środa, 20 sierpnia 2014

Yes! Chef!

To była miłość od pierwszego wejrzenia. To prawda, byłam już w dłuższym związku z innym ale jak mówią stare porzekadła: miłość nie wybiera. Poznaliśmy się podczas konkursu BlogerChef, okazał się bardzo pomocny, zdecydowanie mogłam na nim polegać. A ogrom zalet jakie posiada, zauroczyły mnie do końca.

Mowa oczywiście o robocie wielofunkcyjnym Kenwood Chef :) Zamieniłam go miejscami z Kitchenaid. Wariatka? Być może. Jednak mnogość przystawek do Chef'a zdecydowanie przewyższa "Kiciusia". Co mogę Wam powiedzieć po pierwszym użyciu? Moc obrotów bez różnicy w porównaniu do Kitchenaid. Końcówka do ciasta, jaj i musów ładniej zbiera niż jego konkurent. Fajną opcją jest nasadka na miskę aby nic z niej przypadkiem nie wylądowało na ścianie, jednak przyznam się Wam, że nie używam jej zbyt często. Genialny jest szklany blender. Z początku bałam się go używać do bardziej hardcorowych zadań jak chociaż by kruszenie lodu, jednak strach szybko minął, bo daje rade. 

Razem z marką Kenwood będę testowała różne przystawki i dodatki do Chef'a więc przez kolejne miesiące znajdziecie przynajmniej dziesięć przepisów, które powstają przy wykorzystaniu tego robota kuchennego. Doprawione będą przyprawami od Appetita - przyznacie, że symbioza idealna! 








wtorek, 12 sierpnia 2014

Sens życia. Zlata Ulicka.

To była prawdziwa, leniwa niedziela. Żar lał się z nieba, nie drgnęło nawet pojedyncze źdźbło trawy a nad asfaltem unosiła się chmura gorąca. Uwierzcie, nic się człowiekowi nie chciało, nawet jeść - chociaż rozsądek podpowiadał, że trzeba.

W takim nastroju, razem z Osobą Towarzyszącą - jakby napisał Pan Nowicki, wybrałam się do całkiem nowego miejsca, na kulinarnej mapie Krakowa. Miejsce miesięcy ma może dwa albo trzy, mówi o sobie kuchnia czeska i znajduje się przy "Kładce Bernatce" - po tej "właściwej" stronie Kazimierza - jakby powiedzieli rodowici Krakowanie. 

Miejsce o nazwie Zlata Ulicka, ładne, nowoczesne, designerskie - zupełnie nie przypomina swojego poprzednika, do którego przekonana nie byłam - mimo zacnej inicjatywy. Obie osoby, to znaczy ja i Osoba, stwierdziliśmy, że fajnie ale nie wiadomo czego się tu spodziewać. Bo widok z okna podobny do Praskiego ale wnętrze takie "na szybko", jak człowiek głodny. Z drugiej strony posiedziało by się jakoś tak dłużej ale na randkę jakoś takie nieswoje. Niemniej jednak kiedy się usiądzie i zrelaksuje, przenosi się do Pragi, o takiej jak tu, na zdjęciach. Łudząco podobny krajobraz za oknem współgra z menu.

A w nim samo zaskoczenie! Kozi ser owinięty szynką dojrzewającą z dodatkiem karmelizowanej czerwonej cebuli, podany na roszponce z malinowym vinaigrette (22 zł) i Owoce zapieczone pod maślaną kruszonką podane z gałką lodów waniliowych (14 zł), stały się sensem naszego życia. Absolutnie przepyszne połączenia, proste ale skomponowane tak, że człowiek duma nad tym, jak dwa dania mogą przesądzić o być albo nie być restauracji. 

Taki też był temat przewodni spotkania i jak błyskotliwie Osoba stwierdziła - Utopence - pikantne czeskie kiełbaski marynowane, podane z pieczywem (16 zł), zupełnie nie wyglądają ale smakują wybornie. Totalne zdziwienie - zimne kiełbaski pływające w zalewie, podane z ciepłym pieczywem. W słoiku. Dziwne. Może i nawet bez sensu ale czy to ma znaczenie? Dalej było tylko lepiej. Sałatka z łososia wędzonego z pomarańczą i fenkułem na bukiecie sałat z radicchio z vinaigrette brzoskwiniowo-musztardowym (25 zł) była lekka, orzeźwiająca i do wybornej lemoniady pasowała idealnie. I chociaż upał doskwierał Plzensky gulasz wołowy podany z domowymi karlowarskimi knedlikami (28 zł), smakował Osobie wybornie i ja też kilka łyżek zamoczyłam - przyznam - chociaż Comber z królika marynowany w winie, w sosie śmietanowym z knedlikami szpinakowymi (32 zł) jest zdecydowanie bliższy mojemu sercu. A te knedliki - wyborne - zupełnie inne wyobrażenie o nich miałam i cieszę się, że właśnie pozytywnie mnie rozczarowały. Uwierzcie, brzuchy pełne, dania nie małe, właściwie ciut za dużo a przecież zupy odpuściłam, co rzadko mi się zdarza, a tu sens życia w postaci deseru kelnerka miła przynosi. No nie dało się nie zjeść. Z początku trochę nieśmiało, jedna łyżeczka, nie nie, nie zjem, nie zmieszczę - skończyło się walką o maślaną kruszonkę i maliny. 

Miejsce warte Waszego wyboru. Obserwuje go przez ostatni czas i widzę zmiany i cieszę się niezmiernie, że chociaż trochę po omacku, to działa i słucha klientów. Pomysł kuchni bardzo fajny, czekam z utęsknieniem na więcej czeskich piw w karcie i nawet na randkę się wybiorę, bo przecież "kładka" i magiczny Kazimierz w okolicy, tylko proszę, sens życia zostawcie! 


wtorek, 5 sierpnia 2014

Pomysł na...Winiary. Tadżin z rybą.

Podczas kiedy na Fan Page Przyjaciół Winiary wszyscy zachwycają się galaretkami ( o zdanie powinnam zapytać Kostka bo to najlepszy tester galaretek), ja skupiłam się na kostkach Winiary. Sposobność trafiła się do tego wyjątkowa, bo gotowałam wspólnie z moją przyjaciółką Anią, która na co dzień zamieszkuje Belgię i bardzo rzadko spędzamy właśnie takie chwile razem.

Padło na tadżin, więc będzie on w trzech odsłonach pod trzy różne kostki i mięsa. Na pierwszy ogień tażin z rybą. Niebo w gębie!


Składniki:

- 2 duże, dowolne ryby (my wybrałyśmy dorsza)
- 4 cebulki szalotki
- 7 ząbków czosnku
- 2 puszki pomidorów 
- 1 laska cynamonu
- 2 ostre papryczki chili
- 4 liście kafiru
- 2 łyżki papryki słodkiej w proszku
- 2 łyżki przyprawy marokańskiej
- 1 kostka warzywna Winiary
- masło klarowane do smażenia

Chlebek naan:

- 2 szklanki mąki pszennej
- Szczypta soli
- 1/2 szklanki jogurtu naturalnego
- 1/2 szklanki mleka
- około 15 g drożdży, my nie miałyśmy więc użyłam 1 łyżeczki proszku do pieczenia

Przygotowanie:

W garnku o grubym dnie, na maśle klarowanym przysmażam cebulkę. Dodaję czosnek, pomidory z puszki wraz z zalewą, wszystkie przyprawy, liście kafiru i cynamon oraz kostkę warzywną. Gotuję pod przykryciem przez 45 minut. Rybę kroję w kostkę i pod koniec gotowania dodaję ją na 15 minut do gulaszu. 

Mąkę przesiewam, dolewam jogurtu, mleka, proszku i soli. Wyrabiam na ciasto o konsystencji pizzy. Odstawiam do wyrośnięcia na około 30 minut. Urywam kawałki ciasta, wałkuje i smażę na maśle rozgrzanym na patelni aż ładnie urośnie i się przyrumieni. 

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

#Friendsie #Somersby

Świat wygląda dużo lepiej, kiedy ma się obok siebie przyjaciół. Bo cóż fajnego jest w samotnym gotowaniu, jeżeli nie ma komu podać swojego dania. Co zabawnego jest w imprezowaniu, jeżeli na drugi dzień nie ma z kim pogadać o szaleństwach sobotniej nocy. I wreszcie co tak naprawdę fajnego jest w robieniu selfie skoro można robić frendsie! 


Lord Somersby też smakuje lepiej w większym gronie! Wypowiadamy więc razem z Lordem wojnę przeciwko #selfie! Najwyższy czas żebyście pokazali swoich przyjaciół, rodzinę i otoczenie. A przy okazji zgarnęli bardzo fajne nagrody! Jak to zrobić? Konkurs Lorda odbywa się na portalach społecznościowych takich jak: instagram, facebook i twitter. Jedyne co musicie zrobić to wrzucić zdjęcie, na którym są co najmniej dwie osoby i otagować je #frendsie #somersby.




Fajnie, jeżeli na Waszych zdjęciach nie zabraknie też Lorda Somersby. Z nim też łatwo się zaprzyjaźnić :)




*Niniejszy wpis powstał przy współpracy z marką SOMERSBY i skierowany jest wyłącznie dla osób pełnoletnich. Regulamin akcji możecie znaleźć TU.