wtorek, 1 grudnia 2015

Kopciuszek. Restauracja Kazimierz.

Miałam potrzebę wyjścia do takiego miejsca. Miałam potrzebę umalować usta, założyć elegancką bluzkę, w uszy wpiąć kolczyki. Odkąd dres stał się moim strojem narodowym (przez kontuzję), to nawet nie wiecie jak bardzo tęskniłam za czymś, co zmusi mnie do porzucenia roli Kopciuszka. I chociaż w tej opowieści butów gubić nie będę, bo niestety nie mieszczą się na ortezę to cała reszta jest jak z dobrej, nowoczesnej bajki. 




 fot. Restauracja Kazimierz

W tego typu restauracjach najbardziej lubię to, że od samego wejścia człowiek czuje się wyjątkowo. Piękne, nowoczesne wnętrze. Cegła, szare fotele, białe obrusy, czarne elementy dekoracyjne, nadają wnętrzu niezwykłej prostoty ale też świeżości i elegancji. Przypomina trochę restauracje hotelowe, które jak wiecie uwielbiam, chociaż wykończenia jak na przykład ciężkie zasłony czy żyrandole, sprawiają, że jest ona dużo bardziej przytulniejsza. I bardzo romantyczna. 



Restauracja Kazimierz przywitała mnie niezwykle gościnnie. Zawsze zadziwia mnie to, że w każdym z miejsc ta "gościnność" wygląda inaczej. Niekiedy jesteśmy najlepszymi kumplami, innym razem czuje się jak celebryta (zawsze mnie to bawi). Jednak najbardziej lubię czuć się jak prawdziwy gość. Może dlatego, że takie miejsca jak Restauracja Kazimierz bezapelacyjnie muszą dla mnie trzymać fason. Swobodny kelner jak najbardziej ale z dozą elegancji, zachowania granic, w pewnym sensie obsługa powinna być dystyngowana. Ten moment zawsze nadaje charakter naszym spotkaniom. I nadał temu. Od wejścia poczułam się dobrze. Nie narzucając się obsługa, miła, kompetentna - jakby czytając w moich myślach - zaproponowała wino do lektury menu. Tak lubię. I wino i takie czytanie w myślach, i czekadełko! 



A co Kopciuszki jedzą w takich miejscach? Tatara z polędwicy wołowej z tradycyjnymi dodatkami i Plastry smażonej kaszanki podawanej na puree ziemniaczano-truflowym w otoczeniu glazurowanych szalotek (22 zł). Zatrzymam się przy tej drugiej propozycji, bo chociaż na usta ciśnie się "ordynarne" to powiem Wam parafrazując klasyka: "Co Wy wiecie o gotowaniu?". Bo ja na przykład już wiem, że nawet tak prosty produkt podany w tak wyrafinowany sposób zyskuje na atrakcyjności i smaku. 




Polędwica wołowa z grilla z opiekanymi ziemniakami i warzywami (57 zł) niezwykle soczysta, wysmażona idealnie. Jednak prawdziwym zaskoczeniem było trio kacze: pierś, udko, foie gras pieczone w niskiej temperaturze podane na emulsji z brukwi w otoczeniu wiśniowego sosu z porto (45 zł). Porcja taka, że mogłabym jeść ją godzinami zwłaszcza, że kubki smakowe szaleją z każdym kęsem. Muszę przyznać, że była to jedna z ciekawszych propozycji podania kaczki z jaką się spotkałam. I jedna ze smaczniejszych. W ogóle podoba mi się w Restauracji Kazimierz "przemycanie" dodatków do dań: kaszy, pęczotto, bobu, batatów, topinamburu. Wreszcie coś się dzieje na talerzu. Czasami mam wrażenie, że dodatki do dań dlatego są osobno w menu, bo kuchnia nie ma w ogóle polotu i daje ziemniaki na trzy sposoby (frytki, puree lub pieczony w całości) jakiś szpinak i kandyzowaną marchewkę. No cóż, zapraszam do Restauracji Kazimierz na lekcję dodatków i kompozycji. Nie pożałujecie. 

Taki wieczór nie mógł by się odbyć bez mojego ulubionego deseru: Sufletu czekoladowego na zupie wiśniowej (16 zł). I pokochałam kuchnię za jego przygotowanie, chociaż się skończył i trzeba było od nowa, bo sprawili mi wielką przyjemność nie tylko swoim gestem dobrej woli ale smakiem owego sufletu. Był jak wisienka na torcie mojego wyjścia, balem, bez którego Kopciuszek nie byłby Kopciuszkiem. I mimo tego, że sorbet cytrynowy z winem Prosecco (12 zł) niezwykle orzeźwiał to nic nie pobije płynnej, ciepłej czekolady!

Wracałam do domu szczęśliwa, że wybrałam Restauracje Kazmierz. Na jeden wieczór stała się Księciem, dla którego warto było umalować usta, założyć kolczyki i porzucić dres. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz