wtorek, 23 lutego 2016

Włoska

To była prawdziwa przyjemność. I chociaż nie przepadam za menu na specjalne okazje jak na przykład walentynki, to jednak tym razem ciesze się, że coś mnie tknęło aby wybrać się w to święto do tego miejsca. Miejsca, o którym mogę powiedzieć, że wreszcie znalazłam swoją "włoską".



Sama nie wiem od czego zacząć pisząc Wam o tym miejscu. Dizajn jest taki jak lubię. Bardzo teraz na czasie ale pozwalający w niedalekiej przyszłości zagospodarować wnętrze na nowo bez jakiś specjalnych kosztów. Lokal może wyglądać "na drogi" ale taki nie jest. Relatywnie rzecz ujmując. Obsługa bardzo miła, bezpośrednia, nie nadaje "tonu" restauracyjnego, pozwala raczej na porzucenie wszelkich konwenansów i zajęcie się sobą. I jedzeniem. 





A jest się czym zajmować. Bo jedzenie jest pyszne, jest włoskie, jest świeże i piękne. Jeżeli lubicie kuchnię włoską w nowoczesnym wydaniu, bez ciężkich sosów, zagęszczaczy i składników, które z Włochami nie mają nic wspólnego to podzielicie moje zauroczenie tym miejscem. Pamiętacie te czasy, kiedy na niedzielny obiad robiło się makaron? Ja pamiętam. Pamiętam też jakie to było żmudne zajęcie i jak bosko potem smakował ten makaron. Dlatego doceniam bardzo, że makarony we Włoskiej robione są ręcznie. Samo to sprawia, że nie można nie docenić pasji i oddania tamtejszych kucharzy a zrobiony przez nich makaron spaghetti był właśnie takim miłym wspomnieniem.



Chciałam Wam jednak przede wszystkim opowiedzieć o przystawce, która zainspirowała mnie do mojego świątecznego obiadu (tak, tak już nad nim myślę). Bo mam zamiar zrobić właśnie tą przystawkę, oczywiście na swój własny sposób, niemniej jednak ta propozycja zapadła mi na dłużej w pamięć: Foie gras w białej czekoladzie (26 pln). Słony środek przenikający się ze słodkim wierzchem to chyba mój ulubiony romans smaków. Proste? Niby tak ale weź człowieku i wpadnij na to! Druga równie przepyszna przystawka - vitello tonnato przygotowana na bazie jednego z polskich specjałów czyli ozorków cielęcych (21 pln). Delikatne, dodatek kaparów świetnie kontrastuje smak tego dania. Spróbujcie a otworzy Wam zupełnie nowe horyzonty. 



O jej wróć! Zapomniałam, że do tego dostałam przepyszny koszyczek różnego pieczywa, które z dwoma oliwami łagodnej i ostrej (do nabycia w sklepiku włoskim we Włoskiej) smakowało wybornie. Cieplutkie, mięciutkie, delikatne. A z białym winem to już w ogóle dla mnie kulinarny raj. Tak, tak wiem prosta jestem, niewiele mi trzeba ale co poradzić? Wiele czasu spędziłam w południowych krajach czy Włoch czy Francji rozkoszując się właśnie taką prostotą. Bagietką, oliwą, serem, winem. I tak mi już zostało. 



Chociaż przyznam, że na widok grillowanej ośmiornicy (38 pln) oczy mi zalśniły i przegrał z nią nawet wyśmienity, rozpływający się w ustach karczek z dzika (45 pln). Bo jak wiecie uwielbiam dziczyznę ale kiedy o owoce morza idzie.. a idzie jeszcze o ośmiornicę... ośmiornicę grillowaną... i to tu w Krakowie... to nie ma na mnie mocnych. Uwielbiam. Kocham. Szaleje. Od pierwszego kęsa, który miał miejsce na Zanzibarze podczas jednych z moich piękniejszych wakacji życia. I dawno nie jadłam tak kruchej, tak rozpływającej się w ustach (ale ją kucharz musiał wytłuc ;>) - dla mnie - pozycja obowiązkowa w tym miejscu.



Wyjątkowo dobre okazały się desery - pięta achillesowa niejednej restauracji. Deser walentynkowy pięknie podany, ciekawe połączenie smaków i tekstur. Flagowe Tiramisu zasługuje na każdą jedną pochlebną opinię jaką usłyszycie. 
Tak naprawdę trzeba przyznać, że Włoska jest miejscem budowanym na pasji do jedzenia a jednocześnie nastawiona na klienta bez nadęcia. Jeżeli szukacie swoich Włoch to bardzo chętnie się z Wami podzielę i odstąpię swoje krzesło we Włoskiej ale tylko jak mnie tam nie ma. 





2 komentarze: