ona w kameralnym gronie kilkunastu osób pod czujnym okiem Szefa Kuchni Marco. Menu i zdjęcia z tego cudnego wieczoru prezentuję Wam poniżej.