niedziela, 13 lipca 2014

Zapamiętajcie ten adres: Plac Nowy 1

Nowych miejsce w Krakowie przybywa coraz więcej, a ja nie mogę się nadziwić z jakim pomysłem są zrobione, jak inne niż dotychczasowe, jak ciężko będzie je czymś przebić. Zwłaszcza kiedy obok pięknych wnętrz w parze idzie też kuchnia i pomysł na lokal.

Takim miejscem niewątpliwie jest Plac Nowy 1. Chyba każdy kto odwiedził tą restauracje zgodzi się z tym, że nie ma takiej drugiej w Krakowie. W sercu  Kazimierza, wyrósł budynek, wątpliwie pasujący - jak pierwotnie się wydawało - do otaczającej architektury, niemniej jednak to, co się w nim otworzyło wpędza wszystkich w zdumienie. 



Rzadko rozprawiam o gustach ale muszę przyznać, że osoba projektująca to wnętrze jest moim idolem. Uwielbiam cegły na ścianach, przeszklenia, surowość betonu, proste oświetlenie, nietuzinkowe dodatki i kanciaste meble. W tym wnętrzu czuje się jak ryba w wodzie. Jego charakter nadaje się zarówno na uroczystość jak i wyjście codzienne. Bar na drugim piętrze do złudzenia przypomina mi jedno z wnętrz austriackiego bistro. Jest przestronne, ogromne a w piwnicach skrywa demoniczną kręgielnie. A co ma w swojej ofercie?


Przede wszystkim regionalne piwa! Ja piwa uwielbiam i muszę przyznać, że deska degustacyjna (28 zł) składająca się z czterech różnych piw jest moją ulubioną formą rozrywki! Oczywiście najbardziej smakuje mi piwo pszeniczne, niemniej jednak miodowe i ciemne równie mi posmakowały. O tym, że piwa te są podawane w idealnej temperaturze dzięki wykorzystaniu najnowszej technologii poczytacie na stronie www.placnowy1.pl Ja Wam powiem tyko - idźcie i pijcie, i zapomnijcie w tym miejscu o zwykłym piwie bo grzech go tam pić! 

W karcie menu znajdziecie to, co wszyscy lubimy najbardziej: pizza, burgery,  makarony, frytki. Zaskoczeni? Ja byłam. I przez chwilę opadły mi emocje, jednak zagłębiając się w menu zrozumiałam fenomen tego lokalu. Kuchnia europejska. Pomyślałam sobie, że będzie idealnym miejscem do kolejnego babskiego spotkania, bo pogodzi sałatkowe zapędy moich przyjaciółek z makaronowym zakochaniem jednej z nich i moim uwielbieniem do mięsa - niekoniecznie na sposób włoski. Tak, możemy usiąść w tym miejscu i każda z nas znajdzie w menu coś dla siebie. I to jest niewątpliwa zaleta Placu Nowego 1. 


Brnąc dalej w menu zaskoczyło mnie, że podanie tych dań jest tak inne niż brzmi na papierze. Nie zrozumcie mnie źle ale kiedy mój Małż zamówił na przystawkę Krewetki tygrysie w maśle czosnkowym podane z sałatką i kiełkami buraka (28 zł), spodziewałam się tego co zawsze. Nudy. Tymczasem talerz wyglądał przepięknie a samo danie...hm.. Stwierdzenie Małża, że są to najlepsze krewetki jakie jadł w życiu jest chyba najlepszym z podsumowań, zwłaszcza, że kto jak kto, ale on nie rozdaje takich komplementów na lewo i prawo. Wiedziałam, że jesteśmy w dobrych rękach. Po stylistyce dań, doborze dodatków, przekroju serwowanej kuchni jedno można było powiedzieć - Szef Kuchni ma doświadczenie zdobyte poza Polską i uwierzcie, jest to jeden z największych komplementów dla niego. Spotkaliśmy jego twórczość przy okazji jednej z poprzednio recenzowanej przeze mnie kuchni i powiem, że tak, jak zachwycał wtedy, zachwyca i dziś a mam wrażenie, że rozwinął skrzydła w Plac Nowy 1.

Ja na przystawkę zamówiłam frytki belgijskie (10 zł) bo je po prostu lubię ale żeby móc nieco bardziej poznać kunszt kucharzy, na moim stole wylądował talerz z Delikatnym Pate z wątróbek drobiowych podane na grzance z konfitury z karmelu i cytryny oraz mini botwinką (17 zł). Piękne, delikatne danie. Konfitura genialna, szkoda tylko, że było jej tak mało bo naprawdę wspaniale współgrała z delikatnym pasztetem.


Przyznam, że ciężko było mi wybrać danie główne. Każde zaproponowane w menu ma w sobie coś szalonego: Pierogi z wołowiną i kaszą gryczaną z sosem szałwiowym i bobem, Żeberka pieczone w żywym piwie, Łosoś pieczony pod kruszonką z pietruszki... Naprawdę to tylko kilka z propozycji obok makaronów i pizzy. Moje oko przykuł Gulasz wołowy w ciemnym piwie oraz soku porzeczkowym, podany z fasolą z chili oraz pietruszką i z czeskimi bułkami na parze (35 zł). To danie jest jednym z genialniejszych, jakie miałam okazję jeść ostatnio. Smak porzeczki wykończający każdy kęs gulaszu i delikatne, rozpływające się w ustach mięso jest absolutnym mistrzostwem świata! Nie wiem czy Wy też tak macie ale czasami gotowanie czy jedzenie sprawia, że czuję jakąś taką niepohamowaną radość. I tak było właśnie przy tym daniu. Nie przebiła go Polędwica wołowa podana na puree z kalafiora, szpinaku z zapiekanką ziemniaczaną oraz sosem z czerwonego wina (59 zł). Była smaczna, puree z kalafiora nie tylko fajnie wyglądało ale przede wszystkim ciekawie smakowało a mięso miało dokładnie taki stopień wysmażenia jak chcieliśmy. Jednak gulasz tej kolacji był numerem jeden. Nawet dzisiaj, pisząc tą recenzję i przechodząc do wzmianki o deserach, muszę powiedzieć, że najlepszy był gulasz. 


Lubię restauracyjne desery, chociaż na co dzień wolę słone od słodkiego. Muszę przyznać, że Fondant czekoladowy podany z pudrem z piernika, orzeszkami, lodami bazyliowymi oraz konfiturą z owoców leśnych (20 zł) był przepyszny i cudnie podany na kamiennym talerzu. Jest grzechu warty nawet jeżeli Wam się wydaje, że już nic nie zmieścicie to warto odczekać i zrobić mu miejsce.

Dawno żadna restauracja nie weszła mi tak w głowę jak to miejsce. Znacie to uczucie, kiedy chcecie coś mieć, jeść, robić - powtarzać czynność tak długo, aż Wam się przeje lub znudzi? Ja mam takie odczucia do Placu Nowego 1. Będę go sobie dawkować i mam nadzieję, że Szef Kuchni postara się aby nigdy to miejsce mi się nie przejadło! 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz