czwartek, 12 czerwca 2014

7 znienawidzonych tekstów w gastronomii

Od jakiegoś czasu noszę się z artykułem o gastronomii. Ten kawałek chleba jest mi znany nie tylko z roli klienta (recenzenta) w restauracjach ale również wieloletniego doświadczenia jako manager a ostatnio - również jako właściciel - niewielkiego co prawda ale nie mniej absorbującego lokalu gastronomicznego. Zanim jednak owy artykuł powstanie, podzielę się z Wami siedmioma tekstami, które potrafią każdego kelnera doprowadzić do rozpaczy.

1. A mogę prosić o rurkę?

2. 
Gość: Jakie piwa macie lane?
Kelner: Tyskie i Gronie.
Gość: To Żywca poproszę.

3.
Kelner: Piwo z sokiem malinowym czy imbirowym?
Gość: Tak

4. Po zebranym zamówieniu przy kilku osobowym stoliku:

Pani1: To ja jeszcze Pepsi poproszę.
Kelner wraca z Pepsi po chwili.
Pani2: A to ja też.
Kelner wraca z drugą Pepsi po chwili.
Pani3: To właściwie ja też poproszę taką Pepsi.
Kelner wraca z trzecią Pepsi po chwili.
Pani1: A mogę jeszcze poprosić do pepsi lód, cytrynę i rurkę?

5. Może mi Pan przynieść miękkie masło?

6. A wiecie co jeszcze moglibyście tu zrobić?

7. Gdzie jest toaleta?

8. Grupa 10- 15 osobowa, po zebranym zamówieniu, wydanych daniach, dopitych kawach, w momencie zamykania rachunku: Przepraszam, czy mógłby Pan podzielić rachunek dla każdego osobno?




źródło: http://womandot.com/

10 komentarzy:

  1. A co jest złego w pytaniu o toaletę...? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo często bywa tak, że albo toaleta jest źle oznakowana albo gościowi nie chce się rozglądnąć bo prościej zapytać. Tyle, że jeżeli jesteś 200 klientem tej restauracji w ciągu dnia to, to pytanie rozwala na łopatki (zwłaszcza jeżeli jest duży ruch). Obsługa śmieje się, że gdyby brała 5 zł za każdorazowe wskazanie toalety, to dziennie zarabiała by więcej niż na umowę w miesiąc :)

      Usuń
    2. Też pracowałam w gastronomii przez wiele la, i myślę, że nawet jeśli 1000 osób jednego dnia zada to samo pytanie o toaletę, to nie ma się co denerwować, tylko trzeba gościom odpowiadać, a potem się zastanowić, że może rzeczywiście coś z oznakowaniem jest nie tak. Poza tym obsługa jest również od tego. Tak samo jak od rozdzielenia rachunku, podania słomki.... :)

      Usuń
    3. Oczywiście, że tak! Tekst jest pisany z przymrużeniem oka ;)

      Usuń
  2. Skąd ja to znam... Sama jestem kelnerką/barmanką...

    OdpowiedzUsuń
  3. zgadzam się ze wszystkim! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. 8 - bezcenne.

    dodam jeszcze 9. Klient składa zamówienie:

    Sytuacja nr 1:
    - ... i piwo proszę
    - jakie?
    - duże
    - ale jakie?
    - a jakie macie?
    - Tyskie, Lech, Żywiec, Warka, Specjal
    - jeszcze raz?

    Sytuacja nr 2:
    - flądrę poproszę
    - filet czy tuszka?
    - co?
    - chce pan filet czy tuszkę?
    - flądrę
    - chce pan rybę z ością czy bez ości ...

    No to jak się już tak ładnie rozkręciłam to dodam też 10.
    I czy mogłaby pani przynieść osobny talerzyk dla dziecka? Ale taki mniejszy żebym mogła mu od siebie nałożyć. I widelczyk. Aaa i pół porcji ziemniaczków. Jeśli można to jeszcze marcheweczkę, bo ona nic innego nie zje. I czy mogłabym jeszcze prosić o podgrzanie wody w butelce? I miskę dla psa.

    OdpowiedzUsuń
  5. W 100% zgadzam się z Twoim artykułem. Owszem jestem klientem, ale mam też pogląd jak wygląda sytuacja ze strony osoby pracującej w restauracji - moja połówka miała taki epizod w życiu. Najwięcej tego typu klientów pojawia się w okresie letnim i w miejscach takich jak np barki na Wiśle. Wtedy może nas tylko uratować powtarzanie w myślach "jestem spokojna, jestem spokojna" pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
  6. To ja jeszcze od siebie:
    A macie coś bez mąki/masła/jajek/nabiału? (ok, to jeszcze rozumiem) Ale: "jakie macie ciasta bez cukru?" jest moim osobistym hiciorem :D Plus z warsztatów: "moje dziecko jest uczulone na nabiał, czy możemy przyjść na warsztaty lodowe?"

    OdpowiedzUsuń
  7. Ania, aż chyba napiszę odpowiedź na Twój wpis w wersji "warsztaty dla dzieci" :D

    OdpowiedzUsuń