sobota, 31 maja 2014

Ale Worek! - Chleb na domowym zakwasie

Zrobiłam go! Zrobiłam domowy zakwas! Nie obeszło się bez chwil grozy i przeszukiwania Internetu w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania odnośnie zachowania kwasu w poszczególnych etapach produkcji, niemniej jednak udało się! Mój pierwszy zakwas żytni dumnie teraz spoczywa w lodówce. O przepisie i mojej "drodze przez mękę" napiszę kolejnym razem bo dziś chciałam Wam podsumować akcję rozpoczętą z Ale Worek!


O założeniach akcji przeczytacie klikając tutaj. Testowanie okazało się bardzo przyjemne i zaskakujące - żywotność chleba trzymanego w worku jest naprawdę imponująca. Mogliście śledzić mój pierwszy i drugi test. Pieczywa różne, różne reakcje ale zawsze to samo zaskoczenie - dzięki workowi chleb nie pleśnieje, dłużej można go przechować, czerstwieje dopiero po kilku dniach.

Tak też było z moim pierwszym chlebem na domowym zakwasie. Specjalnie odkroiłam część, bo ledwo wyszedł z maszyny a już został pozbawiony chrupiącej skórki. Jego zapach był tak kuszący, że nie mogłam się powstrzymać - musiałam go ugryźć.


Podobnie jak poprzednio, chleb był świeży i do zjedzenia przez kolejne sześć dni od jego upieczenia. Oczywiście pierwsza kromka zawsze nieco zeschła ale po jej odkrojeniu zdecydowanie nadawał się on do spożycia. Uwaga! Po dziesięciu dniach chleb był suchy, owszem, ale nie zepsuty!! Poprzednie chleby również miały długą żywotność, zwłaszcza ten na zakwasie ale mój własny wyrób przeszedł wszelkie moje oczekiwania. To duża nagroda dla kogoś, kto piecze własne chleby. 

Ale Worek to jeden z tych gadżetów, które warto mieć w kuchni. Ma nie tylko właściwości użytkowe. Jest przede wszystkim piękny! Warto zajrzeć na stronę Ale worek i zobaczyć inne wyroby - niesamowicie ozdobią każde wnętrze. Dla mnie testowanie było niesamowitą przyjemnością. I może zabrzmi to trochę, jak z reklamy, ale używam Ale Worka codziennie w Zakąski Wadowice i sprawdza się bardzo dobrze. Serwowane przez nas pieczywo na zakwasie z lokalnej piekarni jest pyszne, długo zachowuje świeżość, dzięki czemu nawet nad ranem chleb ze smalcem smakuje wyśmienicie. Zapraszam Wad do zakupu Ale Worek - nie będziecie żałować! 





piątek, 30 maja 2014

Ogródek w Zakąski Wadowice

Doczekaliśmy się wreszcie ogródka! Oprócz wygodnych leżaków mamy eurosofy, grilla ze smacznymi kiełbaskami i karkówką oraz muzyczkę. Mamy też rzutnik więc oglądamy wszystkie większe wydarzenia, te sportowe i filmowe, na ścianie budynku. Mam nadzieję, że klimat Wam się spodoba, zapraszamy codziennie od 16:00! 










środa, 28 maja 2014

Steak Rock - gratka dla singli, leniwych i lubiących wspólne gotowanie!

To jest ten gadżet z cyklu "must have" w kuchni. Kamień do steków. Jednak jak się okazało podczas testów, jego przeznaczenie może być o wiele większe. Ale od początku. Kamień trafił w moje ręce dzięki Maćkowi, który z prawdziwą pasją opowiedział mi skąd wziął się pomysł oraz w jak prosty sposób można poprawić jakość wykonywanych przez siebie dań. Faktycznie, użycie kamienia jest niezwykle banalne: 

  • Krok pierwszy: rozgrzej kamien do temperatury 350'C-400'C,
  • Krok drugi: rozgrzany kamień ułóż na metalowej podstawce umieszczonej na desce, 
  • Krok trzeci: na kamieniu umieść skadniki które chcesz grilować. Danie możesz kroić bezpośrednio na kamieniu, bez obawy o jego zniszczenie. 

Prawda, że proste? Ja rozgrzałam kamień do możliwości swojego piekarnika, które to zamykają się w 270 stopniach Celsjusza, więc bez obaw - w waszych piekarnikach też na pewno się sprawdzi. Ważne aby przed pierwszym użyciem posmarować go oliwą z oliwek i rozgrzać go do 250 stopni aby zahartować kamień. Samo mycie kamienia już po jego użyciu, jest niezwykle proste: zeskrobujemy z kamienia resztki (to, co zostanie wytopi się przy kolejnym użyciu) lub po prostu myjemy w zwykłej wodzie bez użycia detergentów. Dobra ale co na kamieniu można zrobić?



Ja zaczęłam od krewetek i to był strzał w dziesiątkę. Zrobione na kamieniu zmieniają swój smak. Są sprężyste, upieczone a nie przegotowane, zachowują wszystkie swoje naturalne właściwości. Uwierzcie, podobnie jak przy moim zaskoczeniu po użyciu kamienia do pizzy i zmianie postrzegania tego dania w domowych warunkach, tak i tym razem zmieniło się moje postrzeganie produktu jakim są krewetki. Same krewetki wcześniej zamarynowałam w kolendrze, czosnku i chili. Nałożyłam bezpośrednio na kamień, więc dodatkowo przyprawy bardzo ładnie "wtopiły" się w krewetki, wydobywając esencje smaku. Podałam je z białym winem. 


Świetnie wyszły też przegrzebki i tu dobra informacja dla wszystkich tych, którzy chcieli by je przyrządzić ale się boją - nie ma możliwości żeby na kamieniu Wam nie wyszły! 

Kolejna próba odbywała się w większym gronie. Zaprosiliśmy do testu rodziców. Ich serca podbiły zdecydowanie krewetki oraz boczek. Bardzo ładnie i szybko wytopił się z niego tłuszcz a on sam nie przypalił się zanadto. Warzywa zrobione na kamieniu zachowują swoją chrupkość i nie są wysuszone. Rewelacyjne okazały się też cienko pokrojone w plastry polędwiczki wołowe. 



Oprócz fantastycznych smaków jakie można wydobyć z produktów, kamień świetnie sprawdza się przy spotkaniach towarzyskich. Każdy z Was doskonale rozumie radość, ze wspólnie przygotowanych posiłków. W dobie wiecznego braku czasu i wymówek, dla których przestajemy się zapraszać na wspólne gotowanie, kamień ten jest doskonałym kołem ratunkowym. Nie trzeba przy nim siedzieć, wsadza się go do piekarnika, przygotowuje surowe produkty i ma się czas na ogarnięcie siebie i domu na przyjście znajomych. Leniwi będą w niebo wzięci, nie dość, że nie trzeba "użerać się przy garach" to również sprzątanie nie zajmuje w ogóle czasu. A single? Mogą wreszcie zrezygnować z junk food na rzecz rewelacyjnych, prostych dań, bez konieczności robienia porcji dla dwóch. Kamień, który Wa prezentuje kosztuje 307, 50 zł i możecie zakupić go w sklepie internetowym na stronie: http://steakrock.pl Smacznego! 





poniedziałek, 26 maja 2014

Lawendowa beza Pavlova na Dzień Mamy

Przepis na wykonanie bezy znajdziecie klikając tutaj. W tej wersji do kremu dodałam łyżkę syropu lawendowego i kwiaty lawendy (oskubane). Zamiast truskawek dałam jagody i maliny. Mam nadzieję, że Mama będzie w kulinarnym niebie! 






Kiermasz na Rynku w Krakowie






piątek, 23 maja 2014

Ale Worek test drugi!

Po ten chleb pojechałam specjalnie do Wadowic. Drugi test pięknego, lnianego worka wymagał nie byle jakiego pieczywa ale takiego na zakwasie, prawdziwego, z chrupiącą skórką. Ten właśnie chleb serwowany był Janowi Pawłowi II podczas jego pobytu w Wadowicach więc o jego jakość nie musiałam się martwić. 


W dniu zakupu był cudownie pachnący a jego miąższ gęsty. Połowę zjedliśmy na poczekaniu z masłem - bo tak smakuje najlepiej a drugą połowę zostawiłam do testów. Drugiego dnia - tak, jak się mogłam tego spodziewać - chleb był tak samo chrupiący i smaczny jak w dniu zakupu. Z przyjemnością zrobiłam sobie z niego kanapkę. Ku mojemu zaskoczeniu również trzeciego dnia nadawał się na śniadanie. Czwartego dnia pierwsza kromka była sucha ale po jej odkrojeniu pieczywo nadal nadawało się do spożycia. To pewnie zasługa tego, że lniany worek wchłania wilgoć nie pozwalając tym samym rozwijać się bakterią i pleśni. Dwa dni później czyli szóstego dnia, chleb nie nadawał się co prawda na śniadanie ale nadal był bez pleśni, trochę bardziej suchy za to pachniał ładnie. Dziś minął dzień siódmy i chleb pomimo tego, że jest suchy, nie jest spleśniały. Zmieliłam go dzisiaj na bułkę tartą - co prawda nie zostało go wiele bo przez pierwsze cztery dni go podjadałam ale na schabowego w niedzielę wystarczy ;)


Równocześnie testowałam w Zakąski Wadowice bułki kupione w supermarkecie. Zazwyczaj na drugi dzień nie nadają się do niczego, są twarde jak kamień. Te w stanie dobrym i do zjedzenia przetrwały trzy dni. W czwartym były niestety twarde a w szóstym zielone od pleśni. Worek zdecydowanie przedłuża żywotność pieczywa ale jeżeli jest ono kiepskie to niestety nic mu nie pomoże - nawet odpowiednie przechowywanie.




poniedziałek, 19 maja 2014

Delikatna sałatka z krewetkami.

Nowy Majonez Delikatny Winiary przypadł mi bardzo do gustu. Dostałam go w ramach współpracy z marką i muszę przyznać, że jest to jeden z lepszych produktów jakie miałam w ręce. Świetnie skomponował się nie tylko z kurczakiem ale również z krewetkami! Oto, co z tego wyszło:

Składniki:

- Mix sałat
- 1 opakowanie krewetek
- 4 łyżki kukurydzy
- 4 łyżki majonezu Delikatnego Winiary
- kilka pomidorków cherry
- 1 ząbek czosnku 
- 1 żółta papryczka chili
- sól do smaku

Przygotowanie:

Sałatę myję i osuszam. Pomidorki przekrawam na pół, ząbek czosnku kroję w paski i przysmażam lekko na patelni razem z krewetkami. Papryczkę chili kroję na większe paski. Majonez mieszam z solą i pieprzem. Na talerz wykładam sałatę, następnie warstwę pomidorków oraz chili. Posypuje kukurydzą a krewetki polewam majonezem i wykładam na samą górę sałatki. 


fot. Tomasz Lanckoroński



niedziela, 18 maja 2014

Duży Pokój.

Mój Małż ostatnio powiedział "poproszę do dużego pokoju". I nie było by w tym nic dziwnego, bo przecież wiele razy padało takie hasło pewnie u niejednego z Was drodzy czytelnicy, tylko tym razem zabrałam go na ulicę Izaaka 3 gdzie mieści się Restauracja Duży Pokój.

Spodobało mi się to, co właściciele zrobili z tym miejscem. Przyjemne, jasne, rustykalne wnętrze przełamane kilkoma nowoczesnymi akcentami. Niewielkie ale nie ciasne. Bar stylizowany na kuchnię dodaje uroku idealnie komponując się z pozostałą przestrzenią zagospodarowaną właśnie na duży pokój. Kilka sof, kredens, okrągły stół. Chce się w tym miejscu siedzieć, jeść, rozmawiać. Dużym zaskoczeniem było menu. Sądząc po wnętrzach spodziewałam się dań na miarę "Marchewki z Groszkiem", tymczasem królu kuchnia dań europejskich z akcentem na owoce morza. 

Zaczęliśmy od tego, co akurat polecał Szef Kuchni: Ślimaki w pomidorach koktajlowych pod kremowym sosem czosnkowo-pietruszkowym (22 zł), Mix grzanek Szefa 9 sztuk (28 zł). Ładnie podane, kolorowe dania. Na grzankach można było odnaleźć łososia, rukole, pomidory, mozzarellę, łososia, gorgonzolę i truskawkowy chutney. Ślimaki były bardzo dobrze przygotowane - delikatne i rozpływające się w ustach. Małż pierwszy raz miał z nimi do czynienia i był zachwycony. Ja wolę jednak podane w prostej formie czyli z masłem czosnkowym. Jak dla mnie pierzynka czosnkowa za bardzo je zdominowała, niemniej jednak były pyszne. Idąc za ciosem i polegając nadal na poleconych przez Szefa Kuchni daniach, wybraliśmy: zupę rybą A La Bouillabaisse (18 zł), zupę topioną Cioci Krysi z kurczakiem (12 zł), Kaczkę w sosie porto (38 zł) oraz Polędwice wołową przekładaną karczochami w sosie śmietanowo żubrówkowym (52 zł). 

Jak możecie wyczytać z recenzji poprzednich miejsc, jesteśmy fanami zup rybnych. Ta w "Dużym Pokoju" jako jedna z nielicznych, śmiało może konkurować z nasza ulubioną wersją podawaną w restauracji "Papryczki 5". Przede wszystkim kucharze nie żałują w niej owoców morza. Bulion jest aromatyczny, odrobinę pikantny, delikatny a cała zupa sycąca. Zdecydowanie nasz faworyt w tym miejscu. Nie znam Cioci Krysi z "Dużego Pokoju" ale jej zupa z serków topionych jest bardzo smaczna. Zaskoczyła mnie nieco konsystencja, moja zupa serowa jest gęściejsza i ma wyczuwalną strukturę. ta jest gładka i rzadka, co wcale nie umniejsza jej walorom smakowym.

Żeby Was nie zanudzać, odnośnie dan głównych muszę przyznać, że zarówno sos porto do delikatnej, idealnie zrobionej kaczki jak i sos żubrówkowy do polędwicy to mistrzostwo świata. Niby tak niewiele trzeba aby danie nabrało innego charakteru ale jak mawiają "diabeł tkwi w szczegółach"  a w tym przypadku w sosach!

Lubię kiedy miejsce nie jest nastawione tylko na turystów i wkłada w dania sporo pracy i wysiłku. Kiedy zarówno podanie jak i smak ma dla kucharzy znaczenie a dla właściciela stanowi jedną, spójną koncepcję. Fajnie, kiedy miejsce ma swój charakter, nie jest oczywiste, zaskakuje nas detalami. "Restauracja Duży Pokój" należy do tych, do których chce się wracać.





czwartek, 15 maja 2014

Akcja AleWorek test pierwszy!

O założeniach akcji AleWorek pisałam Wam już wcześniej. Pierwszy test za mną. Na początek padło na chleb kupiony w markecie. Chleb zwykły, pszenny, taki, jaki zazwyczaj zalega na półkach sklepowych. Smakowity zaraz po upieczeniu ale   już kilka godzin później nie nadający się do jedzenia - niezależnie od formy przechowania. Tym razem udało mu się wytrzymać trzy dni! Zamknęłam go w lnianym worku i okazało się, że był smaczny następnego dnia - miękki i pachnący. Trzeciego dnia nadal nadawał się do spożycia. Może nie był już najsmaczniejszą wersją siebie, jednak jak na trzydniowy chleb z marketu był naprawdę w porządku. Dopiero czwartego dnia nie odważyłam się go zjeść bo skórka była już bardzo twarda. Nie było jednak na nim śladów pleśni, chleb nadawał się jeszcze do wykorzystania. W moim teście decydowanie 1:0 dla AleWorek! 




czwartek, 8 maja 2014

Bez Kitu i z zaskoczenia!

Przychodzę do domu pewnego wieczora, a tam czeka na mnie ogromna paczka pełna chipsów i paluszków. Powiem Wam, że jestem absolutną fanką słonych rzeczy a w połączeniu z piwem to dla mnie duet idealny. Zamiast czekolady pochłaniam chipsy i precelki. Możecie sobie wyobrazić nie tylko moje zaskoczenie ale przede wszystkim radość! Na drugi dzień okazało się, że jest to akcja przygotowana przez markę Beskidzkie i agencję interaktywną Eura7, z którą czasami współpracuję. 


O co w akcji chodzi?

​​Marka Beskidzkie 6 maja rozpoczęła wielokanałową kampanię promocyjną przy współpracy ze znanymi Youtuberami.Ich akcję „Manifest Bez Kitu” rozpoczęły specjalne spoty nakręcone z udziałem:


, w których poprzez niecodzienną prowokację namawiają internautów, aby być sobą. W swoich filmach udowadniają, że nie warto pozować na kogoś innego. 

Do „Manifestu Bez Kitu http://www.bezkitu.pl/” można dołączyć biorąc udział w konkursie wideo, wysyłając krótki film (max 5s i max 20Mb) o tym, że jest się autentycznym każdego dnia. Nagrodami w konkursie są zestawy imprezowe: produkty Beskidzkich oraz designerskie koszulki. T-shirty zostały zaprojektowane przez artystę Gouda. Nagrodą główną, wieńczącą wszystkie edycje, jest iPad Air 16 GB!

sobota, 3 maja 2014

AleWorek!

Co za genialna akcja! A jakie cudne worki... ale od początku. Jakiś czas temu napisała do mnie Adrianna z http://aleworek.pl Zaciekawiła mnie nie tylko samą formułą testowania worka ale przede wszystkim informacją, że lniana tkanina, cieszy się właściwościami "antybakteryjnym, antyalergicznym i pochłaniającym wodę, wyszyte z lnianej tkaniny aleWorki zabezpieczają przed pleśnią, spowalniają proces wysychania i chronią produkty spożywcze. To dzięki niej worki aleWorek rozwiązują problem przechowywania naturalnych produktów."

Pomyślałam sobie, czemu nie, zwłaszcza, że ten temat zawsze u mnie był dość newralgicznym. Przede wszystkim nie lubię kanapek z papieru. Od dzieciństwa nie jestem w stanie ich zjeść, próba dawania mi ich do szkoły zawsze kończyła się awanturą bo kanapki leżały po kilka dni w plecaku lub lądowały w zsypie. Nie zjem również nieświeżego pieczywa - a to oznacza codzienne zakupy rano w sklepie, bo również nie wyjdę z domu bez śniadania. Jak możecie się domyślać rodzi to sytuacje różne, między innymi nasza ulubiona z Małżem gra "kamień - nożyczki" kiedy już zawodzenie "ale ja byłem wczoraj i przedwczoraj i 3 razy w zeszłym tygodniu"  czy też niekończące się "idź Ty. Nie. Idź Ty" nie przekonuje nikogo z nas. Na dodatek ostatnio sama piekę chleb. Najpierw testowałam maszynę do tego przeznaczoną i chociaż oszczędza czas oraz ułatwia jego powstawanie, o jednak pieczony na kamieniu do pizzy ma idealną, chrupiącą skórkę i jest cudowny. 

 
Odkryłam też, że chleb na zakwasie mogę zjeść również na drugi dzień, co w moim przypadku jest sporym sukcesem. Nie dziwcie się więc, że kiedy Adrianna przedstawiła mi właściwości worka, nie mogłam się oprzeć żeby sprawdzić czy uda się nam przedłużyć jego żywotność poprzez odpowiednie przechowywanie.

Wspomnę tu jeszcze, że oprócz warunków domowych mamy również lokal - Zakąski Wadowice. Zależy mi bardzo aby pieczywo serwowane klientom było przez cały czas chrupiące i świeże. Odkryłam nawet piekarnię, która piecze chleby na zakwasie i o ile w dniu odbioru pieczywa spisuje się ono nawet całą noc, tak w święta, takie jak chociażby długi weekend, niestety nie mamy możliwości zakupu prosto z piekarni. 

Te wszystkie czynniki doprowadziły mnie właśnie do tego momentu: wielkiego testowania AleWorka! Jakie są zasady?
  • Muszę upiec chleb na zakwasie według własnego przepisu i po upieczeniu przechowywać chleb w lnianym worku. Każdego dnia określać jego przydatność do spożycia w skali od 1 do 6, gdzie 1-nie nadaje się do spożycia (za twardy, zepsuty), a 6 – doskonale nadaje się do spożycia (chrupkie, miękkie i świeże pieczywo).
  • zakupić chleb wysokiej jakości i przechowywać go w lnianym worku oraz każdego kolejnego dnia określać jego przydatność do spożycia w skali od 1 do 6.
  • zakupić chleb marketowy, (najlepiej pszenny) i przechowywać go w lnianym worku oraz każdego kolejnego dnia określać jego przydatność do spożycia w skali od 1 do 6.
Zabieram się za testowanie. Przepiękne worki i inne wyroby z lnu znajdziecie klikając bezpośrednio tu: http://aleworek.pl/sklep/