wtorek, 26 maja 2015

Włoskie wakacje w EN PLATO

To miejsce złamało mi serce dwa razy. Pierwszy - kiedy wyprowadzili się z urokliwego, małego lokaliku z Bibic. Drugi - kiedy po całym dniu głodowania chciałam zamówić pizzę i okazało się, że w związku z wyprowadzką, znalazłam się poza zasięgiem dowozu. To skłoniło mnie do ruszenia swoich czterech liter i odwiedzenia EN PLATO w nowym miejscu przy Warszawskiej 170 a. Było warto. 



fot. En Plato

Nawet nie wiecie jak cieszy mnie bliskość tego lokalu od mojego domu. Nie przebijanie się przez cały Kraków żeby zjeść dobre, włoskie żarcie jest zdecydowanym plusem tego miejsca. Co nie znaczy, że zionie ono pustkami - o nie, niech Was to nie zwiedzie. Wieść o prawdziwie włoskiej pizzy, z włoskimi składnikami i miłością do Włoch osób które tam pracują, rozniosła się po Krakowie dość szybko i lokal na brak klientów nie narzeka zdecydowanie. Do tego jest wyjątkowo ładnie urządzony, jasny, ze świeżymi ziołami na ścianach i zdjęciami z podróży do kraju pizzy. A jeśli o pizzy mowa to... jadłam ich kilka... naście nawet.


fot. En Plato

Za każdym razem jest bezwzględnie perfekcyjna. Moja ulubiona to: Mozzarella di Bufala (mozzarella z mleka bawolic), pomidory San Marzano (pomidory uprawiane u stóp Wezuwiusza), świeża bazylia (26 zł). Taka klasyka gatunku ale przypomina mi moją pierwszą pizzę, którą zresztą też jadłam we Włoszech, i po której mam zamiłowanie do minimalnej ilości składników i cienkiego ciasta. Zdarzyło mi się też przyjechać prosto po treningu razem z moim nie znającym litości trenerem Bartkiem, tuż przed zamknięciem - chociaż jako osoba pracująca w gastronomii staram się nie być tego rodzaju klientem - i zjeść PROSCIUTTO CRUDO - sos pomidorowy, mozzarella, szynka parmeńska, rukola, grana padano (26 zł), która zajęła wysokie miejsce w moim rankingu pizz w tym miejscu. 



fot. En Plato

Nie odpuściłam też sobie SALAME PICCANTE - sos pomidorowy, mozzarella, pikantne salami, czosnek  (24 zł), która stała się faworytką mojego chrześniaka Kostka. Moją i Dżoany gastrofazę zaspokoiła pizza EN PLATO - sos pomidorowy, mozzarella, 2x pikantne salami, pieczarki, cebula, chili (26 zł). Mogłabym tak wymieniać bez końca ale prawdziwie zaskoczona poczułam się owocami morza.


fot. En Plato

Raz przegapiłam - tak to jest, jak się nie słucha Szefa Kuchni i nie przyjeżdża kiedy mówi, że warto. Owoce morza do EN PLATO docierają w środy. Docierają z Wenecji co jest dość ciekawą informacją, zwłaszcza dla tych, którzy w gastronomii pracują. Większość restauracji  korzysta z dostaw z Berlina. I chociaż cenię sobie je bardzo to przyznam, że zapach cozze, które miałam okazję zjeść w ostatni czwartek rozłożył mnie na łopatki. Pachniało morzem, południem, plażą... Jak ja się stęskniłam za wakacjami. Niezwykłym dla mnie jest, jak łatwo potrawy mogą przywoływać wspomnienia... Makaron ugotowany al dente, z lekkim pikantnym sosem, dużą ilością vongoli i z krewetkami przypomniał mi wakacje w Wenecji. Było pysznie i zdecydowanie muszę się uśmiechnąć po przepis na to proste ale pełne smaku danie.



Na koniec powiem Wam, że w Bibicach notorycznie zjadałam Tiramisu. Nie wiem, jak smakuje w nowym/starym EN PLATO ale może pewnego dnia postaram się nie najeść tak bardzo i zdać Wam relacje czy warto wybrać się też na desery. Bo na pizzę i owoce morza - bez dwóch zdań! 

poniedziałek, 18 maja 2015

Majówka w Podskalanach.

Podskalany to takie miejsce, gdzie czas przestaje płynąć. Naprawdę. jeżeli chcecie doznać efektu zatrzymania się w czasie to zapraszam Was właśnie do tego miejsca. Uwielbiam tam być. 

Nie tylko ze względu na mojego ukochanego konia Kamisa ale przede wszystkim za klimat i ludzi, którzy tworzą to miejsce. Nie ważne co robicie na co dzień. Czy jesteście singlami, rozwodnikami, czy macie wielodzietną rodzinę. W Podskalanach zawsze ktoś z Tobą porozmawia, posiedzi leniwie na ławce wygrzewając się w słońcu. Tam nigdy nie jest się samym. 

Podczas majówki bawiliśmy się przednio. Odkryłam w sobie talent malowania buzi dzieciakom, trochę pojeździliśmy konno, tańczyliśmy lub raczej - próbowaliśmy - line dancing i oczywiście jedliśmy pyszności z grilla. A wszystko to w towarzystwie niby przypadkowo poznanych ze sobą ludzi.





































Tarta z konfiturą z czerwonej cebuli, koziego sera i chorizo.

Czasami tak mam, że nachodzi mnie ochota na parę składników. Chodzę po sklepie i wymyślam co by tu.. I tak oto powstała ta tarta. Prosta, mało składników ale zapewniam Was, że połączenie genialne. Zaskoczy nie jedno podniebienie. 

Składniki:

- ciasto na tartę słoną ( tak, tak idę na łatwiznę o jej :-P )
- 3 czerwone cebule
- 1/2 szklanki cukru
- 1 ser kozi
- 2 chorizo (ja kupiłam z figami)
- liście szpinaku do dekoracji
- opcjonalnie lampka wina słodkiego Porto


Przygotowanie:

Ciasto wykładam na blachę pokrytą papierem do pieczenia, wsadzam do piekarnika nagrzanego do 160 stopni - piekę 20 minut. W tym czasie cebulę kroję w piórka, wrzucam na rozgrzaną patelnię z roztopionym masłem i duszę na małym ogniu. Podlewam winem - czekam aż odparuje i wsypuje cukier. Mieszam tak długo aż się rozpuści i zgęstnieje. Konfiturę nakładam na tartę, rozprowadzam ją po całości równomiernie. Układam pokrojone w plasterki chorizo, kozi ser i zapiekam jeszcze 3-4 minuty. Na koniec dekoruje kilkoma listkami szpinaku.