środa, 30 grudnia 2015

Ganesh Warszawa Ursynów.

To jest dość ciekawa historia z serii "jak to można zjeść dobre jedzenie w centrum handlowym??". I na dodatek nie w środku miasta a na jednej z dzielnic będącej dla Krakusa "końcem świata". A widzicie. Można. Ciekawe jest to, że Ganesh Ursynów odwiedziłam dawno temu, zanim jeszcze powstał ten blog. Tak, tak były kiedyś takie czasy, że A BITE TO EAT nie istniało... przynajmniej nie elektronicznie :)

Otóż moi Drodzy, Ganesh Ursynów nie mieści się wcale na końcu świata a tylko kilka przystanków metrem od tak zwanego "centrum" i zdecydowanie warte jest przejażdżki, bo indyjskie jedzenie mają opanowane do perfekcji. Właściwie to będzie to nieco inna recenzja niż te znane Wam dotychczas. Zamiast pisać Wam co jadłam jak to zwykle bywa, opowiem Wam, dlaczego warto zaglądnąć do Ganesh. 


Ganseh jest sieciówką. Tak. I tym bardziej wartym docenienia jest fakt, że jedzenie w tym miejscu przechodzi ludzkie pojęcie. Sposób prowadzenia dostosowany jest do każdego z miast. Ci, którzy odwiedzili Ganesh w Krakowie (klikając TU można poczytać o tym miejscu) zdziwią się totalnie odwiedzając Ganesh w Warszawie. Wystrój, przeznaczenie, obsługa - wszystko jest zdecydowanie różne. 

Niezmienne pozostaje tylko jedzenie. Jest go dużo, jest dobrze przyprawione, chlebki naan to poezja, to mieszanka smaków i nastrojów. Chicken lolly Pop ( 22 zł) czy moje ulubione pierożki Samosa (12 zł) to kwintesencja tej kuchni. Jeżeli nie lubicie panierki, smażenia, nadzienia, sosów to nie macie tu czego szukać. Jeżeli za to uwielbiacie baraninę, mistrzowsko podane ryże, tonące w sosach kurczaki, nieformalną atmosferę i brudzenie palców - Ganesh Ursynów jest Waszym miejscem.


Pamięć płata figle. Nie pamiętam Kto mnie zabrał do Ganesh Ursynów (szukam winowajcy ;> ) za to pamiętałam smak jedzenia, które dziś robi dokładnie takie wrażenie jak wtedy. Ktoś by mógł powiedzieć: "ee sieciówka", byle szybko, byle jak, byle podać. Nie. Nie w Ganesh. Dla mnie Kraków jest kwintesencją pięciogwiazdkowych Indii a Warszawa ulicznej swobody. Można tu usiąść z piwkiem w ręce, wsadzić palce w talerz i najeść się tak, że trzeba się wytoczyć z restauracji. I właśnie dlatego, warto odwiedzać Ganesh, kiedy się ma ochotę na Indie! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz