czwartek, 25 lutego 2016

Nine Kitchen

Macie takie dni, że potrzebujecie się wygadać, tak po babsku? Nie, że o facetach tylko po prostu pójść, zjeść coś dobrego, pogadać o życiu. Ja mam, a najdziwniejsze jest to, że dopadają mnie one nagle. Tak było i tym razem, i dobrze się zgrało bo Ania też miała "taki dzień". Umówiłyśmy się dosłownie w minutę. I tyle samo, zajęła mi rezerwacja stolika przez Gastrobooking.pl


Tak, jak Wam już wcześniej pisałam, portal ten zapowiadał wersję mobilną. Sprawdziłam, jest już i działa. Zasada rezerwacji pozostała dokładnie ta sama - intuicyjne bookowanie stolika w restauracji, bez zbędnych opcji, problemów, przycisków, podstron etc. Wchodzisz, logujesz się za pomocą swojego hasła, wybierasz miasto, restauracje, ilość osób, godzinę, opcje wykorzystania vouchera i po temacie. Trwa to niecałe 60 sekund. Nie musisz dzwonić, sprawdzać dostępności stolika (jeśli jej nie ma lub restauracja ma rezerwację na cały obiekt od razu do Ciebie oddzwania z taką informacją - wiem, bo sprawdziłam). Nie wiem czemu tak mnie to zadziwia ale faktem jest, że do tej pory nie znałam tak dobrego narzędzia do komunikacji z restauracją. 



Wybór padł na NINE Kitchen. Przede wszystkim dlatego, że chciało nam się sushi. Nie wiem czemu ale w moim otoczeniu faceci raczej nie przepadają za tą formą przekąski, prędzej kobiety dają się skusić. I chociaż z przyjemnością zazwyczaj udowadniam im, że pojęcia o sushi nie mają, to tym razem chciałam po prostu oddać się rozkoszy testowania tego miejsca i w spokoju spędzić wieczór. 



foto. Nine Kitchen

Pierwsza część restauracji, jasno oświetlona, biała z kontrastowymi, morskimi sofami. Co do koloru możemy się spierać jak coś. Druga część, z przygaszonym światłem, intymna, powiedziałabym, że niczym świątynia. Klimat spokojny, wyciszający. Coś na granicy SPA i restauracji. O kurcze zamarzył mi się właśnie szlafrok, który byłby zdecydowanie dopełnieniem uczucia jakie mnie tam ogarnęło. Wiecie taki puchaty, mięciutki, w którym można utonąć... 



foto. Nine Kitchen

NINE Kitchen jest kuchnią FUSION. Co to oznacza? Mianowicie, że czerpią inspiracje z kuchni azjatyckiej i łączą ją z europejską. Dla Was oznacza to tyle, że jeśli do tego rodzaju kuchni nie jesteście przekonani, to taka właśnie lekka forma podania prawdopodobnie trafi w wasze podniebienie. W moje trafiło bez dwóch zdań. Zaserwowane sushi było świeże, łączyło różne smaki i było pięknie podane. Obsługa miła, ceny przystępne jedynie miejsca w brzuchu zabrakło na spróbowanie pozostałych klasyków z karty. Na pewno wrócę tam, żeby to nadrobić. 



Gastrobooking.pl po raz kolejny okazał się być fantastyczną formą rozliczenia kiedy kogoś zapraszasz do restauracji. Voucher na określoną kwotę dyskretnie rozliczony przez restaurację, bez zbędnych pytań czy wymagań. Status swoich rezerwacji czyli historii lokali, w których się jadło i wykorzystanych punktów (voucherów) można sprawdzić potem w swoim panelu. W łatwy i prosty sposób można również dodać recenzje odwiedzonej restauracji czym dodatkowo można zyskać punkty w programie lojalnościowym. Podoba mi się taka interakcja z klientem. I bardzo podoba mi się mobilna aplikacja Gastrobooking.pl


[tekst sponsorowany]

wtorek, 23 lutego 2016

Włoska

To była prawdziwa przyjemność. I chociaż nie przepadam za menu na specjalne okazje jak na przykład walentynki, to jednak tym razem ciesze się, że coś mnie tknęło aby wybrać się w to święto do tego miejsca. Miejsca, o którym mogę powiedzieć, że wreszcie znalazłam swoją "włoską".



Sama nie wiem od czego zacząć pisząc Wam o tym miejscu. Dizajn jest taki jak lubię. Bardzo teraz na czasie ale pozwalający w niedalekiej przyszłości zagospodarować wnętrze na nowo bez jakiś specjalnych kosztów. Lokal może wyglądać "na drogi" ale taki nie jest. Relatywnie rzecz ujmując. Obsługa bardzo miła, bezpośrednia, nie nadaje "tonu" restauracyjnego, pozwala raczej na porzucenie wszelkich konwenansów i zajęcie się sobą. I jedzeniem. 





A jest się czym zajmować. Bo jedzenie jest pyszne, jest włoskie, jest świeże i piękne. Jeżeli lubicie kuchnię włoską w nowoczesnym wydaniu, bez ciężkich sosów, zagęszczaczy i składników, które z Włochami nie mają nic wspólnego to podzielicie moje zauroczenie tym miejscem. Pamiętacie te czasy, kiedy na niedzielny obiad robiło się makaron? Ja pamiętam. Pamiętam też jakie to było żmudne zajęcie i jak bosko potem smakował ten makaron. Dlatego doceniam bardzo, że makarony we Włoskiej robione są ręcznie. Samo to sprawia, że nie można nie docenić pasji i oddania tamtejszych kucharzy a zrobiony przez nich makaron spaghetti był właśnie takim miłym wspomnieniem.



Chciałam Wam jednak przede wszystkim opowiedzieć o przystawce, która zainspirowała mnie do mojego świątecznego obiadu (tak, tak już nad nim myślę). Bo mam zamiar zrobić właśnie tą przystawkę, oczywiście na swój własny sposób, niemniej jednak ta propozycja zapadła mi na dłużej w pamięć: Foie gras w białej czekoladzie (26 pln). Słony środek przenikający się ze słodkim wierzchem to chyba mój ulubiony romans smaków. Proste? Niby tak ale weź człowieku i wpadnij na to! Druga równie przepyszna przystawka - vitello tonnato przygotowana na bazie jednego z polskich specjałów czyli ozorków cielęcych (21 pln). Delikatne, dodatek kaparów świetnie kontrastuje smak tego dania. Spróbujcie a otworzy Wam zupełnie nowe horyzonty. 



O jej wróć! Zapomniałam, że do tego dostałam przepyszny koszyczek różnego pieczywa, które z dwoma oliwami łagodnej i ostrej (do nabycia w sklepiku włoskim we Włoskiej) smakowało wybornie. Cieplutkie, mięciutkie, delikatne. A z białym winem to już w ogóle dla mnie kulinarny raj. Tak, tak wiem prosta jestem, niewiele mi trzeba ale co poradzić? Wiele czasu spędziłam w południowych krajach czy Włoch czy Francji rozkoszując się właśnie taką prostotą. Bagietką, oliwą, serem, winem. I tak mi już zostało. 



Chociaż przyznam, że na widok grillowanej ośmiornicy (38 pln) oczy mi zalśniły i przegrał z nią nawet wyśmienity, rozpływający się w ustach karczek z dzika (45 pln). Bo jak wiecie uwielbiam dziczyznę ale kiedy o owoce morza idzie.. a idzie jeszcze o ośmiornicę... ośmiornicę grillowaną... i to tu w Krakowie... to nie ma na mnie mocnych. Uwielbiam. Kocham. Szaleje. Od pierwszego kęsa, który miał miejsce na Zanzibarze podczas jednych z moich piękniejszych wakacji życia. I dawno nie jadłam tak kruchej, tak rozpływającej się w ustach (ale ją kucharz musiał wytłuc ;>) - dla mnie - pozycja obowiązkowa w tym miejscu.



Wyjątkowo dobre okazały się desery - pięta achillesowa niejednej restauracji. Deser walentynkowy pięknie podany, ciekawe połączenie smaków i tekstur. Flagowe Tiramisu zasługuje na każdą jedną pochlebną opinię jaką usłyszycie. 
Tak naprawdę trzeba przyznać, że Włoska jest miejscem budowanym na pasji do jedzenia a jednocześnie nastawiona na klienta bez nadęcia. Jeżeli szukacie swoich Włoch to bardzo chętnie się z Wami podzielę i odstąpię swoje krzesło we Włoskiej ale tylko jak mnie tam nie ma. 





poniedziałek, 15 lutego 2016

Moje TOP 10 restauracji w 2016

Zrobię wyjątek, odstępstwo od reguły i już dziś zacznę pisać swoje TOP 10 bo szkoda, żebyście czekali na nie cały rok :) 


1. Alpino - ta francuska restauracyjka na obrzeżach podbiła moje serce lekką formą podejścia do tej kuchni. 



2. En Plato - jakoś odkąd zjadłam tam pizzę i poznałam filozofię tego miejsca to boję się zjeść ją gdzieś indziej. 

foto. En Plato

3. Włoska - wreszcie mogę powiedzieć, że znalazłam swoją knajpę z włoską kuchnią. Nie ma w niej przerostu nad treścią, karta jest zwięzła ale treściwa i naprawdę przywiązują uwagę do jakości produktów, które serwują. 


foto. Włoska

4. Nine Kitchen - Ciesze się, że co roku powstaje knajpa z azjatyckim jedzeniem, która wpisuje się w moje TOP. Zdecydowanie polecam zwolennikom Azji na sposób europejski. 


foto. Nine Kitchen


5. Wielopole 3 - Tu już nie chodzi o wege czy bezglutenowe jedzenie, To superfood! Pod każdym względem super. 

foto. Wielopole 3

6. Enoteka Pergamin - Zabawie się troszkę we wróżkę i powiem Wam, że za rok to miejsce będzie miało gwiazdkę Michelin! To chyba mówi samo za siebie...


środa, 10 lutego 2016

STRUDEL Z JABŁKAMI i konfuturą z moreli

I kolejny z przepisów Prababci Ani. W nowej formie podania dzięki Slate Plate. Była zabawa :)) 


Składniki:

1/2 kg mąki
Białko z 2 jajek
15 dkg masła
Cukier
Jabłka
Szczypta soli
Rodzynki
Cynamon
1 słoiczek konfitury z moreli


Przygotowanie:

Ciasto zagniatamy z 1/2 kg mąki, 2 białek, 5 dkg masła, szczypty soli i wody. Wyrabiamy go dobrze aby było nie za twarde. Przykrywamy ciepłym rondelkiem i zostawiamy na 15 minut. Po tym czasie na stolnicę kładziemy obrus, podsypujemy go mąką, rozgniatamy ciasto wałkiem a potem rękami. Część ciasta odkładamy. Pozostałe wkładamy do wysmarowanej masłem wysokiej foremki (lub małej tortownicy). Do środka wkładamy pokrojine na kwadraty jabłka, garść rodzynków, konfiturę z moreli i posypujemy obficie cukrem oraz cynamonem.  Zapiekamy w średnio rozgrzanym piecu. W połowie pieczenia przykrywamy foremkę pozostałym ciastem i zapiekamy aż się zarumieni. Pod koniec pieczenia na foremkę nakładamy połowę jabłka (należy wybrać największe i oczyścić z pestek i środka) i zapiekamy jeszcze kilka minut. Posypujemy cukrem pudrem, dekorujemy laską cynamonu, gwiazdmai anyżku.

W opcji nowoczesnej z sosem waniliowym:

2 żółtka
1 cukier waniliowy
szklanka tłustego melka


Żółtka ubijamy z cukrem, dodajemy mleko i gotujemy na bardzo małym ogniu do zagęstnienia. Nie zagotowujemy!

poniedziałek, 8 lutego 2016

Indyk pieczony z nadzieniem tradycyjnym

Pierwszy z przepisów Prababci Ani, świetnie nadaje się na dwu dniowy obiad. Jeżeli szukacie alternatywy dla kurczaka to ten przepis będzie idealny dla Was. Znajdziecie go w Magazynie Apetyt a piękne talerze kupicie na Slate Plate


Składniki: 

1 duza pierś z indyka
1/2 kostk masła
Wątróbka z indyka lub ewentualnie 15 dkg wątróbki drobiowej
1 namoczona mała bułka
4 łyżki bułki tartej
3 jajka
Szczypta soli
Szczypta pieprzu
Gałaka muszkatołowa
Odrobina cukru
5 dkg rodzynek
Gałązka rozmarynu
2/3 kostki masła do pieczenia
Folia aluminiowa

1/2 kostki masła rozpuszczamy w rondelku. Kiedy nieco przestygnie dodajemy ubitą z żółtek masę, dodajemy drobniutko posiekaną wątróbkę, bułkę, sól, pieprz, gałkę muszkatołową, odrobinę cukru. Białka ubijamy na sztywną pianę i dodajemy ją do masy razem z tartą bułką i rodzynkami. Wszystko mieszamy. Nadzienie nie ma być twarde. Smarujemy nim całą pierś indyka a najwięcej nakładamy na jego grzbiet. Na koniec układamy gałązkę rozmarynu i plastry słoniny. Zawijamy go w nasmarowaną masłem folię aluminiową i wkladamy do brytfanki, podlewamy odrobiną wody i pieczemy około 20 minut. Jeżeli jest miejsce w piekarniku to dobrze wsadzić do niego rondelek z wodą - mięso nie będzie wysuszone.  Po 20 minutach zdjemujemy folię i pieczemy indyka aż farsz na górze się przyrumieni tworząc warstwę skorupy.  


W opcji nowoczesnej z kandyzowanymi marchewkami i sosem pomarańczowym: 

Marchewki obieramy, kroimy na mniejsze kawałki, smarujemy oliwą, posypujemy brązowym cukrem. Zapiekamy w 160 stopniach aż cukier się rozpuści a marchewki zmiękną.


Wyciskamy sok z dwóch pomarańczy. Na patelnię wlewamy sos powstały z pieczenia indyka, dolewamy sok z pomarańczy, dodajemy łyżkę miodu i redukujemy aż sos zgęstnieje.

czwartek, 4 lutego 2016

Duch Prababci Ani w styczniowym wydaniu Magazynu Apetyt

Pamiętam moją Prababcię Anię bardzo dobrze. Drobna, chociaż dość wysoka jak na ten rocznik kobieta, z bialymi włosami i chustą na głowie. Jej amoniaczki przeszły do rodzinnej histroii. Pokolenia wychowały się na blaszanym pudełku schowanym do szuflady, w którym pachniały ciasteczka z grubym cukrem na wierzchu. Kiedy myślę o niej, myślę właśnie o tych ciasteczkach.

Jakiś czas temu wspominając Prababcię Anię i właśnie amoniaczki, trafił w moje ręce zbiór przepisów, które Prababcia gromadziła odkąd została młodą gospodynią. Skrzętnie zapisane porady, czasami śmieszne, czasami bardzo pomocne a czasami trudne do rozszyfrowania. Staropolskie potrawy, nowinki przywiezione przez gości do jej domostwa, eksperymentalne - jak na tamte czasy - autorskie przepisy.



Dziś chciałabym się właśnie nimi z Wami podzielić w Magazynie "APETYT" - Małopolskim Magazynie Blogerów Kulinarnych. Oszczędzę Wam co prawda "wieszania indyka na mrozie aby skruszał" i podam Wam je w przyswajalny sposób, jednak zachowałam oryginalne proporcje, których zazwyczaj brak oraz oryginalny sposób przyrządzenia - nieco chaotyczny i "żywiołowy". Podam je Wam za to w pięknej, nowoczesnej formie dzięki talerzom z kamienia łupanego od Salte Plate. Zaprosiłam ich do współpracy nie tylko ze względu na estetyczne przymioty ich produktów ale przede wszystkim ponieważ są godnym towarzystwem doskonałej kuchni.


poniedziałek, 1 lutego 2016

Karnawałowy Magazyn Apetyt!

Kawał ciężkiej pracy ale ciesze się, że należę do grona zespołu współredagującego ten piękny magazyn! Koniecznie do niego zajrzyjcie, znajdziecie tam również moje przepisy!