czwartek, 21 stycznia 2016

Gość w dom, Bóg w dom. Hotel Król Kazimierz.

To stwierdzenie mogłoby na stałe zagościć jako hasło reklamowe tego hotelu. Ba! Całej sieci. Bo jednego czego nie można odmówić Hotelu Król Kazimierz to gościnności. Położony 10 minut spacerem od serca Kazimierza Dolnego, z widokiem na Wisłę spełnia wszystkie wymagania jakie może sobie zażyczyć podróżujący. Właściwie powiem Wam szczerze, że po rekonesansie obiektów wypoczynkowych w tej miejscowości nie chciałabym się zatrzymać w żadnym innym. Dlaczego?


Nie wiem czy to kwestia zgłębienia tajemnicy Feng shui czy dobrego architekta, ale hotel sprawia wrażenie przestrzennego i o wiele większego niż jest w rzeczywistości a do tego, jest niezwykle przytulny. Zbudowany w starym spichlerzu, z białego, wapiennego kamienia - bardzo charakterystycznego jeżeli o Kazimierz Dolny chodzi, w każdym detalu odwołuje się do historii. Zapewne nie wiecie ale Kazimierz Dolny kiedyś był głównym szlakiem kupieckim zboża.  Do dziś zachował się port jachtowy a liczne spichlerze, przerobione na muzea, przypominają o świetności tego miasteczka z XVI wieku. 

W hotelu Król Kazimierz motywem przewodnim jest łódź, jako symbol podróży. Podkreślają to nie tylko szybujące w przestworzach repliki łodzi, czy bar w tym samym kształcie ale przede wszystkim zdjęcia obrazujące przemianę Kazimierza Dolnego, ludzi oraz zdarzeń, które nadszarpnął już ząb czasu. 



I chociaż powiem Wam szczerze, że samo miasteczko nie zrobiło na mnie wrażenia - mimo licznych zachwytów właściwie od każdej osoby, której powiedziałam, że się tam wybieram - to sam hotel zdecydowanie koi duszę podróżnego.

Przede wszystkim przytulne pokoje, stonowane kolory, miejsca wypoczynku rozsiane po całym hotelu (genialne wielkie fotele, w których można po prostu zniknąć z dobrą książką), SPA z rozwiniętym zapleczem saun oraz gabinetów zabiegowych, w których profesjonaliści wprowadzają w stan relaksu. Wiem, bo sama doświadczyłam niezwykłego masażu pleców masłem Shea, regenerującego po całym dniu podróży. 


Urozmaicone śniadania, pięknie podane stanowią dla mnie właściwie główny punkt podróży i odpoczynku zarazem. Bo wszystko może być piękne ale jeśli najważniejszy, pierwszy posiłek dnia nie jest taki, jak być powinien - to cały czar pryska. Tymczasem śniadania w Hotelu Król Kazimierz są wzbogacone o lokalne produkty (wędzony ser kozi będę pamiętać na zawsze!!), do wyboru na ciepło i lekko, słodko i fit. Miło jest tak zaczynać dzień i tego zawsze mi brakuje po powrocie do domu.



A najważniejsze, że wytchnienie daje obsługa hotelu. Wiem, że może zabrzmi to dziwnie ale nie przeszkadzająca w wypoczynku. Taktowna obsługa jest czymś bezcennym. Nie narzuca się ale jeżeli o coś zapytasz lub zasiądziesz do stołu, przysłowie "Gość w dom, Bóg w dom" ożywa jak zaczarowane. Zwłaszcza jeżeli otwierasz menu. I być może zadziałało tu również przysłowie "przez żołądek do serca" ale dawno nie czułam się tak dobrze obsłużona jak przez Pana Kelnera w pierwszy wieczór.

Pomijam, że namówił mnie do grzechu czyli ciastka czekoladowego z płynnym środkiem, które zjadłam właśnie zapadając się w wielki, przytulny fotel - to jeszcze zaserwował dania, których powinniście zdecydowanie spróbować. Właściwie nie mogłam się zdecydować, ponieważ oprócz regularnego menu kuchnia przygotowała też specjalną wkładkę, dlatego przez dwa dni wybrałam dla Was dania, które musicie spróbować.  



Był to między innymi tatar wołowy - klasyczny, bez udziwnień, prosto, schludnie podany oraz carpaccio z polędwicy wołowej w aromacie trufli. W ogóle wołowina w wydaniu tego sztabu kuchennego jest naprawdę nieźle przyrządzona. Na wyróżnienie zasługują policzki wołowe w sosie z czerwonego wina - niezwykle delikatne, aromatyczne i polędwica wołowa w sosie z zielonego pieprzu. I tu się zatrzymam ponieważ metoda gotowania jej w sous vide nadała mięsu naprawdę niezwykłą miękkość i soczystość. Ostry sos znakomicie z tym współgrał. Nic dziwnego, że po takiej "wołowej" uczcie zachciało mi się jeszcze lodów waniliowych podanych z sosem z regionalnych malin lub raczej powiedziałabym, że zupy malinowej z lodami. Jak zwał tak zwał ale było to szaleństwo i było pyszne. 



Nie omieszkałam również spróbować regionalnych piw, dość ciekawych, pełnych w smaku. I tu dopada mnie nostalgia ponieważ żałuję bardzo, że nasze regionalne piwa, które mam okazję pić w każdym z odwiedzonych miejsc, nie są powszechnie dostępne. Szkoda, wielka szkoda, bo są one wyjątkowe w smaku. Podobnie jak dania, które zatrzęsły moim podniebieniem i które mogę zabrać z podróży do mojej kuchni. Takim daniem jest niewątpliwie panierowany w orzechach ser kozi z gałką sorbetu owocowego. Takie proste, tyle odsłon tego dania w różnych miejscach ale to właśnie Hotel Król Kazimierz podał je w ten a nie inny sposób i trudno będzie mi o tym zapomnieć.

Jeżeli kiedykolwiek będziecie planowali wyjazd do Kazimierza Dolnego, zarezerwujcie sobie pobyt właśnie w Hotelu Król Kazimierz. Dlaczego? Bo jeżeli rozczaruje Was to miasteczko duchów, przynajmniej będziecie pewni, że Wasze miejsce postojowe, oaza dla strapionego podróżnego, spełni Wasze oczekiwania. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz