piątek, 4 grudnia 2015

Duma mnie rozpiera! Carioca Resto Bar!

Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo jestem dumna z tego miejsca. Pamiętam je dobrze rok temu, pisałam o nim recenzję (koniecznie kliknijcie i przeczytajcie). Malutki lokalik zachwycił mnie nie tylko samym jedzeniem co ogromną pasją do niego i kraju, z którego pochodzą inspiracje. Żałowałam, że warunki nie pozwalają im na rozwinięcie skrzydeł, bo to, co zjadłam podane w tych kilku odsłonach sprawiło, że mój kulinarny świat oszalał na punkcie kuchni brazylijskiej.


Nie miałam o niej najmniejszego pojęcia, więc wymądrzać się nie będę, ale dzięki Pani Izie i jej synowi poznałam nowe, nieodkryte smaki. Pamiętam, jak żałowałam, że nie mogą oni zaserwować więcej bo chciało się tam jeść i jeść. Z nieukrywaną przyjemnością dziś patrzę jak mały lokalik zmienił się w pełni funkcjonującą restauracją, z menu nie do przejedzenia, tak samo oryginalnym, dobrym, autentycznym. 

Rzadko zdarza mi się wracać do jakiegoś miejsca i ponownie pisać o nim recenzję. Głównie dlatego, że odkrywam nowe lub po prostu jest tak samo dobre i chodzę do owego miejsca już całkiem prywatnie. Rzadko zdarza się też obserwować aby punkty gastronomiczne - bo inaczej tego miejsca nie mogłam nazwać - rozwijały tak skrzydła! Dlatego dziś, z nieukrywaną przyjemnością i naprawdę pełnym brzuchem oraz torbą jedzenia zapakowaną na wynos zapraszam Was na Krupniczą 6, gdzie mieści się Carioca Resto Bar.


Nic się nie zmieniło. Już nie ma co prawda jednego a jest kilka stolików, menu jest obszerne i naprawdę ciężko się zdecydować co wybrać, to koktajle są tak samo pyszne a produkty nadal pieczołowicie wyszukiwane i sprowadzane aby do samego końca podkreślić autentyczność kuchni. Jest dokładnie tak samo przyjaźnie, jedzenie jest świętością i nikt nie ma prawa wyjść z tego miejsca głodny lub niezadowolony. Tętni ono radością, w lecie ma ogródek, gdzie można bliżej poznać kulturę Brazylii tańcząc i pijąc fantastyczne drinki. Obsługa jest "zarażona" pasją, wie co podaje, co polecić, opowie wszystko o każdym daniu i z nieukrywaną przyjemnością serwuje kolejne dania.



Nie wierzycie? Uwaga zjadłam tak: Coxinhas de frango (10 zł) czyli smażone ciasto nadziewane kurczakiem i serkiem requeijao, Naleśniki z suszoną wołowiną, oliwkami i mozzarellą (22 zł), Kraby z pomidorami, mleczkiem kokosowym, olejem dende zapiekane pod parmezanem (18 zł), Pikantne "puree" z krabów, krewetek, orzeszków ziemnych, orzechów nerkowca, bułki, mleka kokosowego, oleju dende  podane z ryżem i fasolą (36 zł) - Pozycja obowiązkowa, czegoś takiego w życiu nie jadłam! Oprócz tego czarną fasolę po brazylijsku z boczkiem, czosnkiem i cebulą (19 zł) - konieczna do spróbowania, frytki z manioku (18 zł) - od dzisiaj ziemniaki w moim domu idą w odstawkę, to jest genialne w smaku!, brazylijski gulasz - rozgrzewający, paprykowy, ostry a na koniec czekoladową truflę. Jest tak samo zachwycając i pyszna jak rok temu, pamiętałam jej smak dokładnie bo zrobiła na mnie duże wrażenie. Nie zmieniła się nic a nic!

Nie zmieniło się też to, że niemożliwym jest zrobienie zdjęcia moim poczciwym Iphonem tego jedzenia, więc pozwoliłam sobie "pożyczyć" parę z profilu restauracji. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz