wtorek, 30 grudnia 2014

Topowa Pizza w 2014!

Temat wzbudzający tak wielkie emocje, jak wiele jest rodzajów pizzy. Ale ponieważ to moje "top" a Wy jak mniemam polegacie na moim zdaniu ;) to zapraszam Was na pizzę do:


1. Papryczki 5 - za idealnie cienkie ciasto i szaleństwo w łączeniu smaków.
2. Pizza Garden - za smak Chicago, serce na talerzu i jakość produktów.
3. Domino's Pizza - za genialne ciasto. Moja ulubiona pizza na wynos. 
4. Malinowy Anioł - za zapach z pieca, smakowite oliwy i bąble na pizzy.
5. En Plato - za wielkość, idealne cienkie ciasto i niepozorne wnętrze (to w Bibicach)
6. Papryczki 3 - za kameralność i odważne łączenie składników.


Niewątpliwie moje serce podbił kamień do pizzy, który w domowych warunkach zapewnia Wam jakość jak z restauracji. Nie wierzycie? Było takich kilku niedowiarków, zakupili owy kamień i zamilkli na zawsze :)))



poniedziałek, 29 grudnia 2014

2014!

Ostatnie pięć miesięcy u mnie były tak intensywne, że już zupełnie zapomniałam co działo się w pierwszej połowie 2014 :)) A przecież działo się bardzo wiele. Otworzyłam Zakąski Wadowice, które niestety z powodu niepoczytalności związkowej musiały zostać przekształcone w coś innego. Odwiedził mnie Turek od kuchni, z którym szamaliśmy kiełbaski z Niebieskiej Nyski i kotleciki jagnięce z sosem miętowym (mniam!). Pożeglowałam z Lordem Somersby, co nie ukrywam było niezwykle przyjemne (skończyło się to niezłą imprezą w drugiej połowie roku). Z Ale worek! testowaliśmy dla Was worki. Dzięki temu dołączyłam do zakwasowej mapy Polski i upiekłam swój pierwszy chleb na domowym zakwasie. I oczywiście "Apetyt" - Magazyn Małopolskich Blogerów Kulinarnych. Dużo pracy ale efekty naprawdę godne wydania nie tylko w wirtualnym świecie. 





Druga połowa to dopiero jazda! Piknik podczas, którego byłam odpowiedzialna za strefę gastronomiczną dla 100 000 ludzi! Tak 100 000!! Wydaliśmy 25 tysięcy porcji jedzenia. To była szkoła życia ale też najlepsze urodziny na evencie jakie można było sobie wymarzyć. W końcu festiwal piwa, nie ;) 





Jak co roku odwiedziłam moją przyjaciółkę w Belgii, zajadałam się mulami - dzięki czemu mogłam podzielić się z Wami przepisem na ten niezwykły rarytas. W domu zmiany. Remont, wyprowadzka jednego lokatora, przeprowadzka drugiego - Chef'a by Kenwood a wraz z nim bogactwa aromatu od Appetity. 



Potem było jeszcze lepiej. Zmiana pracy, dużo pozytywnej energii z tym związanej ale też siwych włosów na głowie! Wreszcie Podskalany! Miejsce, ludzie i klimat, które postawiły mnie na nogi. Powrót do jazdy konnej, nawet z bolesnym upadkiem, jest najlepszą rzeczą, jaką mogłam uskutecznić w tym roku. 






Koniec roku obfituje we współpracę z marką Winiary, która rozpieszcza prezentami. Kolejne warsztaty z Moo Moo - tym razem kuchnia molekularna! Koniec roku to też wydanie drugiej już książki Bloger Chef, w której znajdziecie moje przepisy. I co roczna Wigilia z przyjaciółmi. Naliczyliśmy już dziewięć lat wspólnego biesiadowania!! Koniec roku to także moje Top 10 w 2014. Już jutro! 




wtorek, 16 grudnia 2014

Książka BlogerChef już w sprzedaży!



  • Książka podsumowująca drugą edycję popularnego konkursu kulinarnego dla blogerów – BlogerChef; 
  • Kilkadziesiąt przepisów na wyśmienite dania z kuchni całego świata; Dania wyselekcjonowane przez profesjonalne jury;
  • Przepisy na: przystawki, dania główne, desery,
  • A także: dania bez glutenu, bez laktozy, fit, wegetariaoskie i wiele innych;
  • Każdy przepis zobrazowany apetycznym zdjęciem potrawy; książka zawiera także zdjęcia reportażowe ze wszystkich etapów konkursu;
  • Zmagania ponad 30 polskich blogerów kulinarnych, którzy na co dzieo publikują przepisy na swoich stronach, m.in. autororzy blogów: Pora coś zjeść, Wielki apetyt, Na 4 widelce czy Gotowanie z pasją;
  • Więcej o evencie BlogerChef można przeczytad na stronie: www.blogerchef.pl;
  • Publikacja w pełnym kolorze, twardej oprawie, na wysokiej jakości papierze; ponad 250 stron niezwykłej przygody kulinarnej. 

A co ja myślę powiem Wam, jak już ją dostanę :)

Przystawka z pomidorów i chorizo.

Przy tym tekście szału zdjęć nie będzie. Nie będzie bo gwiazdy wieczoru zostały zjedzone. No cóż, życie. Niemniej jednak, przystawka genialna. Wyjątkowa też kolacja, bo urodzinowa i wyjątkowy B-Day Boy, bo Bartek. 

Pożeglowaliśmy aż do Hiszpanii dzięki Jamie Olivierowi. Hiszpański kozi ser, chorizo, pomidorki. Nawet można pokusić się o szynkę Jamon serrano jako dodatek do tego dania, będącego bogactwem smaków. Wieczór był gorący chociaż na dworze temperatura poniżej zera. Białe wino królowało, nie tylko w kieliszkach ale i daniu głównym - czarnym makaronie z małżami, ośmiornicą i krewetkami. Zanim jednak do tej części przejdę, zaproszę Was na przystawkę. Bartek powiedział, że pomidorki rozpływają się w ustach. Mówiłam już, że lubię gotować dla prawdziwych facetów? ;-)


Składniki:

- 1 opakowanie większych pomidorków koktajlowych
- 1 czerwona cebula
- 1 ząbek czosnku
- 1 kiełbaska chorizo o smaku figowym
- 1 kiełbaska chorizo z pieprzem
- 1 łyżka oliwy z oliwek
- liście bazylii
- kozi ser w kawałku
- ocet balsamiczny o smaku cherry
- sól, pieprz do smaku

Przygotowanie:

Pomidorki przelewam wrzątkiem. Czerwoną cebulkę kroję w piórka. Przekładam  razem z pomidorami do miseczki, solę, pieprze i zalewam 1 łyżką octu balsamicznego. Odkładam na potem. Chorizo kroję na większe kawałki a czosnek w plasterki. Na oliwie z oliwek obsmażam chorizo, dodaję czosnek. Jak już zacznie roznosić się jego zapach po mieszkaniu, dodaję octu balsamicznego (około 1 łyżki) i redukuje. Całość przelewam do miski dokładnie mieszając wszystkie składniki (sos z chorizo, czosnku i octu jest boski). Ścieram ser kozi i dekoruję bazylią. Podaję z chlebkiem ponieważ łatwo nim wybrać sosik.


Miałam dobre chęci i zaczęłam robić zdjęcia... 


Potem było długo, długo, dłuuuuuuuuuugo nic :-)


A potem finał kolacji :-D




piątek, 12 grudnia 2014

1 selfie = 1 posiłek dla psiaka ze schroniska – akcja „Karma wraca” startuje!

Wystarczy, że zrobisz sobie zdjęcie i udostępnisz je na swojej tablicy, a jeden z kilku tysięcy Psiaków ze schronisk dostanie michę pełną karmy – tak w skrócie można opisać świąteczną akcję Fundacji Sarigato „Karma wraca”, która organizowana jest w ramach akcji Karmimy Psiaki.




W ramach III edycji opieką objęto 16 schronisk w największych polskich miastach. Łącznie mieszka w nich ponad 6 000 Psiaków, które czekają na kochający dom. Czy uda się nakarmić je wszystkie?

„Karma wraca” to hasło całej inicjatywy – dobro, które dajemy, prędzej czy później do nas wraca. Fundacja wierzy, że najefektywniejszym sposobem pomagania jest działanie „pomagania przy okazji”, które promuje. Tym razem jest to także okazja do doskonałej zabawy. Oto spot, w którym organizatorki akcji opowiadają o tym, jak i dlaczego warto wziąć w niej udział: https://www.youtube.com/watch?v=U1ezOiMA-lo.
Oto 3 proste kroki do wzięcia udziału: (1) robisz zdjęcie z hasłem  „Karma wraca”, (2) udostępniasz je (publicznie!) na swoim profilu społecznościowym – koniecznie dodając 3 hasztagi:  #1selfie1posiłek #karmawraca #karmimypsiaki. (3) Na końcu Fundacja Sarigato przekazuje posiłki do schronisk z całej Polski. Przekazanie karmy będzie możliwe dzięki Partnerowi akcji, którym jest butik poświęcony czworonożnym ulubieńcom „Dog-a-porter”. Liczenie zebranych posiłków będzie odbywać się na stronie www.karmimypsiaki.pl/karmawraca.

Hasło „Karma wraca” ma również zachęcić do regularnego pomagania. W święta każdy z nas czuje, że warto pomagać – istotne jest jednak uświadomienie sobie, że nie musimy robić tylko tego raz w roku.  To również okazja do dyskusji na temat bezdomnych zwierząt w schroniskach.

Potrzeby w schroniskach są ogromne, dlatego też istnieje możliwość do regularnego pomagania, także jeśli tylko możesz i chcesz – dołącz:

***
Fundacja Sarigato od początku działalności akcja zebrała ponad 9,5 ton karmy, znalazła dom dla 300 psiaków. Akcję wspiera ponad 30 celebrytów, a honorowego patronatu udzieliło 12 prezydentów miast. Przez trzy lata zaangażowano ponad 300 000 osób, zaś na Facebooku można zauważyć ponad 90 000 aktywnych fanów.


Zobacz nasze podsumowanie: www.karmimypsiaki.pl/info.

czwartek, 11 grudnia 2014

Warsztaty kuchni molekularnej w Moo Moo Steak & Burger Club

Na spotkania kulinarne w Moo Moo Steak & Burger Club zawsze chętnie przychodzę. Chociaż by nie wiem co, staram się tak poprzekładać swoje sprawy żeby dotrzeć. Przede wszystkim dlatego, że są bardzo ciekawe. Za każdym razem można dowiedzieć się czegoś nowego i poeksperymentować. Po drugie luźna atmosfera bez zadęcia sprawia, że z przyjemnością siedzi się tam kilka godzin. 



Tematyka też zawsze jest ciekawa. Pierwsze spotkanie było o stekach, sposobach wysmażenia, przygotowania, obchodzenia się z tym wcale nie łatwym mięsem. Na drugich warsztatach zestawiliśmy z pozoru nie pasujące do siebie smaki w burgerach i nauczyliśmy się przyrządzać kanapkę idealną. 

Te warsztaty były już zupełnie kosmiczne. Kuchnia molekularna. Zabawa ciekłym azotem, tworzenie struktur i ciekawych smakowo musów. Zaczęło się od aperitifu w postaci wina musującego z dodatkiem ciekłego azotu. Przyznam się Wam, że kręcą mnie takie kuchenne klimaty, kulinarne laboratorium gdzie nic nie jest oczywiste. 



Marcin i Łukasz - Szefowie prowadzący - niezwykle komunikatywni, zachęcali do próbowania i angażowali nas w "mrożenie" nie tylko produktów spożywczych ale również...alkoholowych. Dżoanie, która towarzyszyła mi podczas warsztatów najlepiej wychodził mus z rumem i colą. Kiedy tylko Marcin nie patrzył - dolewała rumu ile się dało ;)



Co jedliśmy, czy raczej testowaliśmy? Kawior z pietruszki, galaretkę z buraka, lody z olejem z pestek dyni, steka z pianką z koniaku i pieprzu, mini burgery i świeże zioła. Oczywiście wszystko poddane obróbce w ciekłym azocie. 

Niespodzianką była Dominika - zwyciężczyni tegorocznego MasterChefa, która okazała się niezwykle miłą i komunikatywną osobą. Podziwiam jej cierpliwość, została zbombardowana pytaniami przez licznie zebranych uczestników. Mam nadzieję, że bawiła się przy tym równie dobrze jak My.  



Indyk w winie i sosie pomarańczowym.

Ostatnio nocne gotowanie weszło mi w krew. Powstają różne wariacje kuchenne, trochę gorzej, że idzie w tyłek ale może dzięki intensywnym ćwiczeniom fizycznym nie będzie tak źle ;)


Składniki:

- 1 pierś z indyka
- 1 ząbek czosnku
- 1 lampka wina białego
- pół szklanki soku z pomarańczy 

Przygotowanie:

Pierś z indyka nacieram ziołami i czosnkiem, zalewam winem i sokiem pomarańczowym. Tak przygotowane marynuje przez 24 godziny. Oczywiście możecie spokojnie zrobić to w dwie. Mięso obsmażam na patelni z każdej strony, przekładam do rondelka i wlewam całą zawartość z patelni. Gotuję pod przykryciem około godziny przekładając co jakiś czas z jednej strony na drugą. Powstałym sosem z pieczenia polewam mięsko i podaję na przykład z pure ziemniaczanym.

Pure ziemniaczane:

Ziemniaki gotuję aż będą miękkie. Odcedzam i całą zawartość razem z 1/4 kostki masła wrzucam do miski robota kuchennego Chef By Kenwood (ta na zdjęciu). Miksuje końcówką do ubijania piany. Dodaję odrobinę przyprawy do ziemniaków i śmietanki 18% tyle, aż uzyskam gładką konsystencję. 



środa, 10 grudnia 2014

Polędwica wołowa w cieście francuskim z pieczarkami i sosem porzeczkowym.

Nie, nie jest to Polędwica Welington, chociaż tak, przymierzam się od jakiegoś czasu żeby ją zrobić. Wpadła mi w ręce polędwica wołowa. Od razu do głowy przyszedł mi rozmaryn, jałowiec i sos porzeczkowym na czerwonym winie. Poszalałam ale było warto.



Składniki:

- 1 kawał polędwicy wołowej (ok 0,5 kg)
- 1 ząbek czosnku
- 1 łyżka oliwy
- 1 łyżka smalcu
- 1 łyżka musztardy miodowej
- 1 ciasto francuskie
- 1 jajko
- 2 gałązki rozmarynu
- 2 łyżki dżemu porzeczkowego
- 2 kieliszki czerwonego wina
- 10 dużych pieczarek


Przygotowanie:

Polędwice nacieram smalcem i czosnkiem, dodaję pieprz kolorowy, rozmaryn (pół gałązki). Odkładam do lodówki na minimum dwie godziny. Pieczarki mielę w blenderze Chef by Kenwood najdrobniej jak mogę. Po dwóch godzinach polędwice wyjmuję z lodówki, smaruję musztardą. Ciasto francuskie smaruje żółtkiem, układam na nim pieczarki i zawijam w nie polędwicę. Smaruje od góry pozostałym żółtkiem. Piekę 10 minut w 200 stopniach a następnie około 45 w 180 na termoobiegu. Wychodzi medium rare więc jeżeli chcecie mniej krwistą to musicie ją potrzymać dłużej. Po wyciągnięciu z piekarnika daje mięsu 10 minut odpocząć. Doprawiam solą. 

W rondelku podgrzewam czerwone wino, dodaję dżem porzeczkowy, pozostały rozmaryn i zmiażdżony jałowiec. Gotuję aż sos zgęstnieje a wino odparuje. Mięso polewam sosem i podaję z opiekanymi ziemniakami. 




poniedziałek, 8 grudnia 2014

Dorsz w musie paprykowym.

Dorsz, jedna z fajniejszych ryb jakie można przygotować. U mnie, zaraz po łososiu, druga z ulubionych. Często wybieram ją w restauracjach i właśnie w jednej z nich jadłam genialnego dorsza usmażonego na chrupiąco z musem paprykowym. Delikatnym, jedwabistym, z dodatkiem kolendry doskonale pasuje do pieczonych ziemniaków i ryby. Nie była bym sobą gdybym nie zrobiła tego dania sama w domu oczywiście po swojemu!


Składniki na mus:

- 4 papryki opieczone w piekarniku bez skórki
- 2 łyżki oliwy 
- 1 ząbek czosnku
- 1 cebula
- 2 łyżki przecieru pomidorowego
- 100 ml bulionu warzywnego
- szczypta papryki ostrej Appetita
- kilka utartych ziaren kolendry Appetita
- sól i pieprz do smaku
- 4 łyżki śmietany 18% 

Przygotowanie:


Papryki piekę w 180 stopniach bez skórek aż staną się miękkie. W tym samy czasie gotuję wywar warzywny. Cebulę i czosnek mielę w blenderze Chef by Kenwood najdrobniej jak się da. Wrzucam do rondelka na rozgrzaną oliwę i smażę. Dodaję upieczoną paprykę, przecier pomidorowy i dolewam bulionu. Przyprawiam do smaku solą i pieprzem. Redukuje. Dodaję śmietanę, kolendrę i ostrą paprykę. Wszystko razem blenduję aż uzyskam gładki mus. 

niedziela, 7 grudnia 2014

Błyskawiczne pancake z borówkami.

To stało się już tradycją - chyba mogę tak powiedzieć. Na każde mikołajkowe śniadanie robię pancake z syropem klonowym i borówkami. Tym razem nie dość, że zajęło mi to trzy minuty, to jeszcze było dwa razy mniej bałaganu niż zwykle. 
Nie bawiłam się w ucieranie przy pomocy robota kuchennego, tylko wykorzystałam wbudowany w niego blender - tak, wiem, moje ostatnio ulubione narzędzie pracy, nudna jestem :))) Nic nie poradzę. Odkąd mam Chef By Kenwood w kuchni to życie stało się szybsze i prostsze ;)



Składniki (dla dwóch osób):

- 2 szklanki mąki 
- 1 szklanka mleka
- 2 jajka
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia 
- 1 łyżka masła
- syrop klonowy
- borówki
- cukier puder do posypania

Przygotowanie:

Wszystkie składniki za wyjątkiem borówek i syropu wrzucam do blendera i ucieram. Ciasto ma być średnie w swojej gęstości dlatego w zależności od tego jakie uda Wam się uzyskać, albo dolewam mleka albo dodaje mąki. Kiedy jest gotowe dodaję do niego borówki - część zostawiam do dekoracji. Smażę placki na średnio rozgrzanej patelni nasmarowanej wcześniej masłem. Na sam koniec polewam syropem, posypuje cukrem pudrem i dekoruję borówkami. 



sobota, 6 grudnia 2014

Schab w sosie śliwkowym z pure z topinamburu.

No jadło się takie cuda jesienią, tylko czasu nie było żeby wrzucić na bloga. Nadrabiam. Zdecydowanie nadrabiam! 



Składniki:

- 1 schab w całości (około 1 kg)
- 1 główka czosnku cała
- Paczka topinamburu
- 1 masło
- 1 cebula
- 1 łyżka curry
- 1 łyżka cukru
- 50 ml wiśniówki
- 1 łyżka oliwy z oliwek 
- 1 łyżka słodkiej papryki 
- 1 gałąź rozmarynu
- Garść śliwek
- Marynata staropolska Appetita

Przygotowanie:

Mięso nacieram oliwą, marynatą staropolską, czosnkiem i rozmarynem.  Odstawiam do lodówki na pół godziny. Po tym czasie schab obsmażam na patelni z każdej strony. Wkładam do rękawa z całością inwentarza patelnianego, podlewam wiśniówką, dorzucam główkę czosnku (nie obraną, przekrojoną na pół) i piekę w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni na termoobiegu. Trwa to około godziny. 

Śliwki myje i pozbawiam pestek. Wrzucam do blendera Chef By Kenwood razem z cukrem, curry, cebulą i papryką. Mielę na gładką masę. Przelewam do rondelka i na małym ogniu gotuję mieszając aż sos stanie się gładki i gęsty. 

Topinambur gotuję w wodzie. Kiedy jest już miękki, przekładam go do miski Chef By Kenwood razem z masłem i ubijam końcówką do białek aż stanie się gładką masą. Robię to pod sam koniec pieczenia schabu aby pure nie wystygło. podaje je do mięsa natychmiast.