czwartek, 14 lipca 2016

Browar Lubicz jest fajny!

Do napisania tej recenzji zmobilizowała mnie rozmowa z moim znajomym, który uparcie twierdził, że skandalem jest mój post na FB dotyczący Browaru Lubicz oraz, że straciłam smak. I być może było by to prawdą, gdyby nie fakt, że ostatnio jadł w Browarze Lubicz w kwietniu a ja byłam tam raptem parę dni temu... Dlatego tą recenzję dedykuję Wszystkim, którzy chcieli by się przekonać, że są w błędzie.



Najpierw zacznę od tego, że Browar Lubicz serwuje obłędne piwo. Lekkie i orzeźwiające, bez nuty goryczy. To właśnie tu – w murach, gdzie zadomowił się duch staropolskich obyczajów - od ponad 170 lat warzono znane w całej Galicji piwo. Podczas konkursu Golden Beer Poland na V Forum Technologii Browarniczych odbywającego się w październiku 2015 piwa z Browaru Lubicz zajęły medalowe miejsca:

  • Piwo Lubicz Ciemne w kategorii Ciemny Lager Pełny zajęło I miejsce i zdobyło złoty medal
  • Piwo Lubicz Alt w kategorii piw Specjalnych zajęło II miejsce i zdobyło srebrny medal
  • Piwo Lubicz Marcowe w kategorii Jasny Lager Pełny zajęło III miejsce i zdobyło brązowy medal
Można je degustować w pięknych wnętrzach browaru lub zabrać na wynos w cenie 6 zł za butelkę 0,5 - co oczywiście uczyniłam. Było niezwykłą przyjemnością picie browarku w moim zaciszu balkonowym, kiedy skwar miasta powoli stygł, szukając wytchnienia w nadchodzącym wieczorze. Prawie taką samą jak picie go w towarzystwie pięknych kobiet, w pofabrycznym budynku Dawnej Słodowni, pochodzącej z drugiej połowy XIX wieku podczas lipcowego wieczoru. 



I powiem Wam szczerze, że nie wiem czy jedzenie jest oprawą do piwa, czy piwo oprawą do jedzenia ale nowa karta, którą wprowadził nowy Szef Kuchni jest fajna. Fajne są ceny, fajne jest menu, fajne są propozycje dań. Młody Szef, jeszcze nie zblazowany manierą gastronomii, serwuje dania kuchni polskiej i regionalnej, niemniej w każdej potrawie można dostrzec jego fascynację pewnymi nowatorskimi technikami czy też wyczuć jeszcze tę nutę energii i kreatywności. 


Tatar wołowy z suszonymi pomidorami i pieczonymi karczochami (37 zł) był znakomity. Świeży, idealnie posiekany, lekki, wakacyjny. Carpaccio z polędwicy wołowej z zielonym pieprzem, czosnkiem, ziołami, parmezanem, rukolą i nutą oliwy truflowej (39 zł), rozpływało się w ustach dzięki swojej delikatności a bogata ilość składników towarzyszących nadawała mu fajny smak. 


Drugie danie przysporzyło nam nieco problemów, bo "na wszystko miałyśmy ochotę", niemniej jednak najlepszym wyborem była polecana przez Szefa Kuchni Dorada w papilocie z cytryną, duszonymi warzywami i ziołami (55 zł) oraz Filet z kaczki sous vide z czerwona kapustą, kluskami leniwymi i sosem z czerwonej porzeczki oraz trawy żubrowej (47 zł). Kaczka genialna! Jestem wielkim fanem metody sous vide jeśli o mięsa chodzi, do tego uwielbiam połączenia z sosami z kwaśnych owoców dlatego dla mnie danie fantastyczne. Delikatne mięso, lekko różowe z przyrumienioną skórą, z lekkością dało się kroić i z przyjemnością zjadać. Dorada z wyczuwalną nutą cytryny orzeźwiała. I w akompaniamencie doskonałego piwa był to bardzo fajny, treściwy posiłek. 

Na deser dałyśmy się namówić z łakomstwa ale faktem jest, że ciasto czekoladowe z sosem borówkowym (25 zł) jest obłędne. 


Namawiam Was gorąco na tą browarno-kulinarną rozpustę, zwłaszcza, jeżeli byliście kiedyś tam i coś tam się Wam wydaje, że wiecie o tym miejscu. Ja wiem jedno: jest smacznie, jest genialne piwo i jest fajnie! I można zabrać do domu ;-)




3 komentarze:

  1. Ciekawa relacja. Nie miałem przyjemności ani pić ichniejszego piwa, ani tym bardziej odwiedzić restauracji, ale z tego co się orientuję, to BL zbiera poprawne recenzje, zwłaszcza ich APA o aromacie owoców egzotycznych. Z jednej strony, to bardzo młody browar, a jednocześnie mający za sobą kawał historii. Warzono tu przez ok. 150 lat i przerwano 14 lat temu. Nowy-stary browar funkcjonuje od września 2015 i, sądząc po zdjęciach, to bardzo klimatyczne i eleganckie miejsce, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Też jeszcze nie miałem przyjemności pić piwek z Lubicza, ale relacja mnie zachęca. Generalnie - od pewnego czasu nie pijam piw koncernowych, bo w którymś momencie uznałem, że oferta na rynku takm się zmieniła, że szkoda czasu i żołądka (i wątroby :-) na to, kiedy jest tyle fajnych piwek z małych browarów, już nawet nie mówię o krafcie i kontrakcie, bo to drożyzna z kolei, ale o fajnych browarach regionalnych typu Konstancin czy Pilsweizer...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciesze się, że narobiłam Wam smaka :)

    Sama od jakiegoś czasu nie pijam piw koncernowych. Nie wiem czy próbowaliście piwa z Bieszczad, pisałam o nich tu:

    http://abitepl.blogspot.com/2015/11/ursa-maior-czyli-w-piwnym-domu-wielkiej.html

    Jako konsument, który zarówno do piw jak i do jedzenia podchodzi z filozofią "smakuje mi albo nie", muszę przyznać, że Lubicz może być dość kontrowersyjny pod względem smaku piw. Są one takie hmm "wodniste"?, "mało esencjonalne"? - jeśli wiecie o czym mówię. I nie w złego tego słowa znaczeniu! Dla mnie smakowały świetnie, są takimi piwkami, po które można sięgnąć na upały czego o piwach z Ursa Maior nie mogę powiedzieć. Te znowu dla mnie są "ciężkie", "esencjonalne", "głębokie". Uwielbiam "Deszcz w Cisnej" ale nie wypiję więcej niż jedną butelkę i traktuje je raczej jako degustacja niż do picia.

    OdpowiedzUsuń