poniedziałek, 21 lipca 2014

niedziela, 13 lipca 2014

Zapamiętajcie ten adres: Plac Nowy 1

Nowych miejsce w Krakowie przybywa coraz więcej, a ja nie mogę się nadziwić z jakim pomysłem są zrobione, jak inne niż dotychczasowe, jak ciężko będzie je czymś przebić. Zwłaszcza kiedy obok pięknych wnętrz w parze idzie też kuchnia i pomysł na lokal.

Takim miejscem niewątpliwie jest Plac Nowy 1. Chyba każdy kto odwiedził tą restauracje zgodzi się z tym, że nie ma takiej drugiej w Krakowie. W sercu  Kazimierza, wyrósł budynek, wątpliwie pasujący - jak pierwotnie się wydawało - do otaczającej architektury, niemniej jednak to, co się w nim otworzyło wpędza wszystkich w zdumienie. 



Rzadko rozprawiam o gustach ale muszę przyznać, że osoba projektująca to wnętrze jest moim idolem. Uwielbiam cegły na ścianach, przeszklenia, surowość betonu, proste oświetlenie, nietuzinkowe dodatki i kanciaste meble. W tym wnętrzu czuje się jak ryba w wodzie. Jego charakter nadaje się zarówno na uroczystość jak i wyjście codzienne. Bar na drugim piętrze do złudzenia przypomina mi jedno z wnętrz austriackiego bistro. Jest przestronne, ogromne a w piwnicach skrywa demoniczną kręgielnie. A co ma w swojej ofercie?


Przede wszystkim regionalne piwa! Ja piwa uwielbiam i muszę przyznać, że deska degustacyjna (28 zł) składająca się z czterech różnych piw jest moją ulubioną formą rozrywki! Oczywiście najbardziej smakuje mi piwo pszeniczne, niemniej jednak miodowe i ciemne równie mi posmakowały. O tym, że piwa te są podawane w idealnej temperaturze dzięki wykorzystaniu najnowszej technologii poczytacie na stronie www.placnowy1.pl Ja Wam powiem tyko - idźcie i pijcie, i zapomnijcie w tym miejscu o zwykłym piwie bo grzech go tam pić! 

W karcie menu znajdziecie to, co wszyscy lubimy najbardziej: pizza, burgery,  makarony, frytki. Zaskoczeni? Ja byłam. I przez chwilę opadły mi emocje, jednak zagłębiając się w menu zrozumiałam fenomen tego lokalu. Kuchnia europejska. Pomyślałam sobie, że będzie idealnym miejscem do kolejnego babskiego spotkania, bo pogodzi sałatkowe zapędy moich przyjaciółek z makaronowym zakochaniem jednej z nich i moim uwielbieniem do mięsa - niekoniecznie na sposób włoski. Tak, możemy usiąść w tym miejscu i każda z nas znajdzie w menu coś dla siebie. I to jest niewątpliwa zaleta Placu Nowego 1. 


Brnąc dalej w menu zaskoczyło mnie, że podanie tych dań jest tak inne niż brzmi na papierze. Nie zrozumcie mnie źle ale kiedy mój Małż zamówił na przystawkę Krewetki tygrysie w maśle czosnkowym podane z sałatką i kiełkami buraka (28 zł), spodziewałam się tego co zawsze. Nudy. Tymczasem talerz wyglądał przepięknie a samo danie...hm.. Stwierdzenie Małża, że są to najlepsze krewetki jakie jadł w życiu jest chyba najlepszym z podsumowań, zwłaszcza, że kto jak kto, ale on nie rozdaje takich komplementów na lewo i prawo. Wiedziałam, że jesteśmy w dobrych rękach. Po stylistyce dań, doborze dodatków, przekroju serwowanej kuchni jedno można było powiedzieć - Szef Kuchni ma doświadczenie zdobyte poza Polską i uwierzcie, jest to jeden z największych komplementów dla niego. Spotkaliśmy jego twórczość przy okazji jednej z poprzednio recenzowanej przeze mnie kuchni i powiem, że tak, jak zachwycał wtedy, zachwyca i dziś a mam wrażenie, że rozwinął skrzydła w Plac Nowy 1.

Ja na przystawkę zamówiłam frytki belgijskie (10 zł) bo je po prostu lubię ale żeby móc nieco bardziej poznać kunszt kucharzy, na moim stole wylądował talerz z Delikatnym Pate z wątróbek drobiowych podane na grzance z konfitury z karmelu i cytryny oraz mini botwinką (17 zł). Piękne, delikatne danie. Konfitura genialna, szkoda tylko, że było jej tak mało bo naprawdę wspaniale współgrała z delikatnym pasztetem.


Przyznam, że ciężko było mi wybrać danie główne. Każde zaproponowane w menu ma w sobie coś szalonego: Pierogi z wołowiną i kaszą gryczaną z sosem szałwiowym i bobem, Żeberka pieczone w żywym piwie, Łosoś pieczony pod kruszonką z pietruszki... Naprawdę to tylko kilka z propozycji obok makaronów i pizzy. Moje oko przykuł Gulasz wołowy w ciemnym piwie oraz soku porzeczkowym, podany z fasolą z chili oraz pietruszką i z czeskimi bułkami na parze (35 zł). To danie jest jednym z genialniejszych, jakie miałam okazję jeść ostatnio. Smak porzeczki wykończający każdy kęs gulaszu i delikatne, rozpływające się w ustach mięso jest absolutnym mistrzostwem świata! Nie wiem czy Wy też tak macie ale czasami gotowanie czy jedzenie sprawia, że czuję jakąś taką niepohamowaną radość. I tak było właśnie przy tym daniu. Nie przebiła go Polędwica wołowa podana na puree z kalafiora, szpinaku z zapiekanką ziemniaczaną oraz sosem z czerwonego wina (59 zł). Była smaczna, puree z kalafiora nie tylko fajnie wyglądało ale przede wszystkim ciekawie smakowało a mięso miało dokładnie taki stopień wysmażenia jak chcieliśmy. Jednak gulasz tej kolacji był numerem jeden. Nawet dzisiaj, pisząc tą recenzję i przechodząc do wzmianki o deserach, muszę powiedzieć, że najlepszy był gulasz. 


Lubię restauracyjne desery, chociaż na co dzień wolę słone od słodkiego. Muszę przyznać, że Fondant czekoladowy podany z pudrem z piernika, orzeszkami, lodami bazyliowymi oraz konfiturą z owoców leśnych (20 zł) był przepyszny i cudnie podany na kamiennym talerzu. Jest grzechu warty nawet jeżeli Wam się wydaje, że już nic nie zmieścicie to warto odczekać i zrobić mu miejsce.

Dawno żadna restauracja nie weszła mi tak w głowę jak to miejsce. Znacie to uczucie, kiedy chcecie coś mieć, jeść, robić - powtarzać czynność tak długo, aż Wam się przeje lub znudzi? Ja mam takie odczucia do Placu Nowego 1. Będę go sobie dawkować i mam nadzieję, że Szef Kuchni postara się aby nigdy to miejsce mi się nie przejadło! 






czwartek, 10 lipca 2014

Sos majonezowy do ryby

Mój Tata kupił wędzarnie. Jest to jedna z rzeczy, o których dawno marzyłam i jestem zachwycona, że wreszcie będę mogła poeksperymentować, zwłaszcza pod jego okiem! Muszę tylko znaleźć trochę czasu... 

Tymczasem Tata ćwiczy i podczas jego licznych eksperymentów z różnymi surowcami, wyszedł mu genialny, wędzony Pstrąg. O samym procesie wędzenia napiszę Wam przy innej okazji. Do ryby idealnie pasował sos majonezowy - zresztą sami zobaczcie co działo się na talerzu!




Sos majonezowy:

1 słoiczek Delikatny Majonez Winiary
Kilka kropel cytryny
Posiekany koperek
Łyżka musztardy miodowej

Wszystkie składniki łączę ze sobą. Przyprawiam do smaku pieprzem. Jeżeli macie pod ręką szczypiorek to będzie on świetnym zamiennikiem dla koperku. Palce lizać! 

wtorek, 1 lipca 2014

Sztuka w sześciu odsłonach w Brasserie Sztuka.

Prawdziwą sztuką jest zrobić miejsce z klasą. Miejsce, w którym ceny pogodzą się z kryształowymi kieliszkami a wyblakła od butów posadzka nie zabierze uroku czarnym obrusom zwisającym ze stołów. Miejsce, które ma już urok samo w sobie, bo kiedyś było starym kinem uwielbianym przez wielu randkowiczów, a dziś wchodząc do niego myślisz - "no nie można było lepiej zagospodarować tej przestrzeni". Miejsce artystyczne nie tylko przez wzgląd na repertuar kinowy, czy w przyszłości - kabaretowy ale przede wszystkim repertuar kulinarny. To miejsce nazywa się Brasserie Sztuka i zasługuje na szczególną uwagę. 


O swoim sentymencie do Fabrice, który stoi między innymi za sukcesem tego miejsca nie będę się rozpisywać. Dla mnie jest absolutnym mistrzem jeżeli o słodkości chodzi. Miałam okazję być na warsztatach przez niego prowadzonych i muszę przyznać, że nie tylko otworzył mi kulinarną furtkę na nieznane przeze mnie dotąd makaroniki ale na desery same w sobie. Jego tort przygotowany na nasze wesele rozwalił system każdej jednej osobie i do dziś jest wspominany ze ślinotokiem. 

Zacznę więc nie typowo bo od końca tej wizyty czyli deserów: jeżeli jeszcze nie byliście, to bez dwóch zdań MUSICIE zjeść każdy jeden deser z menu. Creme brulee z azjatyckim jaśminem (12 zł) jest najlepszym jakim jedliśmy - nie tylko ze względu na to, że jest go dużo. Nie wiem czemu akurat ten deser ukochał sobie mój Małż ale po raz pierwszy jego mina oznajmiała zadowolenie nie tylko ze smaku ale również z ilości na talerzu. Ja nie mogłam sobie odmówić Chrupiącego ciastka czekoladowego z musem czekoladowym z malinami i sosem angielskim z owoców jagodowych (12 zł). Poezja! Trochę przypomina mi właśnie nasz tort weselny, mogłabym jeść ten deser bez końca. Przepyszne były malinowe makaroniki, które Fabrice podrzucił nam na talerz. Następnym razem bez wątpienia zjemy po dwa desery, bo do spróbowania pozostały nam Migdałowy krem mascarpone z amaretto i duszonym rabarbarem z wanilią (12 zł) oraz Duży makaronik z owocami jagodowymi i lekkim kremem waniliowym podawany z estragonowym sosem angielskim (12 zł). Komentarz jest zbędny.


Możecie sobie wyobrazić, że całe menu jest właśnie takie: bogate w smaki i aromaty, niekonwencjonalne połączenia, chociaż klasyczne i wcale nie takie długie. Drugi raz odważyłam się na spróbowanie w restauracji risotto. Nie dlatego, że go nie lubię - wprost przeciwnie. Uwielbiam i robię w domu bardzo często, mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że jest to jeden z moich "koników kulinarnych". Niestety w restauracjach zazwyczaj jest przegotowane, odstane, zdarza się też niedogotowane oraz bez ładu i składu. Tym razem, wiedząc kto za nim stoi wybrałam bez wahania Risotto z polędwicą wołową flambirowaną wódką, sosem winnym i oliwą truflową (26 zł). Pisząc to w tym momencie mam ogromną ochotę znaleźć się w Brasserie Sztuka i zjeść je raz jeszcze. Idealnie jędrny ryż z bogactwem smaku.

Małż rozkoszował się Boeuf bourguignonne czyli wołowiną po burgundzku z cebulkami, wędzonym boczkiem i pieczarkami oraz zapiekanką ziemniaczaną (35 zł). Nie wiem czy kiedyś próbowaliście tego dania ale mim zdaniem tylko Francuzi ze zwykłego gulaszu mogli zrobić tak wykwintne danie. Danie to wywodzi się z potraw chłopskich ale jak napisała w swojej książce Julia Child Mastering the Art of French Cooking - "jest to jedno z najlepszych dań z wołowiny wymyślonych przez człowieka". A w Brasserie Sztuka, jedno z najlepiej przygotowanych. 

Zmierzając ku końcowi - ponieważ pewnie właśnie ubieracie kurtkę i wychodzicie  do Brasserie Sztuka - przystawki również nie zawodzą. Ja wzięłam wątróbkę z octem malinowym na ciemnej bagietce z sałatką z młodego szpinaku (14 zł), a Małż Tatara z polędwicy wołowej "Sztuka" z kolendrą, chili, olejem sezamowym i rukolą (26 zł). Bez wątpienia tak, jak samą wątróbkę tak i ocet malinowy trzeba lubić. Ja lubię więc danie uważam za trafione. Tatar fajny, lekki, inny niż nasz tradycyjny (chociaż takiego też znajdziecie w karcie). 

Muszę Wam powiedzieć, że dzięki trzem miejscom z kuchnią francuską, które odwiedziłam w ostatnim czasie, polubiłam ją i sięgnęłam po kilka przepisów. Niewątpliwie ten rok jest wyjątkowym jeżeli o kulinarne doznania w Krakowie chodzi i jeżeli dalej tak pójdzie, to moje grudniowe Top 10 Najlepszych Restauracji w Krakowie będzie niełatwym dla mnie wyzwaniem!