czwartek, 22 stycznia 2015

niedziela, 18 stycznia 2015

Pasztet z jałowcem i orzechami laskowymi.

Jak co roku, z nie ukrywaną przyjemnością piekłam pasztet. Tym razem poniosło mnie dość konkretnie: jałowiec, rozmaryn, orzechy laskowe, whisky... Sam przepis znajdziecie klikając TU bo podstawa się nie zmienia. Może z tym wyjątkiem, że ułatwiłam sobie pracę szatkując cebulę w blenderze Kenwood by Chef a kiedy już go wyraziście przyprawiłam używając Appetita - wymieszałam pasztet używając końcówki do ubijania piany. Tak, taka ze mnie Nigela Lawson ;-)

Połączenie smakowe w pasztecie było mocno dyskusyjne. Pierwszy raz się zdarzyło, że wywołał on tyle emocji przy stole. O dziwo mój Tata - jak wiecie zazwyczaj krzyczący na mnie za wszelkie eksperymenty na pasztecie - tym razem zajadał się z nie ukrywaną przyjemnością. Byłam z siebie dumna zwłaszcza po świątecznym demotywatorze mojej Mamy, która zapytała mnie: "Dziecko wiesz jak zagotować ta wodę?" :)))

Aha co do ilości składników - w tym przypadku przypraw - no cóż... garść tego, garść tamtego. Czyli jak zwykle. Próbujcie! Ma być wyraziście. 




Robot w całej okazałości dzięki zdjęciu ze strony www.kenwoodworld.com 

wtorek, 13 stycznia 2015

Chleb graham na zakwasie.

Ta historia zaczyna się tak. Był zakwas. Stał w lodówce i czekał. Był też hak. Nie byle jaki bo pasujący do Chef by Kenwood. I był jeszcze kminek od Appetita. Byłam też ja, leniwa niedziela i olbrzymia chęć na świeży chlebuś. I stało się.



Składniki:

- 2 szklanki mąki pszennej
- 1 szklanka mąki graham
- zakwas
- 1 łyżeczka cukru
- 1 łyżeczka soli
- 1 łyżeczka kminku mielonego od Appetita
- 1 szklanka ciepłej wody

Przygotowanie:

Wszystkie składniki wrzuciłam do misy robota. Założyłam hak ( następnym razem wykorzystam go do przebrania na Haloween jeżeli będę chciała wystąpić jako Pirat ;) ) i wyrobiłam ciasto. Stolnice podsypałam mąką i ręcznie uformowałam chleb. Wsadziłam go do miski ze ściereczką, przykryłam i tak rósł sobie 12 godzin. Piekarnik nagrzałam do 220 stopni. Chleb nacięłam a następnie wsadziłam na kamień do pizzy i piekłam w tej temperaturze przez 15 minut. Potem zmniejszyłam ciepełko do 200 stopni i piekłam go... aż chleb się zarumienił a kiedy zapukałam w jego spód wydawał głuchy dźwięk. Wtedy wiedziałam, że jest gotowy.

Zjadałam go zanim wystygł, przed czym przestrzegam bo potem bolał mnie pół dnia brzuch :)) Ale pyszny był. 

sobota, 3 stycznia 2015

Makaron z owocami morza z maślanym sosem.

Niby taka prosta rzecz a robi wrażenie. Oczywiście było by idealnie mieć świeże owoce morza ale umówmy się, realia mamy jakie mamy, potrzeba dania powstała ad hoc więc i produkty trzeba było szukać ad hoc. Znalazłam całkiem przyzwoitą mieszankę owoców morza, nie gotowanych (!) więc rozprawiłam się z nimi po swojemu i okazały się całkiem przyjemne. Zdjęcia nie ma, nie było nawet chęci zrobienia zdjęcia ale głównie dlatego, że był ferwor walki i presja czasu a potem po prostu za szybko zniknęło z talerzy. Uwierzyć musicie na słowo, ewentualnie zadzwońcie do Barka :-). Ładnie wyglądało i smakowało też całkiem nieźle. A może jeszcze zrobię to dorzucę fotki. 


Składniki:

- 1 mieszanka owoców morza (koniecznie taka z ośmiornicami i małżami)
- 50 dkg krewetek (dużych, nie "robaczków")
- 2 lampki wina
- 2 łyżki masła
- 1 łyżka sosu rybnego
- 1 cebula biała
- 1 łyżka masła klarowanego 
- 1 łyżka utłuczonej kolendry
- sól
- biały pieprz
- czarny makaron
- liście bazylii do dekoracji

Przygotowanie:

Na patelni rozpuszczam masło klarowane. Wrzucam pokrojoną w kostkę cebulę, czekam aż się zeszkli. Dolewam wina, sos rybny i mieszam aż połowa odparuje. Dodaję masło i kolendrę. W między czasie w 200 stopniach w piekarniku grilluje owoce morza. Trwa to maksymalnie 10 minut. Makaron gotuję al dente. Gotowe owoce morza, wrzucam na patelnię do sosu i gotuję przez około 5 minut. Solę i pieprzę do smaku. Dorzucam makaron, mieszam aby sos "oblepił" makaron i podaję z listkami bazylii.