wtorek, 20 września 2016

Gdzie żeś Ty bywał czarny baranie... Hotel Kopieniec Fizjo-Med SPA.

Niedziela. Przyjazd. 

Mijając po drodze tabliczki z napisami „pokoje, apartamenty, pokoje, apartamenty” modliłam się o odrobinę przestrzeni. I nie rozczarowałam się bo Hotel Kopieniec Fizjo-Med SPA położony jest na wzniesieniu a wokoło łąki, pastwiska, lasy i szemrzący strumyk. I chociaż Tatry tonęły we mgle to ten krajobraz, niezależnie od pogody, jest najpiękniejszy w całej Polsce.




Nie wiem co góry mają takiego w sobie. Przytłaczają, są ponure, kanciaste i generalnie wieją grozą a jednak człowiek nie może przestać chłonąć ich majestatyczności. Tak samo, jak wdychać powietrza. Boże jak ono pachnie! I chociaż brak jeszcze charakterystycznego dla tego regionu zapachu palonego drewna w kominku, to słodycz mieszająca się z zapachem lasu i owiec łagodnie płynie do płuc.

Na pierwszy rzut oka Hotel Kopieniec Fizjo-Med SPA nie robi wrażenia dużego obiektu. Dlatego tym bardziej zastanawiałam się stojąc przed drzwiami i podziwiając charakterystyczny dla tej zabudowy, góralski styl, gdzie on mieści te 29 pokoi. 

Ku mojemu zdziwieniu… no dobra, nie będę Was czarować. Nie uwierzycie jak bardzo odetchnęłam z ulgą, kiedy wnętrze okazało się cudnie proste, dizajnerskie, dosłownie z akcentami świadczącymi o tym, że hotel zbudowany został przez rodzinę od Dziada, z Pradziada pochodzącą z Podhala. Duże, czarno-białe zdjęcia przedstawiające członków owej rodziny, motywy góralskie rzeźbione w drewnie, szarość stanowiąca tło dla czerwonych akcentów. Delikatnie, bez popeliny. 




Jest przytulnie ale zaskakująco przestronnie. Do pokoju prowadzą korytarze i winda, którą zjeżdża się piętro w dół a mimo tego, widok z balkonu jest przecudny i wznosi się nad skarpę. Bo właśnie w nią wbudowany jest Kopieniec. I będzie się jeszcze rozrastał ale w dół. Wrażenie jest dość ciekawe bo z początku nie można się przyzwyczaić do tego co widzi się z zewnątrz a co po wejściu. A potem jest jeszcze lepiej. Dawno nie podobał mi się tak pokój hotelowy. Ma dokładnie wszystko to, czego można spodziewać się po pokoju wypoczynkowym (póki co z biznesowego punktu widzenia, nic nie przebije Warsaw Plaza). Jest duży. Ma wbudowaną, przeszkloną, dużą łazienkę. Duże łóżko bez dzielenia (nie cierpicie pewnie kiedy na środku łóżka łączą się materace co?), wysokie, wygodne dla kręgosłupa - w końcu nie bez powodu hotel ma w nazwie Fizjo-Med. Olbrzymi balkon z przecudnym widokiem. Usiadłam i zasłuchałam się w strumyk - chociaż po sile jego rażenia to nie wiem czy jest to najodpowiedniejsza nazwa. Jeszcze piwko nie smakowało tak dobrze jak w tą niedzielę. 



Zanim jednak całkowicie utknęłam na balkonie poszłam pozwiedzać. W restauracji przyjemnie pachniała kolacja, serwowana a’la bufet lub a’la carte. Jak kto woli. Przyjemne miejsce. Niewielki stylizowany na beton bar, ściana z winami, przyciągające wzrok lampy. Zastanawiałam się co mnie czeka w karcie bo patrząc na stylistykę miejsca, wiedziałam, że nie będzie to góralska strawa jaką znam z Krupówek. Przyjemność przekonania się o tym zostawiłam sobie na dzień następny. 

Tak się składa, że jeżdżę konno i rok temu miałam niefortunny terenik. Po nim przeszłam rekonstrukcje stawu skokowego oraz nabawiłam się przepukliny kręgosłupa. W związku z tym raz na jakiś czas wypada mi dysk, co zdarzyło się całkiem niedawno. Jednak nie o tym będę pisać co mi dolega ale o koncepcji na Kopieniec Fizjo-Med SPA. Bo jest słuszna. Tak naprawdę w tym hotelu możecie przejść pełną rehabilitacje. Posiada on sporo sprzętu, który takie osoby jak ja znają bardzo dobrze. Mogą się poszczycić jedną z dwóch na Podhalu metod leczenia falą uderzeniową. Mają też odpowiednio przeszkolony personel, konsultantów, lekarzy. Dodatkowo dobrze rozwinięty jest pakiet SPA  i są to dwie najmocniejsze strony tego miejsca. W pięknych okolicznościach przyrody i architektury można wrócić do zdrowia. Kogo boli ten wie, że będzie warto tu przyjechać. 

Poniedziałek, rano, południe, wieczór.

Wstałam wyspana. Otworzyłam balkon i wyszłam na zewnątrz. Mgła wydawała się wdzierać na skarpę.Tonęliśmy w białej zasłonie. Piękny widok. 



Śniadanie w formie bufetu bardzo fajne. Nie za dużo, nie za mało, kuchnia serwuje ciepły posiłek na życzenie - w tym jajka na miękko. Zauważyłam ostatnio, że coraz częściej odchodzi się od serwowania ciepłych posiłków (jajecznica, naleśniki) na bufecie i chwała za to Szefom Kuchni. Nie przepadam za taką formą jedzenia ale rozumiem jej potrzebę występowania w hotelach. Pojadłam, umówiłam się na masaż i prądy żeby postawić na nogi mój kręgosłup i oddałam się całkowitemu chillingowi. W skład niego wchodziła m.in zupa z oscypka - danie flagowe restauracji. Pyszne! Gdybyście mogli mnie teraz zobaczyć to wyglądam jak ta ikonka z FB z sercami w oczach. A z lampką wina to już w ogóle moje sercowe oczy wyszły z orbit. 





Masaż poprzedziłam wizytą w saunach. Uwielbiam! Zwłaszcza kiedy siąpi na zewnątrz i to jeszcze w poniedziałek. Jakoś człowiekowi od razu życie się wydaje milsze. Dawno też nie miałam takiej przyjemności z masażu. Delikatne ale stanowcze dłonie nieśmiałej Pani Marysi odstresowały moje ciało i rozluźniły plecy. Poprawiłam potem tensami bo przecież w Hotel Kopieniec Fizjo-Med SPA o to chodzi: odnowę!

Wieczór w miłym, męskim towarzystwie w akompaniamencie cudownego Rieslinga i bardzo dobrej kuchni, utwierdził mnie w przekonaniu, że ten niewielki hotel ma w sobie ogromny potencjał, który widać na każdym kroku. Torcik z kaszanki w nakryciu z rukoli podany na karmelizowanym jabłku z musem chrzanowym rozłożył mnie na łopatki. Puszysty sernik podany z sosem czekoladowym i karmelizowanymi pomarańczami był zwieńczeniem wieczoru i absolutnie fantastycznie komponował się z winem. Fajna kuchnia, z dozą regionalizmu ale nie przeładowana - zupełnie jak wnętrza. 




Wtorek..

To prawdziwa przyjemność gościć w tym miejscu. Pasja z jaką jest prowadzony Hotel Kopieniec Fizjo-Med SPA, zaangażowanie obsługi, profesjonalizm w SPA i MED sprawia, że nie chce się z niego wyjeżdżać. W podróżowaniu niesamowite jest to, że kiedy myślisz, że już wszystko widziałaś i nic cię nie zaskoczy, pojawia się kolejny kawałek miejsca, które jest inne, zachwyca inaczej. Dlatego lubię podróże. Lubię hotele. Lubię dla Was o nich pisać. 

poniedziałek, 19 września 2016

Płatne przelewem.

Tym razem nie o jedzeniu będzie chociaż o restauracji mowa i chociaż było nawet niezłe. Będzie o przeżyciu największego szoku jaki przeżyłam do tej pory  będąc w branży gastronomicznej od lat. A widziałam dużo, wierzcie. 

Lokomotywa. Fajna, na poziomie restauracja w starym budynku dworca w Puszczykowo 15 km od Poznania. Trafiłam do niej przy okazji mojej wizyty w HOT_elarnia. Nie, nie nie ma ona nic wspólnego z hotelem, po prostu gdzieś przy drodze pomiędzy zwiedzaniem jednej i drugiej atrakcji wpadłam tam coś zjeść.




Jak zwykle nie miałam przy sobie gotówki (jestem zdecydowanym zwolennikiem plastiku w portfelu) ale miła Pani powiedziała, że spokojnie można zapłacić przelewem. W pierwszej chwili myślałam, że coś źle zrozumiałam. Może to jakiś nowy sposób płacenia kartą albo może to się tak u nich nazywa - w końcu w tej części Polski byłam ze dwa razy więc kto wie? 

Zjadłam. Rachunek opiewał na ponad stówę (tak, tyle jem!), przyszło do płacenia więc gotowa do działania przygotowałam kartę. A tu, Pani, ze smutną miną mówi mi, że nie mają możliwości przyjmowania płatności kartą ale można przelew. I tak oto do rachunku przyniosła wizytówkę z numerem konta, pokazała palcem, który numer z rachunku wpisać i życzyła miłego dnia.

TAK!!!! Wyszłam bez płacenia rachunku, mając w ręce wizytówkę z numerem konta i szok w oczach. Przez całą drogę do hotelu, gdzie czekał na mnie komputer, zastanawiałam się jak to jest możliwe ale też miałam tak wryte poczucie obowiązku zapłaty, że sobie nie wyobrażacie. Że ale jak to, nakarmili mnie a ja nie zapłaciłam? No a jak zgubię rachunek? A numer konta? A Pani była taka miła i jedzenie dobre. 

Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam po przyjściu do hotelowego pokoju było zrobienie przelewu. Szok pozostał mi do dzisiaj. 

środa, 7 września 2016

HOT_elarnia! Niezwykły hotel.

Puszczykowo. 15 km od Poznania położone na obrzeżach Wielkopolskiego Parku Narodowego. Miejscowość, która zaskoczyła mnie chyba najbardziej ze wszystkich odwiedzonych. Brakło mi dni aby sprawdzić wszystkie atrakcje z materiałów, jakie przygotował dla mnie hotel. Bo oprócz tego, że sam hotel w sobie jest świetny, to jeszcze ludzie w nim pracujący dokładnie wiedzą jak zagospodarować przyjezdnym czas. Oferta jest bogata: od romantycznego spaceru nad jezioro, przez obejrzenie panoramy okolicy z 22 metrowej wieży, odwiedzenie Muzeum Arkadego Fiedlera (obowiązkowo!) czy spędzenie dobrych trzech godzin w Narodowym Muzeum Rolnictwa i Przemysłu Spożywczego. I wiele innych atrakcji, miejsc do obejrzenia, których nie sposób zobaczyć ponieważ NIE CHCE SIĘ WYCHODZIĆ Z HOTELU.

Całe popołudnie spędziłam w ogrodzie przenosząc się w obrębie jednego trawnika, z leżaków na hamaki i z powrotem, z małą przerwą na masaż w SPA_larni. I chociaż warto było porzucić trawnik dla godzinnego masażu pleców, w przepięknym SPA przebudowanym ze starej manufaktury, w której kiedyś m.in wyrabiano ryż (!). Połączonym z HOT_elarnią długim, solnym, podświetlanym korytarzem, dzięki któremu zanim dojdziesz do SPA_larni zdążysz się wyciszyć i przygotować na czekający cię zabieg. Z salą do ćwiczeń i autorskim programem 36 minut. Basenem, jacuzzi, dwoma saunami. Barem z zielonymi (i nie tylko) koktajlami, które doskonale uzupełniają witaminy w organizmie. To jednak otaczający hotel las, cisza, błękitne niebo, leżaki i hamaki tworzą bezkonkurencyjną miejscówkę do spędzania czasu. 


Rozmową nie było końca. A bo w sumie z zewnątrz po HOT_elarnii spodziewasz się czegoś innego. Słomiany dach, ściany stylizowane na lepiankę, wypielęgnowany naturalny ogród kompletnie nie zapowiada tego, co można znaleźć w środku. Bo we wnętrzu jest tak.."namacalnie". Pewnie teraz architekci czytający ten tekst mają niezły ubaw, niemniej jednak chodzi o to, że hotel nie jest bezosobowy. Wiesz dokładnie, że zaprojektował go człowiek młody, że lubi nowoczesne rozwiązania, surowe materiały ale już nie koniecznie ostre linie. Że przeciwstawia monochromatyczne wnętrza z szeroką paletą barw, która pełni rolę oznacznika pokoi. 24 pokoje w hotelu nie mają numerów (co swoją drogą również wiele mówi o osobie, która zaprojektowała ten hotel) tylko prowadzą do drzwi określone kolory na dywanie. 

Znajdziecie w nim mnóstwo designerskich wstawek: kontrowersyjne zdjęcia nagich kobiet i mężczyzn, krzesła pośladki przy recepcyjnej ladzie, lampa pajęczyna czy też nakryte stoliki koktajlowe jako lampy w restauracji (oczywiście powieszone na suficie). Z drugiej strony szyny kolejowe jako poręcze, trawniki jako dywany w pokoju i drzewa podtrzymujące sklepienie hotelu. Czuć mocny akcent osoby projektującej. Każda, najmniejsza nawet przestrzeń nie pozostawia kompromisu, ma się wrażenie, że osoba ta przed chwilą wyszła z pokoju, który Wy zajmujecie. Nigdy wcześniej nie miałam takiego uczucia będąc w hotelu. Zazwyczaj piękne, przytulne czy też przyjazne, dają możliwość do własnego zaaranżowania przestrzeni swoją własną osobą. Tu tak nie ma. Tu ma się wrażenie, że jest się u kogoś w domu. 


A jeśli o domu mowa to nie może zabraknąć akcentu jedzenia. Bo karmią faktycznie, tak dobrze, jak w domu. Szef Kuchni, mistrz gęsiny zaserwował najlepsze udko jakie kiedykolwiek miałam okazję jeść. Tak odchodzącego, kruchego i soczystego mięsa od kości dawno ale to dawno nie jadłam. Sezon na kurki zaowocował przepysznym daniem o leśnym smaku, ze śmietanowym, zawiesistym sosem i świeżym tymiankiem. Tatar z łososia był delikatny a ciastko czekoladowe rozpływało się w ustach i na talerzu. Piękny akcent w tych niebagatelnych wnętrzach.  

Zaczarowane miejsce, niezwykłe miejsce. Dawno nie czułam się tak spokojnie, jak właśnie tam. HOT_elarnia ma niepowtarzalny klimat, jest miejscem magicznym, w którym czujesz się zawieszona w czasoprzestrzeni. Ma piękne wnętrza, genialne rozwiązania, przepyszną kuchnię i klimat.  Wydobywa z Ciebie chęć obcowania z naturą ale jednocześnie łechta Twoje ego pięknem otaczających cię wnętrz. Tu ścierają się osobowości! 














Koniecznie zajrzyjcie do galerii: http://www.hotelarnia.pl/galeria

piątek, 2 września 2016

Somersby Apple Blend 2016

Znacie to uczucie, kiedy otwieracie kurierowi w piątek rano drzwi a tam... piwko? Ha! Ja znam! Dzięki Somersby Apple Blend 2016, które zapukało do moich drzwi. 



Przede wszystkim brawa za gust co do dwóch rzeczy: smaku piwa i wyglądu materiałów marketingowych. Przepiękna, pachnąca drewniana skrzynia wypełniona po brzegi piwem to jest coś, o czym warto wspomnieć. 



Nowy smak – soczysty, delikatny, z nutą kwaskowości świeżych jabłek – z pewnością zaskoczy niejedno podniebienie. Jednak trzeba się śpieszyć bo znajdziecie go na półkach tylko do końca jesieni! Komponuje się z wieloma potrawami, w szczególności z pieczonymi jesiennymi warzywami, tartą, makaronem i daniami mięsnymi. Nic tylko zapraszać znajomych!